Wilfredo Leon: - Na igrzyska do Tokio pojedziemy po złoto!

Piotr Bednarczyk
Piotr Bednarczyk
Wilfredo Leon gra w reprezentacji Polski od 2019 roku
Wilfredo Leon gra w reprezentacji Polski od 2019 roku Sylwia Dąbrowa
Z reprezentantem Polski Wilfredo Leonem, jednym z najlepszych siatkarzy na świecie, rozmawialiśmy o klubie, który właśnie założył w Toruniu, koronawirusie we Włoszech i przygotowaniach do igrzysk.

Przedstawiliście ambitne plany funkcjonowania Aniołów UMK Toruń i siatkarskiej szkółki. Dlaczego wybrał Pan Toruń, skoro w ostatnich dziesięcioleciach była to wręcz pustynia w męskim volley’u?
Po pierwsze - bo jest to bardzo ładne miasto. Po drugie - żona pochodzi właśnie z Torunia. Po trzecie - dużo ludzi z tych okolic pytało, dlaczego nie ma tu siatkówki na żadnym poziomie? To znaczy była, ale tylko uniwersytecka, na trzecim poziomie rozgrywek. A my postanowiliśmy zrobić coś, co będzie miało metę w Plus Lidze.

Żona mocno naciskała?
Tak, jest bardzo zadowolona, że podjęliśmy taką decyzję. Zawsze powtarzała mi, że wiele lat mieszkała w Toruniu, zna go doskonale i warto coś dla niego zrobić.

Warto przeczytać

Wspomniał Pan o Plus Lidze. To kiedy, według Waszych planów, możemy się jej spodziewać w Toruniu?
Będziemy szli krok po kroku. Najpierw trzeba jak najszybciej awansować z drugiej do pierwszej ligi. Marzy nam się, żeby w ciągu czterech lat znaleźć się w Plus Lidze. Nie zamierzamy kupować żadnych dzikich kart, awans chcemy wywalczyć w sportowy sposób.

W Toruniu jest dużo drużyn startujących w najwyższych ligach, przez co rynek sponsorski jest mocno wydrenowany. Skąd weźmiecie pieniądze, żeby sfinansować całe przedsięwzięcie?

Musimy porozumieć się z jakimś strategicznym sponsorem i nie musi to być ktoś z regionu. Bardziej myślimy o ogólnopolskiej firmie. Wiemy, że już w najbliższym sezonie wystartujemy w drugiej lidze i jesteśmy spokojni, że pieniądze na nią mamy. Założyliśmy sobie, że nigdy zawodnicy nie będą musieli w naszym klubie martwić się o to, czy i kiedy dostaną zapłatę. Oni mają skupiać się jedynie na sporcie, a nasza już w tym głowa, żeby zapewnić odpowiednie finanse.

Jest Pan wciąż czynnym zawodnikiem, grającym daleko od Polski. Dopilnować na co dzień klubu nie da Pan rady. Jak zamierza sobie poradzić z tym problemem?
To bardzo dobre pytanie. Na pewno nie skończę kariery, żeby skoncentrować się na pilnowaniu tego, co dzieje się w Toruniu, bo gra w siatkówkę to nadal moja pasja. Mam jednak na miejscu braci Karola i Mateusza Lejmanów, którzy będą to prowadzić. A ja, jak tylko będę miał chwilę wolnego od gry czy zgrupowań, będę odwiedzał Toruń i służył radą. Na pewno jednak ogromna część organizacji klubu spadnie na wspomnianych braci. Jestem spokojny, że sobie poradzą.

Przejdźmy do reprezentacji. Przed igrzyskami w Tokio macie jeszcze m. in. wyczerpujący turniej Ligi Narodów w Rimini. Jak do niego podejdziecie? Jako formy przygotowań do igrzysk, czy zagracie o całą pulę w pełnym składzie?
Jeszcze do końca nie wiem, co powie trener, bo na zgrupowaniu pojawię się w piątek. Myślę, że pojedziemy zagrać „na maksa”. Zobaczymy, jakie będą kulisy. Wiadomo, że część zawodników można wymienić podczas trwania imprezy. A ponieważ trwa ona miesiąc i do rozegrania będziemy mieli od 15 do 17 spotkań, decyzje mogą być różne. Na pewno za to wszyscy zrobimy to, co można, żeby jak najlepiej wypaść na igrzyskach.

Czujecie już przedolimpijską gorączkę? Wiadomo, że oczekiwania od polskich siatkarzy są ogromne.
Oczywiście, że to wiemy. Każdy z nas ma jeden cel - zdobyć na igrzyskach złoty medal. Koncentracja jest ogromna. Będzie jedna wielka miła „wojna” o miejsca w składzie, ale jest to budujące. Każdy da z siebie wszystko na każdym treningu. Trener będzie widział, kto jest już gotowy do startu, a kto musi powalczyć do końca.

Warto przeczytać

Gra Pan w zespole z Perugii. Jak przeżył Pan początek pandemii, bo w pewnym momencie we Włoszech było gorąco...
To był trudny sezon. Bez fanów na trybunach ciężko się gra. Poza tym trzeba było cały czas nosić maseczki, robić testy. Żyło się między halą sportową a domem, ewentualnie sklepem. Wszystkie restauracje i miejsca publiczne były pozamykane. Najważniejsze, że z lekką przerwą graliśmy do końca i to była odskocznia od tych stresujących czasów.

Bał się Pan o siebie, żonę i dzieci?
Byłem dość spokojny. Oczywiście, na początku było trochę niepokoju, zwłaszcza o dzieci, bo to nie jest przyjemne, gdy coś złego może im się stać. A ja mam córkę i syna. Dlatego staraliśmy się żyć najbezpieczniej, jak mogliśmy. Owszem, musiałem jeździć na mecze i treningi, bo to moja praca, ale poza tym robiliśmy wszystko, by jak najbardziej obniżyć ryzyko zakażenia. Często zmienialiśmy maseczki, do sklepu wychodziliśmy jedynie wtedy, gdy była taka konieczność.

Jest Pan już zaszczepiony?
Zaszczepię się razem z kadrą przed igrzyskami. Mam nadzieję, że jak najszybciej jak najwięcej osób będzie zaszczepionych i zrobi się bezpiecznie.

Ostatnio pojawiły się informacje, że mimo aktualnego kontraktu w Perugii, może Pan wrócić do Zenitu Kazań, w którym grał Pan kilka lat temu. Ile w nich prawdy?
Po pierwsze - na razie nie wracam do Kazania, bo nie podpisałem tam żadnego kontraktu. Zresztą nie miałbym takiej możliwości. To sprawa między klubami. Wiem, że Perugia niechętnie by mnie oddała, bo przez ostatnie trzy lata sprawiłem w niej dobre wrażenie. Jeśli miałyby nastąpić jakieś zmiany, to najpierw musiałby wyrazić na nie prezes włoskiego klubu.

Zobacz wideo:

Te modele aut importujemy najczęściej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie