VIP W PODRÓŻY - Świat od podszewki

Jan Oleksy
Michał Przepierski, Abler
Michał Przepierski, Abler archiwum prywatne
Lubię porównywać. Im więcej jeżdżę po świecie i odwiedzam nie hotele pięciogwiazdkowe, a prawdziwe ulice i poznaję żywych ludzi, tym bardziej widzę, jaką nacją jesteśmy - mówi przedsiębiorca Michał Przepierski w rozmowie z Janem Oleksym

Życie za zamkniętą kurtyną było okazją do lepszego poznawania kraju...
Polska jest krajem przecudnej urody. Doceniam to szczególnie, gdy wracam z południa Europy. Bogata przyroda, głęboka zieleń, bory, lasy, pola... Grecja fascynuje pięknym wybrzeżem, wysepkami, ale to jest dobre na tydzień, a potem denerwują cię te cykady, kurz, brak zieleni, szarość oliwek. Nasza przyroda jest bogatsza.

Pięknie mówisz o Polsce, więc czym są spowodowane twoje eskapady na koniec świata?
Ciekawością świata. Lubię porównywać. Nasza generacja jest wychowana na pokolenie będące pokłosiem bohaterów. Polacy to naród nr 1 na świecie! Im więcej jeżdżę po świecie i odwiedzam nie hotele pięciogwiazdkowe, a prawdziwe ulice i poznaję autentycznych ludzi, tym bardziej widzę, jak niefajną nacją bywamy. Wystarczy pojechać niedaleko, np. na wieś do Austrii czy Szwajcarii, by zobaczyć, jak żyją ludzie, jak się szanują... A im dalej, tym lepiej. W Nowej Zelandii doznasz szoku, gdy zobaczysz zachowanie w stosunku do siebie, obcych, turystów. Możesz nie znać języka, a oni zrobią wszystko, żeby ci pomóc. Ponadto zadziwia wszechobecna czystość. W głębokim lesie są poustawiane plastikowe budki - jednoosobowe toalety z pełnym wyposażeniem. Zwłaszcza Południowa Wyspa jest dla mnie jak laboratorium.

Na wyprawach udaje Ci się oderwać od firmy?
Laptopa nie zabieram, by nie mieć poczucia, że ciągle jestem w pracy. Świadomość tego, że coś jest na skrzynce niepokoi. Biorę jedynie telefon, by mieć awaryjne połączenie z firmą, ale dotychczas nie miałem sytuacji, bym musiał przerwać jakiś pobyt. Telefon służy przede wszystkim do łączności z rodziną...

... by opowiedzieć wrażenia?
Od pewnego czasu staram się na wyprawie każdego dnia robić notatki, gdzie byliśmy, co oglądaliśmy, co jedliśmy i z tego powstaje nowelka, która zostaje ku pamięci. Jak kiedyś będę bezradny, to siądę w fotelu i będę sobie odtwarzał, jak to kiedyś było fajnie. Jak jednego dnia potrafiliśmy zrobić 28-kilometrową górską trasę trekingową na wulkany Tongariro i Ngaruhoa. To jest wyzwanie dla młodego człowieka, a co dopiero dla 60-latka. Ale dałem radę!

Podziwiam Twoje zdjęcia z Chin. Co Cię tam najbardziej zaskoczyło?
Największe wrażenie zrobiły hutongi - stare dzielnice parterowych budynków z masą małych, krętych uliczek. Tam widać prawdziwe Chiny, tam dopiero poczujesz zapachy, których nie doświadczysz w naszych chińskich restauracjach. Poznasz smaki kuchni chińskiej, która w znacznej mierze jest obrzydliwa! Jak można się fascynować jajami gotowanymi przez dwa dni w moczu małych chłopców?! A to jest ich narodowa potrawa, którą uwielbiają. Stworzył się nawet cały przemysł zbierania moczu. Niektórzy z tego żyją, chodzą z kankami po przedszkolach, a następnie sprzedają ten urobek w barach.

Jadłeś?
Nie! Wystarczył mi zapach! To są prawdziwe Chiny. Ale wnioski z obserwacji nie zawsze są przyjemne. Przechadzając się o szóstej rano obok baru, w którym się stołowaliśmy, odkryłem, że naczynia z poprzedniego dnia myją w wannach na… ulicy. W jednej woda brudna, w drugiej średnio brudna, a w trzeciej niby czysta do opłukania talerzy.

Ale trzeba coś jeść na miesięcznych wyprawach.
Lubię gotować, więc bardzo interesuje mnie, co jedzą inni. Staram się próbować lokalnej kuchni. Z różnym skutkiem. W Chinach widzisz apetycznie wyglądające mięsa, ale spróbuj to wziąć do buzi, a wyplujesz. Nie da rady jeść mięsa w lukrze. Albo owoce jackfruit, które poznałem w Singapurze. Mają zapach podobny do tego, który wydobywa się z kanalizacji. Nie jadam też owadów. Może są chrupiące i dobrze smakują, ale nie mogłem się przemóc.

Co najbardziej zaprząta Twoją uwagę - historia czy przyroda?
Przyroda, ludzie, architektura. W tej kolejności. Wracam zdrowszy, nabieram dystansu. W czasie podróży człowiek syci się w sensie estetycznym, zwiedza zabytki, a przede wszystkim się uczy i relatywizuje swoje poglądy. Przepiękny Rethymnon na Krecie zachwyca, ale po trzech dniach zacząłem patrzeć na to miasto inaczej. Chodząc uliczkami, co chwilę mijałem stół z krzesłami. Dla wielu Kreteńczyków ta przestrzeń jest przedłużeniem mieszkania, bo pokoiki 2 m na 4 są za ciasne. Klepią biedę, ale dobrze się czują, bo to jest ich świat. Myślę, że przeciętny Kowalski nie chciałby się z nimi zamienić. Narzeka, bo nie ma świadomości, jak jest gdzie indziej.

Podróże uczą pokory?
Dzięki zaprzyjaźnionemu podróżnikowi Zdzisławowi Preisnerowi, który organizuje wyprawy, mam możliwość innego sposobu uprawiania turystyki, zwiedzania miejsc niedostępnych i podglądania zwykłych ludzi. Na tym najbardziej mi zależy. Pekin widziany nie od placu Tiananmen, tylko od przedmieść, jest tragicznym miastem. Totalny brud, nie zobaczysz sprawnych rowerów czy samochodów. Wszystko połatane na sznurki, na druty... Wszechobecne jest plucie i wyrzucanie resztek jedzenia z baru wprost na ulicę.

Przeżyłeś jakąś przygodę podczas wyprawy?
Będąc na Malediwach miałem możliwość nurkowania z dwoma rekinami wielorybimi, największymi rybami na świecie, osiągającymi 15 metrów długości. Zbliżając się do nich, miałem wrażenie, jakbym podpływał do łodzi podwodnych. Równie ekscytujący był pobyt na White Island w Nowej Zelandii na czynnym wulkanie, gdzie chodziłem po miejscu, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu były erupcje gazów, które zniszczyły fabrykę siarki. Trzeba było zakładać maskę filtrującą opary siarki.

Nowa Zelandia - nowe doświadczenia?
Przejmuje mnie dramat lodowców Nowej Zelandii. Na przykładzie ich topnienia można przekonać się na własne oczy, w jakim tempie zmienia się klimat na Ziemi. Podobne zjawiska, choć w mniejszej skali, można zaobserwować także w Europie. We Francji w Tignes był lodowiec, którego już praktycznie nie ma. Swego czasu jeździłem tam na nartach na wysokości 3 tys. metrów. Dziś zamiast lodu są kamienie. Martwi mnie również zaśmiecanie świata. Czasami się zastanawiam, czy chora wizja z „Mad Maxa” się do nas nie zbliża. Nawet na bajecznych Malediwach śmieci wysypuje się prosto do morza. W miejscu składowania wyrosła wyspa śmieci. Solidaryzuję się z ruchami ekologicznymi, które ostrzegają, że prędzej czy później doprowadzimy do takiego stanu, że enklawy zieleni będą rzadkością.

Najpiękniejsze miejsce, do którego chętnie byś wrócił?
Trudno robić ranking. Dla mnie zachwycająca jest Nowa Zelandia, bo jest nieskażona, nie ma dymiącego przemysłu, a na rozległych przestrzeniach nie widać niczego poza pasącymi się zwierzętami. Lasy niepodobne do naszych. Musisz po nich chodzić utartymi szlakami, żeby się nie zgubić w ogromnych paprociach i największych na świecie drzewach kauri, przy których jesteś jak palec w stosunku do lokomotywy.

Czy pod wpływem podróży zmieniasz się też jako biznesmen?
Myślę, że nie, bo biznes rządzi się innymi prawami. Dotyka mnie jedynie choroba zawodowa związana z tym, czy się zajmuję na co dzień. Wszędzie gdzie jestem podglądam, co mają na podłogach, jakie mają meble, okucia... Czasami wykorzystujemy w firmie niektóre pomysły, a niekiedy dostrzegam, że jesteśmy parę kroków dalej, że robimy to lepiej. To jedyny związek z biznesem. Dalekie wyprawy wymagają dużo wolnego czasu.

Masz z tym problem?
Kiedyś miałem większy, teraz mam mniejszy, bo jestem już stary rupieć. Mam w firmie wyspecjalizowanych branżystów, świetną kadrę i wspólnika, który nie pozwoliłby, żeby cokolwiek złego się działo. Jestem spokojny o firmę. Mogę sobie pozwolić na udział w miesięcznych wyprawach. Już się cieszę na najbliższą eskapadę w małej grupie do Kambodży, Birmy i Wietnamu. Pewne jest, że nie będziemy mieć żadnego hotelu gwiazdkowego. Lubię takie wyzwania, bo jestem facetem z tamtych czasów.

* Michał Przepierski

torunianin, absolwent prawa na UMK, współwłaściciel firmy Abler, jego pasje to myślistwo, narciarstwo, nurkowanie, fotografowanie i podróże, zwiedził m.in.: Chiny, Egipt, Turcję, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Macau, Dominikanę, Haiti.

Powrót na siłownię - na jakich zasadach?

Wideo

Materiał oryginalny: VIP W PODRÓŻY - Świat od podszewki - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3