Wielka zbrodnia biednego Piotrusia

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Zwyrodnialec - tak dziś określają go ludzie, którzy jeszcze niedawno litowali się nad jego koszmarnym dzieciństwem z ojcem kryminalistą i tyranem. Czy można jednak nazwać inaczej 14-latka, który zabił i zgwałcił mężczyznę?

Zwyrodnialec - tak dziś określają go ludzie, którzy jeszcze niedawno litowali się nad jego koszmarnym dzieciństwem z ojcem kryminalistą i tyranem. Czy można jednak nazwać inaczej 14-latka, który zabił i zgwałcił mężczyznę?

<!** Image 2 align=right alt="Image 81219" sub="Rys. Łukasz Ciaciuch ">Luty 2008 roku. Niedziela. Piotruś pije razem z braćmi Z., sąsiadami. Jak zawsze w piwnicy ich domu przy ul. Grudziądzkiej w Toruniu. Bracia mają 17 i 19 lat, obaj to byli uczniowie szkoły specjalnej. 50-letni znajomy pije z nimi nie pierwszy raz. Dlaczego go skatują, a potem jeszcze zgwałcą?

- Coś w nas wstąpiło - powiedzą podczas przesłuchań. Prawdopodobnie poszło o to, że nie chciał im dać pieniędzy na kolejną flaszkę.

Farbę puściła Elżunia

W szkole podstawowej, którą Piotruś skończył w zeszłym roku, „takie rodziny się zdarzają”. Rejon niedaleko centrum miasta, z trudną od lat dzielnicą pod skrzydłami. Placówka stara się zmienić swój wizerunek, dlatego nauczyciele proszą, by nie wymieniać jej nazwy. W szkolnej kronice mają zdjęcia Piotrka sprzed kilku lat. Bardzo szczupły chłopiec, z ciągle podniesionymi w obronnej pozie ramionami. Ciemne włosy, delikatne rysy twarzy, duże piwne oczy. Podobny do ojca.

Wychowawczyni: - Bardzo samotny, izolujący się, ale i agresywny wobec innych. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek słyszała jego śmiech. Rzadko przychodził na lekcje. Powtarzał czwartą klasę. Przez większość czasu miał indywidualny tryb nauczania.

<!** reklama>Pedagog szkolna: - W poniedziałek o wszystkim dowiedziałam się od dzieci w świetlicy. „A słyszała Pani o Piotrku...?” Do tego momentu myślałam, że moja praca miała sens. Dziś nie jestem już tego pewna.

O tym, że Piotruś i jego rodzeństwo są bici, wiedzieli w szkole prawie wszyscy. Przez tę placówkę przeszły jego siostry i bracia. 21-letnia dziś Magda („zawsze marzyła o białej sukni ślubnej”) ma schizofrenię. Mieszka z konkubentem, słabo radzi sobie z dzieckiem. Jako uczennica kradła. Musiała sobie radzić, bo do domu mogła wrócić tylko wtedy, gdy zdobyła pieniądze na piwo i jedzenie.

Szkolna pedagog zapamiętała, jak dziewczyna próbowała żebrać pod kościołem, narażając się okupującym ten teren Rumunom. Lepkie ręce miała nawet w gabinecie pedagogicznym. - Ja to wymienię - mówiła zwijając różne drobiazgi. Gdy przyszła na lekcje z wybitą „jedynką”, zarzekała się, że spadła ze schodów.

18-letni Janusz większość życia spędza „na gigancie”, ćpa. Również przychodził do szkoły pokiereszowany. Jako malec był wystawiany przez ojca w nocy na czatach. Sikał w majtki ze strachu, ale nie miał prawa ruszyć się z posterunku, gdy ojciec kradł. Gdyby ktoś się zbliżał, miał zapłakać. O tym wszystkim pedagog dowiedziała się dopiero po fakcie.

Farbę puściła dopiero Elżunia (dziś 16-latka, naukę skończyła w szkole specjalnej), najbardziej rozmowna i przylepna.

- Tata zlał - przyznała kiedyś i zaraz złapała się za buzię. - Boże, Boże... Tylko niech pani nic nikomu nie mówi...

Mieli zacząć nowe życie

Piotruś od pierwszej klasy zwracał uwagę nadpobudliwością. Matka tłumaczyła, że gdy miał pięć lat, bardzo mocno przeżył aresztowanie ojca, którego był świadkiem w domu. Tęsknił za nim, idealizował go i pielęgnował skromne wspomnienia.

Po dwóch latach, gdy Andrzeja D. wypuszczono, zdanie na temat tatusia chłopak musiał zmienić. Obrywał często i nie dało się tego ukryć. - Ty jąkało - tak najczęściej zwracał się do syna ukochany rodzic.

Piotruś był dzielny, próbował bronić rodzeństwo. - Któregoś dnia zobaczyłem, że jedzie radiowóz. To ja w te pędy do domu i zdążyłem powiedzieć. Stasia (młodszego brata - przyp. red.) ukryliśmy, bo miał rany na nogach. Wie pani, co by było, gdyby się wydało? On by taaak zbił... Wszystkich - relacjonował szkolnej pedagog.

Wychowawczyni: - Musieliśmy działać. Zorganizowaliśmy narady z pracownikami socjalnymi, kuratorem zawodowym ojca i kuratorami społecznymi. Wniosek był jeden: zrobić wszystko, żeby matka z dziećmi wyprowadziła się z tego domu.

Pedagog: - Ojciec był nie do ruszenia - to wyjaśnił nam kurator. Nad Andrzejem D. wisiała wizja powrotu za kratki, więc się pilnował. Nie kradł, nie pił „na ostro”. Był prawie porządnym obywatelem. Tyle że nie pracował, bił i „wymagał szacunku”. Trzy lata temu udało nam się przekonać matkę, żeby odeszła.

To nie było proste, bo jako wychowanka domu dziecka była (i pewnie do dziś jest) przekonana, że dom, jakikolwiek by był, jest najważniejszy.

Dla matki z dziećmi znaleziono miejsce w hotelu PCK na peryferiach Torunia - wystarczająco daleko od domu przy ul. Grudziądzkiej. Wcześniej część sprzętów, m.in. telewizor, kobieta wyniosła na przechowanie do szkoły. W garnki, naczynia i inne niezbędne rzeczy wyposażyli ją szkolna pedagog i przyjaciele. Przed ucieczką poszła do fryzjera, zadbała o siebie. Mieli zacząć nowe życie.

Byliśmy na nią wściekli

Równolegle do sądu trafiła sprawa o znęcanie się Andrzeja D. nad rodziną. W pomoc zaangażowano Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny. Wyglądało na to, że los dzieciaków się odmieni. Nie minęły jednak dwa miesiące, a rodzeństwo zaczęło przebąkiwać o tacie, który stoi pod płotem. Andrzej D., jak to już wielokrotnie wcześniej bywało, zaczął przepraszać i obiecywać poprawę. Tyle że tym razem matka miała być twarda.

Pedagog: - Pewnego wieczora spotkałam ją w centrum Torunia, daleko od hotelu PCK. Spłoszyła się. Przycisnęłam ją i okazało się, że wieczorami zostawia dzieciaki i jeździ w odwiedziny do swojego Andrzejka. Tak to się skończyło, że zaszła w ciążę i wszyscy wrócili na Grudziądzką. W sądzie, podczas rozprawy o znęcanie się, dzieci zeznały, że wszystko jest w porządku. Ona - że ojciec zmienił się, poprawił. Pamiętam, że byliśmy na nią wściekli. „Sama sobie jest winna” - mówiliśmy. Może nie należało wtedy odpuszczać?

Piotrkową miłość do ojca zastąpiły bunt i nienawiść. Nauczyciele widzieli, że w szkole nie ma bliższych kolegów. Zresztą, coraz rzadziej bywał na lekcjach.

Policja ojca nie zabierze

Wolał spędzać czas w piwnicy u braci Z. Młodszego z nich, Darka, nazywał przyjacielem. Razem kołowali forsę i pili. W styczniu Piotrek uciekł z domu. Dopiero po interwencji szkoły zawiadomiono policję. Po niecałym miesiącu chłopak odnalazł się na Bydgoskim Przedmieściu. Tu metę najprawdopodobniej załatwiła mu najstarsza siostra, Magda.

Wychowawczyni: - Czujemy się winne, bo niby robiłyśmy dużo, ale widocznie nie tak, jak trzeba. Albo jednak za mało. Nie wiem.

Pedagog: - Mamy w szkole taki program profilaktyczny, dotyczący alkoholizmu. Uczniom wyświetlamy, między innymi, amerykański film „Rozdarte dusze” o rodzinie alkoholika. Jest tam scena, gdy po rozróbie tatusia interweniują sąsiedzi. Na telefon błyskawicznie reaguje policja i opieka społeczna. Mężczyznę wywożą, w domu wymienia się zamki, ustalane są kontakty z rodziną. „To Ameryka, proszę pani! U nas policja ojca nie zabierze” - od razu krzyczą dzieci.

Wychowawczyni: - Wszyscy jesteśmy winni, bo wszyscy przez lata wiedzieliśmy, co się dzieje z tą rodziną: szkoła, pracownicy socjalni, policja, sąd.

* * *

Jak ustaliła policja, bracia Z. i Piotruś, dopuszczając się zbrodni, mieli we krwi grubo ponad promil alkoholu. Bracia na rozprawę czekają w areszcie, Piotruś w schronisku dla nieletnich w województwie pomorskim. Przedstawione zostały im zarzuty popełnienia zabójstwa w związku z gwałtem. Dopiero po zakończeniu postępowania dowodowego zapadnie decyzja, czy Piotruś będzie sądzony jak nieletni, czy jak dorosły.


PS Imiona bohaterów reportażu zostały zmienione.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie