Uczymy się poznawać świat

Jarosław Czerwiński
Z KRZYSZTOFEM WALCZEWSKIM, włocławskim artystą plastykiem, który prowadzi warsztaty plastyczne dla dzieci i młodzieży w Galerii Sztuki Współczesnej, rozmawia Jarosław Czerwiński.

Z KRZYSZTOFEM WALCZEWSKIM, włocławskim artystą plastykiem, który prowadzi warsztaty plastyczne dla dzieci i młodzieży w Galerii Sztuki Współczesnej, rozmawia Jarosław Czerwiński.

<!** Image 2 align=right alt="Image 165706" sub="Krzysztof Walczewski w nauce sztuk plastycznych wyznaje zasadę, że nikogo do niczego nie można zmuszać i czasem trzeba pozwolić na zrobienie błędu / Fot. Jarosław Czerwiński ">Czy można nauczyć czegoś osobę, która nie ma talentu?

Każdego człowieka do pewnego stopnia można czegoś nauczyć tak, jak w szkole. Jednak w plastyce margines błędu jest trochę inny niż w matematyce, gdzie trzeba być konkretnym i dokładnym. W sztuce sfera jest luźniejsza, tutaj można poruszać się z pewną dowolnością. Zawsze można człowieka czegoś nauczyć, tylko musi wykazać inicjatywę i przede wszystkim chcieć. Z drugiej strony, jak jest talent, to zawsze idzie łatwiej. Wielu ludzi czasami pokonuje pewną barierę i odblokowuje się - tak, jakby ktoś przyprawił im nowe ręce i zaczynają rysować. To dzieje się z dnia na dzień - nagle. Sam jestem tym zaskoczony. To nie moja zasługa, tylko osób uczących się oraz ich zapału i zaangażowania.

Czy trudno jest nauczać innych?

To wszystko zależy od dwóch stron. Jeżeli chodzi o dzieciaki, to ważne jest kształtowanie wyobraźni, a więc jest to trochę forma zabawy, którą można ich zainteresować. Konkretne umiejętności przychodzą z czasem i z wiekiem. To tak, jak z wychowaniem dziecka - nie chodzi o to, żeby do czegoś zmuszać, bo wtedy łatwo jest kogoś zniechęcić. Czasami trzeba pozwolić na zrobienie jakiegoś błędu, bo to przecież też uczy.

Prowadzi Pan w galerii plenery dla młodzieży...

<!** reklama>Maluje przede wszystkim w plenerze, bo taką właśnie wybrałem metodę pracy. Jest to dla mnie forma odpoczynku, wyjścia poza swoje otocznie. Plenery to dalszy ciąg nauki z pracowni. Uczymy się dostrzegania tego, co nas otacza, a ten świat jest naprawdę ciekawy i warto na niego popatrzeć. Dla mnie jest to źródło inspiracji. Każda chmura jest inna, każdy dzień jest inny. Jest tak ogromne bogactwo, że nigdy człowiekowi się nie znudzi&

Woli Pan malować czy uczyć?

Chciałbym mieć tyle czasu, żeby móc zająć się tylko malowaniem, jednak skoro przypadło mi takie zadanie, to także w nim znajduję sporo satysfakcji i dużo radości. Tu jest jak w domu, jesteśmy jak rodzina. Uczestnicy zajęć odzywają się do mnie po latach. Jesteśmy na trochę innej stopie niż w szkole, bo jest tutaj o wiele łagodniejsza atmosfera. Oczywiście nie jest tak, że każdy robi, co chce, ale też nie ma „pruskiego” reżimu. Myślę, że jak ktoś tu przychodzi, to nie jest to dla niego obciążeniem, ale przyjemnością.

Czy zainteresowanie zajęciami plastycznymi jest teraz większe, niż jeszcze kilka lat temu?

Teraz jest o wiele mniejsze. Zajęcia plastyczne to jednak praca i to w pewnym sensie fizyczna. Trzeba przyjść, zabrać się za robotę i pomyśleć trochę. Okazuje się, że komputer jest ważniejszy i przegrywamy z nim. Odnoszę nawet wrażenie, że dzieci przez komputery tracą kontakt z rzeczywistością. Mają na przykład problemy z określaniem przedmiotów z otoczenia. Dziecko często nie jest w stanie powiedzieć, jak wygląda gołąb czy wrona. Wie, że jest taki ptak, ale nie potrafi go opisać. Jeszcze większym problemem jest narysowanie go, bo żeby to zrobić, trzeba go najpierw zobaczyć. To naprawdę bardzo poważna sprawa.

Doczekał się Pan wychowanków zajmujących się zawodowo plastyką?

Jest ich sporo na architekturze, konserwacji zabytków i na fotografii. Moi uczniowie sobie dobrze radzą. Jedna z dziewczyn, która skończyła fotografię, otrzymała nagrodę w konkursie w Nowym Jorku, a inna stypendium we Francji. Wielu pokończyło uczelnie plastyczne, ale są też tacy, którzy wybrali inne zawody. Jest spore grono doktorów, adwokatów, inżynierów, leśników i cała grupa na politechnikach, czyli już typowo technicznych uczelniach. Okazuje się, że sobie bardzo dobrze tam radzą. Zwłaszcza w rysunkach technicznych i czytaniu schematów oraz planów.

Kto może przyjść na zajęcia?

Praktycznie każdy. Zaczynamy od siedmiolatków. Zdarzają się też młodsze dzieciaki. Jednak trzeba pamiętać, że są to długie zajęcia, trwają dwie godziny. Praca także jest na dużych formatach, innych niż w szkole. Jeśli dzieci przebrną ten pierwszy moment, to dalej jakoś idzie. Jednak są tacy, którzy nie potrafią się dostosować. Nie powinno się wtedy zmuszać dziecka na siłę, bo się zniechęci. Trzeba odczekać, żeby same do dorosło do zajęć. To właśnie mówię rodzicom.

Warto wiedzieć

Krzysztof Walczewski urodził się na Podlasiu. Ukończył Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie. Studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pracuje w Galerii Sztuki Współczesnej we Włocławku, gdzie m.in. prowadzi pracownię plastyczną dla dzieci i młodzieży. Maluje głównie akwarele. Swoje prace prezentował na kilkunastu wystawach zbiorowych i indywidualnych.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie