Wyniki zmuszają do refleksji

Radosław Kowalski
Czy Franciszek Smuda jest dobrym selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski?

Rozmowa z ANTONIM PIECHNICZKIEM, byłym selekcjonerem naszej kadry narodowej, a obecnie wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, odpowiedzialnym za sprawy szkoleniowe, który gościł ostatnio we Włocławku.

<!** Image 2 align=none alt="Image 172137" sub="Były selekcjoner naszej reprezentacji wciąż nie zgadza się polityką transferową prezesów polskich klubów, którzy składy swoich drużyn opierają głównie na obcokrajowach Fot. Jarosław Czerwiński">Czy Franciszek Smuda jest dobrym selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski?

Jest takie stare i mądre porzekadło „po owocach mnie poznacie”. Wydaje mi się, że owe owoce trenera Smudy będą widoczne podczas finałów Euro 2012. Uważam, że przed każdą dużą imprezą należy mieć odrobinę zaufania do każdego trenera, a więc także i do Franciszka Smudy. I trzeba też mieć nadzieję na dobry wynik. Nawiążę trochę do historii, kiedy niemal czterdzieści lat temu reprezentacja Kazimierza Górskiego szykowała się na wyjazd na mistrzostwa do Niemiec. Hasło kibiców było wówczas takie: „po co oni tam jadą”? Jak moja reprezentacja wyjeżdżała w 1982 roku do Hiszpanii, to dziennikarze pisali, że poniesiemy klęskę, a złośliwi dodawali, że na autokarze, udostępnionym nam przez gospodarzy mundialu, powinniśmy mieć napis: „jesteśmy tu przejazdem”. Tymczasem na obu wspomnianych imprezach zajęliśmy trzecie miejsca. Nie można więc nikogo skreślać. Tym bardziej, że będziemy grali na własnych „śmieciach”. Choćby dlatego, moim zdaniem, należy liczyć się z tym, że przynajmniej wyjdziemy z grupy. A przypomnę, że po raz ostatni taki fakt miał miejsce 25 lat temu, podczas mistrzostw świata w Meksyku.

A ostatnie występy naszej kadry, jej wyniki i postawa, nie zmniejszają Pana optymizmu?

Oczywiście, że zmuszają do zadumy, refleksji i głębokiej troski. Miejmy jednak nadzieję, że dwa najbliższe spotkania z bardzo wymagającymi przeciwnikami, a więc z Argentyną i Francją, będę przebiegały, jeśli chodzi o postawę naszej drużyny, w trochę ciekawszej i lepszej tonacji. I że humor po tych meczach znacznie nam się poprawi.

<!** reklama>Czy jest taki polski piłkarz, którego trener Smuda jeszcze w kadrze nie sprawdził, a Pan by mu go polecił?

Osobiście takiego gracza nie widzę. I od razu dodam, że dla mnie nie jest najważniejsza liczba zawodników, sprawdzanych przez selekcjonera. Za trenera Leo Beenhakkera debiutu w kadrze doczekało się 53 piłkarzy. Jerzy Engel miał szesnastu debiutantów, a Paweł Janas - bodajże ośmiu. Z kolei trener Paweł Janas miał jednego „nowego”, który się nazywał Jacek Bąk. Podobnie jak trener Władysław Starchurski - ten z kolei dał szanse debiutu w reprezentacji Markowi Saganowskiemu, a więc - podobnie jak w przypadku Bąka - bardzo dobremu zawodnikowi. Życzyłbym sobie, aby przy 53 debiutantach u Beenhakkera było 53 „Saganowskich”. Tak się jednak nie stało i efekty tego odczuwamy do dzisiaj.

Chciałby Pan, aby kolejnym debiutantem w polskiej reprezentacji był Manuel Arboleda?

Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o tego zawodnika. Arboleda w wielu spotkaniach Lecha faktycznie dał się poznać jako świetny, a nawet wybitny obrońca. Ale ten sam Arboleda ma wahania formy i obecnie prezentuje się już znacznie słabiej. Trzeba też pamiętać, że reprezentacja to jest drużyna, a zawodnik Lecha wielokrotnie pokazywał, że życie w kolektywie nie należy do jego najsilniejszych stron.

W kolejce do naszej kadry stoi też Damien Perquis, Francuz z polskimi korzeniami.

Zarówno Francuzi, jak i Niemcy, mają w swoich ligach kilku piłkarzy polskiego pochodzenia. Obie federacje na pewno prowadzą bardzo wnikliwą analizę i dokładnie oceniają wartość m.in. także i tych zawodników. I jeśli Francuzi nie powołali Perquisa, to myślę, że nie jest to zawodnik europejskiego formatu. Obym się jednak mylił. Niemcy, jak wiemy, nie pomylili się przy Mirosławie Klose czy Łukaszu Podolskim, więc myślę, że francuska federacja nie popełni tego błędu.

A czy podoba się Panu - albo też nie podoba - konsekwencja, czy może raczej jej brak, trenera Smudy? Najpierw wyrzuca z kadry Sławomira Peszkę, aby później znów go powołać, zupełnie pomija natomiast Artura Boruca, jednego z najlepszych naszych bramkarzy.

Przyjeżdżając do Włocławka miałem nadzieję, że pytania, które usłyszę m.in. od dziennikarzy, będą dotyczyły przede wszystkim polskiej piłki i moich związków z nią. Jeśli senator Andrzej Person następnym razem ściągnie na Kujawy trenera Smudę, wówczas będzie okazja zadać mu takie pytanie.

Zimą krytykował Pan polskie kluby za to, że zatrudniają obcokrajowców. Postulował Pan nawet wprowadzenie limitów dla piłkarzy z zagranicy. Czy teraz, po kilku miesiącach, zmienił zdanie?

A dlaczego miałbym tak postąpić? Przecież w tej materii nic się nie zmieniło. To, że paru obcokrajowców zagrało lepszą piłkę? Podam może przykład koszykówki - czy chcielibyście Państwo, aby każdy zespół naszej ekstraklasy koszykarzy miał w wyjściowej piątce tylko i wyłącznie obcokrajowców? Przecież te proporcje powinny być inne. W jednym z ostatnich spotkań Wisła Kraków wygrała na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Trener „Białej Gwiazdy” dał możliwość występu w tym spotkaniu czternastu piłkarzom, z czego aż dziesięciu to byli obcokrajowcy. I może dojść do takiej sytuacji, że podczas finałów Euro 2012 w naszej reprezentacji nie będzie żadnego piłkarza Wisły. A w kadrze czy to mojej, czy Kazimierza Górskiego, czy Jacka Gmocha zawodnicy tego klubu zawsze byli czołowymi postaciami. Czy taką politykę kadrową można uznać za normalną? Oczywiście, że w pewnym sensie tak, bo przecież prezes Cupiał ma takie prawo. Ale ten sam prezes powiedział mi kiedyś, że byłby gotowy wydać ponad 20 milionów złotych na ośrodek szkolenia młodzieży, ale pod jednym warunkiem - że ci, którzy będą w nim szkoleni, nie opuszczą później Wisły przed ukończeniem 25 lat. Chyba, że ktoś zapłaci takie pieniądze, że będzie mu się to opłacało. My szkolimy młodzież, która później bardzo szybko wyjeżdża za granicę. Podam pewien przykład - jest taki zawodnik, bardzo utalentowany, Piotr Zieliński (rocznik 1994), wychowanek Orła Ząbkowice, grający ostatnio w młodzieżowych drużynach Zagłębia Lubin, a więc klubu, którego sponsorem jest spółka skarbu państwa. Został sprzedany do zagranicznego klubu (Udinese - przy. red.). Wiecie Państwo za ile? Za zaledwie 100 tysięcy euro! Przecież to jest śmiechu warte!

Dziękuję za rozmowę

Teczka osobowa


Antoni Piechniczek


  • Urodził się 3 maja 1942 roku
  • Karierę piłkarską zaczynał w Zrywie Chorzów, następnie grał w Naprzodzie Lipiny, Legii Warszawa, Ruchu Chorzów i francuskim Chateauroux. Z Legią zdobył Puchar Polski, a z Ruchem - mistrzostwo. Rozegrał trzy mecze w reprezentacji Polski.
  • Jako trener prowadził następujące kluby: BKS Bielsko-Biała, Odra Opole, Ruch Chorzów, Górnik Zabrze, Al-Rayyan Ad-Dauha (Katar), Al-Shabbab, Al-Whda i Al-Nasr (Zjednoczone Emiraty Arabskie) oraz Esperance Tunis (Tunezji). Był też dwukrotnie selekcjonerem reprezentacji Polski (w 1982 roku na mistrzostwach świata wywalczył z nią trzecie miejsce). Pracował również jako selekcjoner reprezentacji Tunezji oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
  • Prowadzi także działalność polityczną - obecnie jest senatorem z ramienia Platformy Obywatelskiej.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie