Uroczyste puknięcie

Ryszard Giedrojć
Jeśli w 2006 roku prezydent Lech Kaczyński udekorował pośmiertnie reżysera Stanisława Bareję Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, to zasadne jest pytanie, jak powinien zachować się prezydent Bronisław Komorowski, w 30. rocznicę premiery „Misia”?

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/giedrojc_ryszard.jpg" >Jeśli w 2006 roku prezydent Lech Kaczyński udekorował pośmiertnie reżysera Stanisława Bareję Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, to zasadne jest pytanie, jak powinien zachować się prezydent Bronisław Komorowski, w 30. rocznicę premiery „Misia”? Może to dobry moment, by wybaczyć posłowi PO, Kazimierzowi Kutzowi, który w 1970 roku ostrzegał przed renesansem zbarejenia: „Gdyby co, proszę pamiętać, że ja pierwszy byłem przeciw!”. Kutz zachował się podle w stosunku do kolegi, ale to nie on wymyślił „bareizm”, największą obelgę w środowisku ówczesnych filmowców, która dziś jest tytułem do chwały. Bareja wspominał łódzką filmówkę: „Mieliśmy taki pamiętnik, w którym każdy wpisywał swoje pomysły, uwagi, żarty. Sporo było tam moich wpisów. Ja miałem skłonność do humoru absurdalnego, ten rodzaj żartu nazwano bareizmem. Potem grupa przyjaciół się rozpadła... Jeden z nich, próbując kiedyś mi dopiec, użył terminu bareizm na określenie czegoś, co jest w złym stylu. Bardzo mnie to zabolało. Bo jak atakuje nieznajomy, nie jest to dla mnie czymś strasznym, ale kiedy to robi przyjaciel...”. W jednym z kilkunastu odrzuconych scenariuszy Barei jest taki żart: „- Pan podał inne nazwisko w samolocie, a teraz okazuje się, że w dodatku pisze się pan przez „te”, „zet”? - Dawniej pisaliśmy się Kloc przez „ce”, ale potem mój brat został reżyserem i zmienił pisownię na Klotz!”. Gdyby nie cenzura, dawni przyjaciele byliby dziś kwita.

<!** reklama>Pouczająca jest lektura nie tylko recenzji, ale i pytań stawianych przez dziennikarzy Stanisławowi Barei. Kutz zaczął, ale robotę siepaczy wykonali inni. Film „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” zanim trafił tylko w 6 kopiach do kin, przeleżał pół roku na półce. Komisja kolaudacyjna zaleciła 38 poprawek, wycięto 300 m. z gotowego dzieła. Dopiero po śmierci reżysera ukazał się tekst Macieja Pawlickiego, który przy każdej okazji warto przypominać: „Barei zrobiliśmy krzywdę. My, sfora filmowych pismaków. Nie warto już bić się w piersi, ale warto puknąć się w czoło. Im dokładniej przyglądam się z perspektywy czasu filmom Stanisława Barei, tym konieczność owego pukania wydaje mi się bardziej oczywista.”

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie