Wymarzony tydzień Pawła Przedpełskiego (wywiad)

Piotr Bednarczyk
Piotr Bednarczyk
Jarosław Pabijan
Rozmowa z Pawłem Przedpełskim, jednym z liderów żużlowców Apatora Toruń.

Za Panem gorące dni - najpierw urodziny córki, a potem awans do cyklu Grand Prix. Ochłonął Pan już po tym wszystkim?
Powoli to do mnie dociera. To był wymarzony tydzień. Na początku myślałem, że to jakiś sen, ale jednak to rzeczywistość. Bardzo mnie to cieszy.

Trochę nerwów jednak było. W meczu ligi szwedzkiej przytrafiła się Panu kontuzja i występ w zawodach Grand Prix Challenge stanął pod znakiem zapytania.
Do końca nie wiedziałem, czy dam radę pojechać w piątek w meczu w Polsce i w sobotę w eliminacjach do Grand Prix. Po meczu w Szwecji wydawało się, że złamałem tylko nadgarstek, ale okazało się, że złamane jest także prawe śródstopie i obite żebro. Byłem mocno obolały.

Nie ma jednak tego złego...
... co by na dobre nie wyszło. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Śmiałem się z rodziną, że dzięki temu, że złamałem rękę i nogę, mogłem być przy narodzinach córki. Gdyby nie to, tego dnia startowałbym w Szwecji. Fajnie, że nie ominął mnie ten poród, bardzo chciałem przy nim być, zresztą narzeczona też tego chciała. Wszystko ułożyło się idealnie.

Z jakim nastawieniem jechał Pan do Żarnowicy na Grand Prix Challenge? Na luzie, czy z mocnym postanowieniem awansu?
Oczywiście wiedziałem, że awans do Grand Prix to bardzo daleka droga i ile wysiłku kosztowało mnie, żeby znaleźć się w finałach eliminacji. Szkoda byłoby to stracić. Od początku nastawiałem się na to, że pojadę powalczyć, choćby nie wiem, jak bardzo wszystko mnie bolało. Nie byłem jakoś super pozytywnie nastawiony, bo po piątkowym meczu ligowym w Polsce czułem się naprawdę bardzo słabo. Tym bardziej, że od razu po spotkaniu w Toruniu musieliśmy wsiąść do busa i udać się do Żarnowicy, gdzie trening zaplanowano o 10, a zawody zaczynały się o 14. Trudno było zregenerować siły w nocy w busie, ale później ten ból odszedł na drugi plan, liczyła się tylko walka o awans.

Można było odnieść wrażenie, że wywalczył Pan ten awans na luzie.
Skupiałem się na każdym kolejnym biegu, stosowałem różne substancje chłodzące typu spraye, żeby znieczulić te połamane miejsca i udało się.

Startował Pan dotąd w Grand Prix, ale tylko z „dziką kartą”. Teraz będzie Pan pełnoprawnym uczestnikiem. Co to zmieni w przygotowaniach logistycznych, finansowych, fizycznych?
W fizycznych i psychicznych niewiele. Zawsze przygotowywałem się jak tylko potrafię najlepiej. Wiadomo, że będę musiał bardziej przypilnować tematy sponsorskie, kupić więcej sprzętu i... jechać.

Przejdźmy do spraw ligowych. Dziś już chyba może Pan powiedzieć - co zadecydowało, że trzy lata temu zdecydował się Pan odejść do Włókniarza Częstochowa? Chęć zmiany otoczenia, bo Pana kariera przyhamowała, czy niezbyt dobre stosunki z menedżerem Jackiem Frątczakiem?
Można powiedzieć, że wszystko po trochu. Dużo rzeczy zbiegło się w jednym czasie, bo miałem jeszcze kłopoty sprzętowe.

Warto przeczytać

A jak oceni Pan te dwa lata spędzone w Częstochowie?
Złego słowa na Włókniarza na pewno nigdy nie powiem. Jest rewelacyjny. Osoby pracujące w klubie są życzliwe, wyciągnęły do mnie pomocną dłoń, gdy akurat tego potrzebowałem. Miałem możliwość jazdy z najlepszymi i powrotu na odpowiednie tory.

Wrócił Pan do Torunia odmieniony, stał się jednym z liderów zespołu. Jak ocenia Pan sam siebie? Mogło być lepiej?
Jestem z tego sezonu zadowolony. Wiadomo, że zawsze popełnia się jakieś błędy i jest co poprawić. Jest to wpisane w ten sport. Nie da się ukryć, że możliwość jazdy dla swojego macierzystego klubu to trochę inna sprawa, ważny jest wynik całej drużyny i fajnie, że udało nam się zakończyć pozytywnie ten sezon. Przed jego rozpoczęciem wszyscy spisywali nas na spadek. Jest takie powiedzenie, że po burzy wychodzi słońce i gdzieś po tych gorszych czasach ono w Toruniu się pokazuje.

Cel osiągnęliście, co było najważniejsze. Bardzo dobrze zaczęliście ten sezon. Potem był jednak dołek formy. Można było „wyciągnąć” z tych rozgrywek coś więcej?
Na pewno każdy z zawodników tej drużyny dawał z siebie wszystko, ale wiadomo, że jest to sport, którego nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć. Dlatego zdarzały się mecze lepsze i gorsze. Były spotkania, w których zabrakło pojedynczych punktów. Myślę, że z finalnego wyniku należy się jednak cieszyć.

Bardzo szybko przedłużył Pan kontrakt z Apatorem. Nie było pokusy poczekania na intratne oferty z innych klubów?
Jakieś tam zapytania z innych klubów już się pojawiały, ale dla mnie priorytetem było pozostanie w Toruniu. Klub też był zainteresowany, więc dogadaliśmy się bardzo szybko, trwało to tyle, ile zjedzenie posiłku. W końcówce sezonu będę miał spokojną głowę.

Miał Pan warunek przy negocjacjach, żeby drużyna była wzmocniona tak, by miała szansę na awans do fazy play off, a Pan możliwość jazdy w czterech meczach więcej?
Każdemu na tym zależy, żeby jeździć w silnym zespole. Nasz klub też ma ambicje awansu do play off i to było plusem przy naszych negocjacjach.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie