Wypisy z ojczystej literatury

Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Udostępnij:
Pierwszy rzut oka na scenografię, jeszcze nim spektakl się rozpocznie, może zaniepokoić: czyżby powtórka?

Pierwszy rzut oka na scenografię, jeszcze nim spektakl się rozpocznie, może zaniepokoić: czyżby powtórka?

<!** Image 2 align=none alt="Image 164509" sub="Anna Magalska-Milczarczyk (z lewej) zagrała Hermenegildę we fragmencie z „Ożenić się nie mogę” / Fot. Grzegorz Olkowski">Oto znów widzimy rzędy krzeseł (jak w „Pakujemy manatki” i „Ślubuję ci miłość...”) i mikrofony, co może zapowiadać solowe popisy postaci (jak w „Caritas” czy w „Przedostatnim kuszeniu Billa Drummonda”). Ale pewnie należy przyjąć, że to po prostu taki styl, autorski pomysł, wykorzystywany zawsze nieco inaczej.

Tym razem krzesła i mikrofony przenoszą widzów bodaj do jakiegoś domu kultury lub amatorskiego teatrzyku - sali niepięknie urządzonej, z krzykliwymi tapetami, lasem palm doniczkowych i fortepianem. Cała zaś historia mężczyzny, który szuka żony, opowiedziana zostaje przez członków prowincjonalnego kabaretu, na co wskazują okropne, karykaturalne stroje. Po zakończeniu swoich kwestii występujący odchodzą od mikrofonów i zasiadają na widowni „ośrodka kultury” (bynajmniej nie bezczynnie, bo skandując, nucąc, uderzając rękami o kolana tworzą dźwiękowe tło).

<!** reklama>Na krześle najrzadziej siada główny bohater - niestrudzony kandydat do żeniaczki (w tej roli Sławomir Maciejewski), ów Nowy Don Kichot, idealista szukający swej Dulcynei, a skonstruowany z kilku postaci Fredrowskich - od Lubomira ze „Zrzędności i przekory”, poprzez jego imiennika z „Pana Geldhaba”, Alfreda z „Pierwszej lepszej” i Władysława ze „Świeczka zgasła”, po Floriana z „Ożenić się nie mogę”. W poszukiwaniu kandydatki na żonę coraz bardziej zdesperowany bohater wędruje przez dwory i miasta Galicji czasów Fredry, a jednocześnie przez fragmenty utworów wybitnego komediopisarza, głównie tych spoza szkolnego kanonu lektur. Spotyka postaci uosabiające typy nie tylko z XIX-wiecznej Galicji - łasych na tytuły dorobkiewiczów, kłócących się krewnych, zazdrośników i nowobogackich, spryciarzy i obłudników... I obiekty swych matrymonialnych zabiegów - panienki pragnące zamążpójściem awansować społecznie lub wyrwać się spod kurateli rodzicielskiej.

Fragmenty dobrane są zręcznie, przeplecione piosenkami do słów z satyrycznych wierszy Fredry. Choć wedle afisza przedstawienie nie ma... reżysera, a jedynie pomysłodawczynię inscenizacji i opiekunkę artystyczną, to toczy się wartko, toruńscy aktorzy Fredrowskie typy portretują zabawnie i pomysłowo. A prawdziwie gromki śmiech zaczyna się od popisu Anny Romanowicz-Kozaneckiej w charakterze zdeterminowanej do zamążpojścia, podstarzałej panienki ze Żmudzi (we fragmencie z „Pierwszej lepszej”). Przyznać też trzeba, że najlepiej wypadają te części spektaklu, które są najobszerniejszymi fragmentami Fredrowskich komedii - wtedy pełniej ujawniają się komizm postaci, uroda języka, zręczność intrygi. Aż chciałoby się zobaczyć sztukę hrabiego w całości.

Aleksander Fredro „Nowy Don Kichot”, scenariusz: Wojciech Zrałek-Kossakowski i Katarzyna Raduszyńska, scenografia: Paweł Walicki, pomysł inscenizacyjny: Katarzyna Raduszyńska, opracowanie muzyczne: Dominik Strycharski, opieka artystyczna: Iwona Kempa

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie