Z takiego dołka się nie wraca - czyli życie człowieka nietypowego

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Fot. Paweł Lacheta
Pan Krzysztof Krawczyk to jedyny człowiek, z którym robiłem wywiad tyłem. To znaczy odwrócony plecami i baczący pilnie, by rozmówcy nie przyuważyć. Wywiad miał miejsce lata temu, w busie pana Krzysztofa, podczas imprezy hucznej i plenerowej. Zasiadłem z przodu i wgapiałem się w szybę, a pan Krzysztof z tyłu przebierał się mozolnie w stroje estradowe, prawiąc mądrości różne.

Rozmowa wyszła całkiem, całkiem, tak zresztą jak i cała impreza, którą organizowały toruńskie „Nowości”. Pan Krzysztof chciał być zresztą bardzo miły wobec organizatorów, ale mu się nieco tytuły pomyliły. Nieustannie krzyczał więc ze sceny do ludu „czytajcie nowiny”, co w ludzie miejscowym budziło zadziwienie, a nawet niepokój. Ale nikt mu nie miał tego za złe. W końcu to był Krzysztof Krawczyk, czyli fajny gość.

Nie to, że zaraz czarny łabądek albo biały kruk, bo fajni goście wśród ludzi kultury, ludzi sztuki – jak śpiewał poeta Kazimierz - się zdarzają. Choć pewnie statystycznie trafić można na nich rzadziej, niż na tych z ego tak nadętym, że trudno się z nimi zmieścić w jednym pokoju. Ale takich jak pan Krzysztof, którzy w ogóle nie bawili się w autoreklamiarskie monodramy, to tak wielu znowu nie ma.

Zresztą u niego wszystko było nietypowe, a nawet dziwaczne. Weźmy choćby karierę artystyczną. Z reguły śpiewacy zaczynają od ambicji przeogromnych, żeby potem spuszczać z tonu i znikać w odmętach lżejszych, łatwiejszych i przyjemniejszych. U pana Krawczyka było dokładnie odwrotnie. Upiorna PRL-owska estradowość po Trubadurach, z tą klatą, wąsami i „Parostatkiem”, flirt z disco-polo, a potem jakieś cudowne szlachetnienie z roku na rok, bo nagrania z Bregovicem, panią Bartosiewicz czy panem Smolikiem to już inna liga.

A jeszcze bardziej nietypowa była jego droga życiowa, z tymi całymi zakrętasami, z których ukręcić można by naprawdę mocne kino, i to raczej dramat, niż komedię. A już zwłaszcza z tego amerykańskiego kawałka, kiedy z wielkiej gwiazdy pop-kultury PRL spadł w nicość i upokorzenie, w świat harówy na budowie i pijanych imprez dla lichutkich gromadek amerykańskich polonusów.

Cóż, z takiego dołka się nie wraca. A on wrócił. Kiedy zmarł, informacyjne telewizory przerwały codzienną łomotaninę o tym kto kogo w koalicji i kto z kim w opozycji. Ba, przerwały nawet covidowy serial i zaczęły nadawać programy specjalne o Krzysztofie Krawczyku. A to zarezerwowane jest dla naprawdę ważnych figur. Ten pan Krzysztof z busa sprzed lat pewnie nigdy by się tego nie spodziewał.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie