Wszystkie zwierzęta pana Ireneusza

Jacek Kiełpiński
Bobry i żurawie łaziły tu kiedyś między krowami - to fragment opowieści dziadka gospodarza z Zębowa. Wnuk po latach postanowił przywrócić tamten bajkowy świat. I całkiem nieźle mu to wyszło.

 Bobry i żurawie łaziły tu kiedyś między krowami - to fragment opowieści dziadka gospodarza z Zębowa. Wnuk po latach postanowił przywrócić tamten bajkowy świat. I całkiem nieźle mu to wyszło.

<!** Image 2 align=right alt="Image 79367" sub="Ireneusz Jędrzejewski ma kilka dużych stawów. Pochodzącymi z nich rybami zarybia pobliskie jezioro, które dzięki temu tętni życiem, mimo że wody w nim coraz mniej. W norach, znajdujących się w otaczających zbiorniki skarpach, żyją wydry. Nikt ich tu nie tępi. - Każdy chce żyć - tłumaczy rolnik. / Fot. Adam Zakrzewski">- Dobrze, że przyjechaliście teraz. Wreszcie mi uwierzycie, że gęgawy szczególnie kochają to miejsce, mamy ich tu dzisiaj ze trzy tysiące! - Ireneusz Lewandowski, rolnik ze wsi Zębowo w gminie Obrowo, wyposaża gości w wygrzane przy piecu wodery i zabiera na wycieczkę po swoim 50-hektarowym sanktuarium. - Aparaty fotograficzne lepiej mieć pod ręką - radzi.

Sąsiedzi pukali się w czoło

Wszystkich gości tego miejsca zadziwia nakład pracy, jaką rolnik włożył w teren, który z punktu widzenia świata rządzonego bezwzględnym rachunkiem ekonomicznym jest zwykłym nieużytkiem. Zarastające i wysychające jezioro kupił przed laty zadłużając się niemiłosiernie i zabrał się za ogromne prace ziemne. Sąsiedzi pukali się w czoło, bo po co komu ziemia, która zysków nie przyniesie, niczego tam przecież nie da się posiać ani zasadzić. On jednak miał wizję.

<!** reklama>- Dziadek przed I wojną światową pasał w tym miejscu krowy dziedzica - wspomina. - Opowiadał mi, młodemu i ciekawemu świata chłopakowi o ówczesnym bogactwie zwierzyny. Moim marzeniem było odtworzyć tamten wspaniały świat. I jest to możliwe! Moje bobry już się mnie nie boją, tutejsze żurawie też dają się podejść. Ucieszyłem się z powrotu piżmaków, które wybudowały ogromne kopce na moich stawach rybnych. Brakuje jeszcze żółwi błotnych, z których kiedyś te okolice słynęły.

Stawy to oczko w głowie rolnika z Zębowa. Hoduje, między innymi, dzikie karpie, karasie srebrne, szczupaki. Zarybia nimi sąsiednie jezioro. Ryb dzięki temu tyle, że nawet początkujący wędkarz poczułby się tu mistrzem. Ale nic z tego. Ireneusz Jędrzejewski wędkowania nie uznaje.

- Przecież nie o to chodzi, by te ryby zabijać czy ranić. Niech ludzie się w ten świat raczej nie wtrącają - zapewnia, że najbardziej obawia się chorób, które wywołać mogą ranne, zerwane z haczyków ryby.

<!** Image 3 align=left alt="Image 79367" sub="Gdy byliśmy
w Zębowie, łabędzie dobierały się w pary. Jeśli lustro wody na zarastającym jeziorze obniży się, tę piękne ptaki będą musiały się wynieść. Do startu potrzebują bowiem długiego rozbiegu, a wolna tafla wody coraz bardziej się zmniejsza.">Kłusowników dopada często. Kto, jak kto, ale on najlepiej zna tajne przejścia na siedmiokilometrowych osobiście usypanych groblach, które patroluje w dzień i w nocy.

Na swym terenie znajduje także wnyki. Przez lata poznał wszystkich okolicznych „kłusoli”, a także śmieciarzy, wyrzucających wory z odpadkami do uroczej Strugi Ciechocińskiej, rzeczki, która przepływa przez ten teren. Nie da się ukryć, dorobił się w ten sposób wielu wrogów.

- Naprawdę chcę żyć z ludźmi w zgodzie, ale mordowanie na moim terenie mnie rusza... - ledwo gospodarz wypowiada te słowa, a trafiamy na ślady nocnego polowania na jednej z grobli. Koło rozgrzebanych nor bobrów leżą łuski pochodzące z amunicji myśliwskiej. - Czy oni oszaleli! To musiały rozkopać psy myśliwskie. Wystraszyły bobry, a ci do nich najwidoczniej walili. Mój Boże...

Gospodarz żałuje, że ostatniej nocy akurat w tym miejscu go nie było. - Chciałbym im spojrzeć prosto w oczy. Mnie też by puknęli?!

Konflikty z myśliwymi ciągną się od lat. Kiedyś na oczach gospodarza myśliwi zastrzelili jego psa, specjalistę od odganiania czapli z okolic stawów. Innym razem w podchodzącego rolnika wymierzono broń krótką.

Do tego konkretnego polowania na bobry nie przyznaje się koło łowieckie „Bażant” z Czernikowa, którego członkowie nie ukrywają zarazem, że ostoja zwierzyny u Jędrzejewskiego jest największą atrakcją obwodu.

Nie trzeba zabijać!

- To nie my - zapewnia Stanisław Dzierkowski, łowczy koła. - Bobry nie są łowne, a my nie mamy specjalnych uprawnień do ich odstrzału. To pewnie nadleśnictwo strzelało, oni mogą. Ale, żeby z psami? To mi się w głowie nie mieści! Do bobrów strzela się z kuli, to trudne polowanie. My tam u Jędrzejewskiego strzelamy do kaczek, lisów, a później do gęsi.

Do strzelania na grobli Jędrzejewskiego nie przyznaje się też Nadleśnictwo Dobrzejewice. - Rozkopać nory mogły wilki - sugeruje nadleśniczy Paweł Nas. - Na naszych terenach widujemy watahę. Niedawno w Młyńcu wilki zagryzły sześć psów. Może te łuski znalazły się tam z innej okazji, może ktoś je podrzucił?

<!** Image 4 align=right alt="Image 79370" sub="Łuski przy rozkopanych norach bobrów. Ten widok wstrząsnął wręcz przyrodnikiem z Zębowa.">Nadleśniczy przyznaje, że z ministerialnego zezwolenia na odstrzał bobrów korzystał, ale nie w tym rejonie. - Największe szkody bobry czynią na rzece Mień. Jest ich za dużo i są tak aktywne, że zaczynają zagrażać drzewom liściastym - dębom, osikom, wierzbom, topolom i olchom. Dwa bobry ustrzeliłem osobiście, trzeciego kolega. To faktycznie trudne polowanie - trzeba je dokarmiać osiką i czekać cierpliwie aż wyjdą. Nam to zajęło parę godzin, od 17 do 23.

Nadleśniczy przypomina przy okazji obowiązujące prawo łowieckie. Niezależnie jak do tego podchodzi rolnik z Zębowa, zwierzyna na jego terenie nie jest jego, tylko skarbu państwa. Piżmaki też. A koło łowieckie ma prawo działać na terenie prywatnym. - Łowiectwo nie ma nic wspólnego z własnością gruntu - podkreśla nadleśniczy z Dobrzejewic.

I tego właśnie nie może zrozumieć miłośnik przyrody z Zębowa. - Tu nikt nie chce się przyznać do strzelania, a każdy łazi z giwerą jak po swoim. Odwalcie się od moich bobrów i piżmaków! Mi one nie przeszkadzają. Wręcz przeciwnie, walczą z roślinnością, dzięki czemu lustro wody na jeziorze się jeszcze utrzymuje i łabędzie mogą startować. A szczególnie cenne drzewa ochraniam siatkami. Czasami nawet psa w pobliżu uwiążę, by bobry odstraszał. Wszystko można załatwić inaczej, nie trzeba zabijać.

Gęsi żerują na polach

Podziwiając wiszące na gałęziach misterne gniazda remiza, który dla swej samiczki wykonuje ich po kilka do wyboru, potykamy się o głębokie nory. Wydry, gronostaje, łasice na grobli mieszkają obok siebie, jak w domkach szeregowych.

- To idealne miejsce do fotografowania - orzeka towarzyszący nam dr Adam Adamski, znany fotograf przyrody. - Chciałbym tu zostać na noc.

<!** Image 5 align=left alt="Image 79370" sub="Para gęgaw szukała już miejsca na gniazdo w trzcinach jeziora. Te ptaki do lotu zrywają się prawie pionowo.">- W każdej chwili, zapraszam! - ożywia się gospodarz, który od lat próbuje zainteresować swym prywatnym rezerwatem przyrodników. Nie ukrywa, że potrzebuje wsparcia i pomocy. Szczególnie teraz, gdy na wniosek okolicznych rolników, a graniczy z blisko siedemdziesięcioma gospodarstwami, odebrano mu pozwolenie wodnoprawne, przez co nie może podpiętrzać zarastającego ciągle jeziora. - Ludzie twierdzili, że im pola zalewam. Nawet jak czasem woda wystąpiła, to przecież nie na stałe, przynajmniej rolę nawodniła. A najgorzej cięci są na mnie za te gęsi.

Pojedyncze pary gęgaw obserwujemy na mokradłach. Adam Adamski jednym „strzałem” utrwala moment startu, gdy jeszcze krople wody odrywają się od ptasich skrzydeł. Prawdziwe gęsie tłumy są jednak na polach. Tam żerują i, nie da się ukryć, czynią szkody w oziminie. Staramy się podejść jak najbliżej. Jednak gęsi płoszy ktoś inny, najpewniej gospodarz jednego z domów. Nad horyzontem robi się dosłownie czarno.

- Co roku jest ich więcej. Jeśli młode się tu rodzą, jako dorosłe wracają - tłumaczy rolnik. - Na jajach będą siedziały w gniazdach na moim jeziorze. Jedzenia, niestety, szukają w okolicy. Stąd awantury z sąsiadami. Czy nie można w Urzędzie Wojewódzkim znaleźć jakichś pieniędzy na odszkodowania dla tych gospodarzy?

Wojewódzki konserwator przyrody, Marek Machnikowski, zapewnia, że z formalnego punktu widzenia sprawa jest trudna. - Nie ma podstaw do wypłaty odszkodowań wyrządzonych przez gęsi gęgawy. Ale jeśli ten rolnik wystąpi do nas z odpowiednim pismem, zainteresujemy się tym terenem, zrobimy badania i być może miejsce to obejmie jakaś forma ochrony - uznany zostanie za użytek ekologiczny, a może - jeśli bogactwo występujących tam zwierząt jest rzeczywiście ogromne - stanie się wręcz rezerwatem.

Ireneusz Jędrzejewski już wcześniej słyszał takie obietnice. Urzędników jednak na swoim terenie dotąd nie gościł. - Tu chyba nie pisemka są najważniejsze - zauważa. - Zwyczajnie was zapraszam. Przyjedźcie, sami zobaczcie. Może zwierzakom i przyrodzie pomożecie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie