W toruńskich przedszkolach trwają dni adaptacyjne

Justyna Wojciechowska-Narloch
Tak  bawiły się 3-latki z grupy „Kotki” w Przedszkolu Miejskim nr 5 przy ul. Dekerta
Tak bawiły się 3-latki z grupy „Kotki” w Przedszkolu Miejskim nr 5 przy ul. Dekerta Grzegorz Olkowski
Łzy i ciekawość mieszają się ze sobą w szatniach i salach placówek dla najmłodszych. Co ciekawe, pełne obaw przed przedszkolem są nie tylko maluchy, ale także ich całkiem dorośli rodzice.

Dni adaptacyjne w przedszkolach to dziś już norma. Wszystkie placówki organizują je dla dzieci, które startują w przedszkolną rzeczywistość. Niekiedy odbywają się one w czerwcu i w lipcu, ale większość prowadzona jest w ostatnich dniach sierpnia, tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego.

Cena rozłąki

Na tę ważną chwilę, która nastąpić ma w najbliższy czwartek i piątek, szykuje się 3-letnia Zosia i jej mama, Agnieszka Popławska. Dziewczynka już niebawem będzie nową podopieczną Przedszkola Miejskiego nr 16 przy ul. Sucharskiego.

- Córka bardzo cieszy się, że pójdzie do przedszkola. Chce poznać nowe koleżanki, bawić się z dziećmi - opowiada mama Zosi. - Tak naprawdę nie wiem jednak, jak to będzie wyglądało, bo córka jest bardzo ze mną związana. Pierwsze dwa lata spędziłam z nią w domu, a kiedy wróciłam do pracy, to nasze rozstanie było naprawdę trudne.

Bywa, że rodzice bardziej niż dzieci stresują się rozłąką i oddaniem ukochanych pociech pod opiekę profesjonalistów, ale w gruncie rzeczy obcych ludzi. Obawiają się, że dzieci będą płakać, nie dogadają się z rówieśnikami, będą tęsknić.

- Takie lęki są zupełnie naturalne, ale w dziecko trzeba wierzyć. Nawet to, które kurczowo trzyma się maminej spódnicy, w końcu sobie poradzi, a dramatyczne sceny się skończą - zapewnia Bogna Zalewska, właścicielka Przedszkola „Delfinek” w Toruniu. - Zauważyliśmy, że dzieci o wiele bardziej niż nowego otoczenia obawiają się grupy rówieśników. Szczególnie te, które nigdy w takiej nie funkcjonowały, nie mają rodzeństwa, a opiekę nad nimi sprawowała mama czy babcia. Są mądre, ale nie wiedzą, jak nie dać sobie odebrać zabawki.

Opieka za złotówkę

Doświadczeni pedagodzy twierdzą, że dla trzylatków w przedszkolnej rzeczywistości najtrudniejsze jest to, że nikt już ich nie wyręcza. Wychowawczynie oczywiście pomagają założyć buty czy zapiąć kurtkę, ale jednocześnie wymagają, by maluch uczył się samodzielności. W rodzinnych domach dzieci często nie mają na to szansy - rodzice bądź dziadkowie robią za nie wszystko.

- Obserwując maluchy mogę stwierdzić, że idealnym kandydatem na przedszkolaka jest były żłobkowicz. Dla dziecka, które przechodzi ze żłobka do przedszkola, zupełnie naturalne są zwyczaje funkcjonowania w grupie, wspólnej zabawy czy posiłków. Jest im znacznie łatwiej - dodaje Bogna Zalewska.

Rodzice dzieci, które od września rozpoczną edukację w przedszkolach miejskich, powinni cieszyć się z jednego. To cena profesjonalnej opieki. Od ubiegłego roku każda płatna godzina (powyżej pięciu, które są darmowe i stanowią tzw. podstawę programową) kosztuje zaledwie złotówkę. Resztę dopłaca państwo. Czesne z całodziennym wyżywieniem może więc nie przekroczyć 200 zł.

Takiego komfortu nie mogą mieć rodzice dzieci z niepublicznych przedszkoli. Tam czesne wynosi średnio 380-550 zł miesięcznie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie