W drodze ku Carmen

Małgorzata Chojnicka
To jeszcze nie scena operowa
To jeszcze nie scena operowa Małgorzata Chojnicka
Rozmowa z JUSTYNĄ GĘSICKĄ z Wylazłowa, studentką trzeciego roku śpiewu klasycznego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy.

Proszę opowiedzieć, jak zaczęła się Pani przygoda ze śpiewem?
Śpiewam w zasadzie od dzieciństwa, ale najbardziej zapamiętałam konkurs w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Zdobyłam wtedy tytuł „najlepszego z najlepszych” i czułam się taka dumna. Było to dla mnie coś więcej niż pierwsze miejsce. Do tej pory pamiętam tamte emocje i wielką radość. Potem przyszły kolejne konkursy i poważne myśli o śpiewaniu, zrozumiałam, że to jest moja pasja.
Po kim odziedziczyła Pani talent?
Po mamie. Wprawdzie nigdy nie występowała publiczne, z wyjątkiem kościoła, ale ma bardzo ładny głos.
Jak zostaje się studentką śpiewu klasycznego?
Każda akademia muzyczna ma inne wymagania. Najgorsze jest to, że na roku jest bardzo mało miejsc, a chętnych bardzo wielu, na jedno miejsce przypada około dziesięciu osób. Egzaminy trwają kilka dni. Punktem wyjścia jest, oczywiście, egzamin z umiejętności wokalnych oraz zaświadczenie od lekarza foniatry. Poza śpiewem sprawdzana jest nasza koordynacja ruchowa, słuch, zdolności recytatorskie, a nawet aktorskie. Nie bez znaczenia pozostaje również wygląd zewnętrzny.
Jednocześnie chodziłam do szkoły średniej i muzycznej. Praktycznie z chwilą ukończenia gimnazjum przebywam poza domem. Wtedy bardzo tęskniłam za najbliższymi, ale jeśli otrzymałam talent, muszę go rozwijać.
Śpiewa Pani mezzosopranem, który zarezerwowany jest dla ról czarownic i młodych chłopców…
Głos kształtuje się do 30 roku życia, a więc w moim przypadku klamka jeszcze nie zapadła. Z panią profesor cały czas pracujemy nad poszerzeniem skali głosu. Cieszę się, że jestem mezzosopranem, bo jest nas o wiele mniej niż sopranów. To już z myślą o przyszłej pracy, o którą też nie będzie łatwo. Szczytem marzeń każdej mezzosopranistki jest rola Carmen w słynnej operze Georges’a Bizeta. Urocze są również role spodenkowe, zazwyczaj pełne humoru.
O dbałości o głos przez śpiewaczki operowe krążą legendy. Bardzo musi Pani uważać?
Nie popadam w przesadę, ale głos jest moim narzędziem pracy. Na zjedzenie lodów pozwalam sobie jedynie w wakacje. Po rozpoczęciu roku akademickiego nie ulegam już takiej pokusie. Gdy czuję, że bierze mnie przeziębienie, ratuję się domowymi sposobami. Mleko z miodem i czosnek potrafią postawić człowieka na nogi. Na struny głosowe zbawienny wpływ ma siemię lniane.
Studia są bardzo trudne?
Trudny jest egzamin z historii muzyki. Na podstawie fragmentów trzeba rozpoznać konkretne dzieło muzyczne i wskazać epokę, z której pochodzi. Teleturniej „Jaka to melodia?” to przy tym przysłowiowa bułka z masłem, a dochodzi do tego jeszcze wiedza teoretyczna. Opanowanie ruchu scenicznego czy kształcenie słuchu też nie jest prostą sprawą. Mamy dużo zajęć, niekiedy trwają do godziny 20, a później jeszcze trzeba poćwiczyć.
Ma Pani swoją ulubioną operę?
Wciąż szukam tej jednej jedynej, a wybór jest bardzo trudny. Jeśli zaś chodzi o operetki, to uwielbiam „Hrabinę Maricę” Imre Kalmana.
O czym Pani marzy?
Chciałabym dostać pracę w operze i wystąpić na scenie Metropolitan Opera.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie