W Syrii Obama nic nie ugra

Sabina Waszczuk
Obamie zarzuca się, że co prawda ma koncepcję na Bliski Wschód, ale brakuje mu planu na Syrię, która dla jednych jest strategicznym punktem regionu, dla innych nie liczy się wcale.

Obamie zarzuca się, że co prawda ma koncepcję na Bliski Wschód, ale brakuje mu planu na Syrię, która dla jednych jest strategicznym punktem regionu, dla innych nie liczy się wcale.

Arabska rewolucja wybuchła w Syrii 15 marca. Reakcja Baszara el-Asada była natychmiastowa i zdecydowana.

23 marca podczas kolejnej pokojowej demonstracji w miejscowości Daraa siły reżimu otworzyły ogień do tłumu. Do tej pory w ulicznych starciach zginęło około 700 osób, a prawie 10 tys. zostało zatrzymanych, z tego kilkaset zaginęło bez śladu.

<!** reklama>

Cztery dni po pierwszej masakrze Hillary Clinton nazwała syryjskiego dyktatora reformatorem. Pierwsze sankcje USA wprowadziły dopiero pod koniec kwietnia. Biały Dom straszył wyciągnięciem dalszych konsekwencji, ale przyznał jednocześnie, że polega na decyzjach podejmowanych przez reżim. Ostatecznie Barack Obama oświadczył, że Asad musi odejść.

Pytanie, czy Syria jest mniej ważna dla USA od Libii, zadał niedawno amerykański dziennikarz Jackson Diehl na łamach „The Washington Post”. Jego zdaniem, Syria jest przez Obamę niedoceniana.

Regionalni eksperci są zgodni, że Damaszek jest bardzo ważny dla Bliskiego Wschodu. Jeśli reżim Baszara el-Asada upadnie, to Iran straci swoich najbliższych sojuszników - bojowników Hezbollahu w Libanie i Hamasu w Strefie Gazy.

Zdaniem Jacksona Diehla, polityka USA w Syrii została sparaliżowana m.in. przez niewiarę w możliwość rewolucyjnych zmian. Istnieje realna obawa o to, co może nastąpić po załamaniu się dyktatury. Widać też niechęć do konfrontacji z regionalnymi sprzymierzeńcami, którzy mają już w tej sprawie wyrobione stanowisko.

Ausama Monajed, rzecznik Narodowej Inicjatywy na rzecz Zmian” - koalicji syryjskich aktywistów, uważa, że USA mają plan na wspieranie Bliskiego Wschodu, lecz nie mają sprecyzowanej polityki wobec Syrii.

Jednym z powodów, dla których administracja Obamy nie chce wesprzeć zmian w Syrii jest przyznanie się, że Baszar el- Asad nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

Ilość krwi przelanej w ostatnich tygodniach ostatecznie gasi szanse dotychczasowego prezydenta na mianowanie go przez USA reformatorem. Wciąż pozostaje jednak strach przed tym, co może stać się potem. Zdaniem wielu, upadek reżimu może spowodować chaos, przemoc oraz nasilenie działań ekstremistycznych.

Opinia

Syria nie stanie się nigdy kolcem w oku Ameryki, ponieważ nie dysponuje ani znaczącymi zasobami mineralnymi, ani też nie liczy się na mapie geopolitycznej. Podobny protest miał już miejsce w Syrii, 20 lat temu za rządów ojca Baszara el-Asada i został wtedy krwawo stłumiony. Trudno ocenić, czy Asad zdecyduje się na bardziej cywilizowane zakończenie konfliktu, czy rozprawi się z demonstrantami w bezwzględny sposób. Istnieje również możliwość buntu w siłach bezpieczeństwa. Aby obronić swoje kariery w wojsku czy administracji rządowej, ekipa Asada może go poświęcić. On sam jest w gorszej sytuacji niż Muammar Kaddafi w Libii, który najważniejsze stanowiska w państwie obsadził rodziną. Barackowi Obamie nikt by nie wybaczył, że zaangażował się w konflikt, który nic USA nie daje.

dr Sławomir Sadowski, **

ekspert jest na co dzień pracownikiem Zakładu Stosunków Międzynarodowych UKW

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie