Ugotowani w turboindukcji

Katarzyna Oleksy
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Czy pan jest sam? - zapytała młoda kobieta pana Zbigniewa. Potwierdził, dostał do podpisania listę obecności. Do domu przywiózł garnki za 5 tys. złotych.

- Czy pan jest sam? - zapytała młoda kobieta pana Zbigniewa. Potwierdził, dostał do podpisania listę obecności. Do domu przywiózł garnki za 5 tys. złotych.

<!** Image 2 align=none alt="Image 169352" sub="Pani Gertruda, żona Zbigniewa, razem z córkami walczy o pozbycie się niechcianych naczyń / Fot. Tymon Markowski">Sala w hotelu zapełnia się. Wszyscy goście po sześćdziesiątce. W rękach dzierżą zaproszenie na ekskluzywną prezentację. Przed ustawioną widownią, na stojaku kilka błyszczących w sztucznym świetle garnków. To, co znajduje się na sąsiednim stole, ukryte jest pod mieniącym się materiałem. Pan z posrebrzaną laską siada w przedostatnim rzędzie, pani podpierająca się balkonikiem w ostatnim. Zaraz zacznie się show.

Czy pan jest sam?

- Ojciec ma Alzhaimera, Parkinsona. Chemia, którą dostawał na raka, wyniszczyła go. Ma 78 lat, a wygląda na 98. Parkinson powoduje, że trzęsie się w charakterystyczny sposób. Na pierwszy rzut oka widać, że to chory człowiek - denerwuje się pani Ewa, ładna blondynka. Pokazuje umowy podpisane przez ojca na zakup kompletu garnków z firmą Lama Gold oraz umowę kredytową. Koszt: 4870 złotych. Przyszła właśnie rata do zapłaty - 271,67 zł. Tak będzie przez najbliższe 17 miesięcy.

<!** reklama>Pan Zbigniew przed laty był kierownikiem osiedla na Błoniu, wszystko umiał załatwić. Do dziś cieszy się sympatią mieszkańców. - Gdy już przyznał się do zakupu, gdy wiedział, że coś jest nie tak, opowiadał jak było. Poszedł na prezentację, na którą dostał zaproszenie. Od razu zajęła się nim młoda kobieta, dała do podpisania listę obecności. Ale najpierw zapytała, czy przyszedł sam. Mówiła podobno, że „dziarsko chodzi” - opowiada pani Ewa. Z zakupionym towarem - wielkim kartonem pełnym mniejszych kartonów pełnych garnków - „odstawiono” klienta do domu.

Mężczyzna choruje od 1996 roku. Gdy zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy choroby, rodzina podejrzewała, że ojciec ma inną kobietę - był niespokojny, zdenerwowany. Gdy zdiagnozowano chorobę, najbliżsi - małżonka i dwie dorosłe córki - rozpoczęły leczenie i pomoc ojcu ze wszystkich sił. On zresztą świetnie sobie radzi. Chodzi na rynek po zakupy, czasami obiad zjada w barze nadmieniając, że jest „kawalerem do wzięcia”. - Bywają jednak lepsze i gorsze dni. Raz odbieraliśmy go z policji w Fordonie - opowiadają panie Gertruda i Ewa, żona i córka mężczyzny. Pojechał na umówioną - jego zdaniem - wizytę do lekarza. - Dla niego nie ma znaczenia, czy jest dziewiąta rano, czy dziewiąta wieczorem. Pojechał pewnego wieczora do swojej pani doktor, do poradni przy Sue Ryder. Portier powiedział, że lekarz będzie jutro. On zaczął się denerwować, w końcu był niegrzeczny. Wezwano policję, ta zawiozła go do szpitala na przebadanie. Odbieraliśmy go z komisariatu - mówią kobiety pełne cierpliwości dla niesfornego starszego pana.

Halo? Kto mówi?

Na początku roku zaczął dziwnie się zachowywać. Był niespokojny, zwłaszcza gdy dzwonił telefon - zamykał się w pokoju i tam po cichu rozmawiał. Prawdopodobnie była to „międzymiastowa” i dotyczyła posrebrzanych garnków. - Okazało się, że ojciec był w Poznaniu, chyba w tej firmie. Pojechał tam taksówką, za kurs zapłacił 600 złotych. Ale po co tam był? Czy chciał sam tę sprawę rozwiązać, czy tam podpisał umowę? Bo tak jest napisane na dokumencie... - duma córka seniora. Do Poznania udał się także jej mąż. Zapakował ogromny karton do auta i błądził po stolicy Wielkopolski. Bo pod adresem wskazanym na stronie internetowej firmy nie zastał żywego ducha. Pod innym adresem znalazł magazyny. Tam towar wydawano, ale o przyjęciu nie było mowy. W międzyczasie okazało się, że bank nie rozwiąże umowy kredytowej, dopóki klient ma towar. A towaru nikt nie chciał przyjąć, bo jest na nim kredyt.

- Każdy nasz klient ma prawo odstąpienia od umowy w terminie 10 dni od daty jej zawarcia bez podawania przyczyny. Oczywiście należy o tym fakcie pisemnie powiadomić naszą firmę - poinformowała nas Joanna Mek-Imała z Lamy Gold. Problem w tym, że ten termin minął. - Z tymi garnkami wysadzono go pod klatką. Nie wiemy czemu, ale on te garnki przechowywał w kantorku u sprzątaczki, w piwnicy - opowiadają panie.

Zapraszamy do stolika

Starając się poznać drogę jaką przeszedł pan Zbigniew, udaliśmy się do bydgoskiego hotelu City na prezentację Lamy Gold. Garnki błyszczą na podium, widownia zapełnia się. Gości wita młoda kobieta w różowej koszuli - w takim samym odcieniu są napisy na tablicy za jej plecami. Za dwie godziny usłyszę, że zaniżam średnią wiekową. Zanim to nastąpi, pan Henryk z ostatniego rzędu poproszony zostanie do przodu, by asystować Magdzie gotującej dla wszystkich obiad. Zapach kurczaka i warzyw uniesie się w powietrzu i zahipnotyzuje widzów. Jedna z seniorek ściska w dłoni kupon ze swoimi danymi osobowymi – to gwarancja tego, że dostanie upominek. Prowadząca przekonuje, że garnki to koszt tylko trzech złotych dziennie. Ona oczywiście w takich naczyniach gotuje. Ma dwie córki - w wieku 3 i 7 lat. Ma też męża jeżdżącego w delegację. Czy jest też pies i domek z ogródkiem? Nie wspomina. Ale ma działkę! I sama robi przeciery i suszy grzyby - oczywiście w prezentowanych przez siebie naczyniach. Ideał. Czas na losowanie wybrańców. Dwóch panów, w tym asystujący pan Henryk, okazują się szczęśliwcami losu. Wygrywają jeden z prezentowanych zestawów. Wygrywają czyli& mają go tylko za 2900 zł! - Zapraszamy do stolika - słyszą obaj. Asystenci prezenterki od razu chcą sfinalizować transakcję. Panowie zachowują zimną krew.

- To wszystko fikcja. Byłam raz na prezentacji, gdzie przemawiał niemiecki lekarz. Miał tłumacza, nie znał polskiego. Na koniec poszłam do toalety i po drodze mijam tego niemieckiego lekarza, który mówi pięknie po polsku... - mówi jedna z słuchaczek. - To gdzie można wrzucić ten kupon? - pyta.

Z ostatniej chwili

Po zakończeniu tekstu firma Lama Gold poinformowała: wyjątkowa sprawa p. Zbigniewa B. (nazwisko do wiad. red.) została przez naszą firmę rozpatrzona pozytywnie, pomimo niezachowania przez Klienta terminu 10 dni odstąpienia od umowy. W dniu 21 marca 2011 r. została wysłana do rodziny listem poleconym informacja z podanym adresem, na jaki prosimy odesłać zakupiony od nas towar.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie