POLECAMY na
nowosci.com.pl

"Nowości" Sport i nie tylko

Rozwiń
Wilki morskie z Torunia. Nie znał życia, kto nie służył w...

Wilki morskie z Torunia. Nie znał życia, kto nie służył w marynarce [RETRO]

Szymon Spandowski

Nowości Dziennik Toruński

Nowości Dziennik Toruński

Wilki morskie z Torunia. Nie znał życia, kto nie służył w marynarce [RETRO]
1/12
przejdź do galerii

©Narodowe Archwium Cyfrowe

Morska granica II Rzeczypospolitej miała 147 kilometrów długości. Pod koniec lat 30. na jej straży stało pięć okrętów podwodnych, cztery niszczyciele, duży stawiacz min, cztery minowce oraz kilka innych jednostek. Flota złożona z niszczycieli, okrętów podwodnych oraz okrętów minowych była budowana od połowy lat 20. Stanowiska na mostkach dowodzenia zajmowali oficerowie wyszkoleni w Toruniu.
„Zachodzi paląca konieczność nabycia przez marynarkę wojenną nowoczesnego okrętu szkolnego, na przykład krążownika, który prócz szkolenia mógłby spełniać podczas pokoju rolę reprezentacyjną, będąc zarazem gotowym do działania i podczas wojny”.

Nie, nie jest to kolejny program modernizacji polskiej floty. Nowoczesne krążowniki w tej chwili są raczej całkowicie poza naszym zasięgiem. Zresztą w czasach, gdy te słowa wydrukowano, marzenia o takiej jednostce również były snem o potędze. Dziś jednak, gdy niektóre okręty przed wyjściem w morze potrzebują zgody konserwatora zabytków, tamte czasy można wspominać z sentymentem.

Zobacz także:


„Jeszcze przed przewrotem majowym rozpoczęto budowę nowych okrętów - czytamy w „Słowie Pomorskim” z czerwca 1937 roku. - Kolejno zostają zamówione w stoczniach francuskich kontrtorpedowce „Wicher” i „Burza” oraz trzy łodzie podwodne: „Wilk”, „Ryś” i „Żbik”. Jednostki te weszły w skład floty w ciągu trzech następnych lat, razem z nowo zakupionym żaglowcem szkolnym „Iskra”. Jednocześnie ubyły ze stanu floty cztery stare trawlery, na ich zaś miejsce zamówiła marynarka wojenna nowe cztery okręty o tych samych nazwach. Trawlery te zostały całkowicie wykonane na stoczniach krajowych przez warsztaty marynarki wojennej w Gdyni i państwową stocznię w Modlinie.

Najwięcej jednak radości przyniosły nam ostatnie trzy lata. Rok 1934 przynosi zamówienie (na stoczni francuskiej) stawiacza min „Gryf”. Rok 1935 (założone na stoczniach angielskich) dwóch nowych, większych jeszcze kontrtorpedowców „Grom” i „Błyskawica”, zaś rok 1936 - budowę dwóch łodzi podwodnych budowanych w Holandii, z pieniędzy zebranych przez społeczeństwo na Fundusz Obrony Morskiej”.

Polecamy: Zima stulecia w Toruniu. Temperatura spadła do - 32 stopni. Zobacz zdjęcia!



Według „Słowa Pomorskiego”, żadna złotówka zainwestowana w rozwój floty nie została zmarnowana, szczególnie, że Polską Marynarkę Wojenną trzeba było budować od zera, ponieważ brakowało jej nie tylko okrętów, ale również portów i całego zaplecza. W 1937 roku gazeta ubolewała nad tym, że mimo wielkich wysiłków, polska marynarka jest dopiero czwartą siłą na Bałtyku, ustępując flocie niemieckiej, sowieckiej i szwedzkiej.

Ta zbudowana w latach 20. i 30. armada strzegła jednak granicy, która miała raptem 71, a licząc Mierzeję Helską - 147 kilometrów długości. Można więc powiedzieć, że polskie wybrzeże było pilnowane, jak żaden inny fragment II Rzeczypospolitej. Szczególnie, że na jego straży stali ludzie w znakomitej większości wyszkoleni w Toruniu.



Kuźnia wilków morskich zaczęła działać nad Wisłą w 1921 roku, kiedy zostały uruchomione Tymczasowe Kursy Instruktorskie dla Oficerów Marynarki Wojennej. Dlaczego akurat w Toruniu?

„Ponieważ była tam port flotylli wiślanej, oraz siedziba Kadry Marynarki Wojennej - czytamy w „Księdze pamiątkowej X-lecia Pomorza.” - Z Torunia wyruszały na lądowy front bataljony morskie (1 pułk morski), które po wojnie w Toruniu się demobilizowały”.

Chodziło rzecz jasna o wojnę polsko-bolszewicką.
Nauka w Oficerskiej Szkole Marynarki Wojennej w Toruniu trwała dwa lata. W październiku 1928 roku toruńska uczelnia została przekształcona w Szkołę Podchorążych Marynarki Wojennej. Przyjmowani do niej byli wyłącznie absolwenci (maturzyści) szkół średnich i kadeckich. Nauka trwała trzy lata i składała się z kilku etapów:



„Wyszkolenie rekrucie dla nowoprzyjętych kandydatów, którzy następnie odbywają dwumiesięczne zaokrętowanie próbne na morzu, następnie trzy kursy w Szkole, trwające po sześć miesięcy i przedzielone każdorazowo sześciomiesięcznem pływaniem oraz nauką na okręcie szkolnym i okrętach floty, poczem następuje nominacja na podporuczników marynarki wojennej - czytamy w „Księdze pamiątkowej X-lecia Pomorza”. - Szkolenie odbywa się na żaglowcu 500-tonowym „Iskra”. Z uczniami, którzy ukończyli pierwszy okres, odbywa on podróże zagraniczne do krajów Europy i dociera nawet do Afryki. W roku 1930 jest projektowana podróż przez ocean na wyspę Kubę i do Stanów Zjednoczonych”.

Projekt ten udało się zrealizować, chociaż podczas rejsu okręt i jego załoga musieli zmagać się z huraganem. „Iskra” straciła wtedy wszystkie żagle. Dramatycznych sytuacji na jej pokładzie było więcej. Podczas wcześniejszego rejsu oceanicznego w 1929 roku, do załogi dotarła informacja o tragicznym finale drugiej polskiej próby pokonania Atlantyku, jaką podjęli major Ludwik Idzikowski i major Kazimierz Kubala. „Iskra” zabrała na pokład rannego Kubalę i zwłoki Idzikowskiego.

Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Szkoła specjalistów

piochu (gość)

Zgłoś naruszenie treści

szkoda że brak wzmianki o Szkole Specjalistów Morskich w Świeciu

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo