Zabrakło dziewięciu sekund

Sławomir Pawenta
Sławomir Pawenta
Nie udało się laskarzom Pomorzanina wywalczyć halowego mistrzostwa Polski. Podopieczni Andrzeja Makowskiego zdobyli „tylko” brązowy medal.

Nie udało się laskarzom Pomorzanina wywalczyć halowego mistrzostwa Polski. Podopieczni Andrzeja Makowskiego zdobyli „tylko” brązowy medal.

<!** Image 2 align=none alt="Image 167468" sub="Pomorzanin wywalczył brązowy medal, a Karol Szyplik (na zdjęciu) został najskuteczniejszym zawodnikiem rozgrywek / Fot. Jacek Smarz">W decydującym spotkaniu torunianie pokonali Pocztowca Poznań 10:3 (3:1).

Początek meczu o brąz był dość nerwowy. Oba zespoły przykładały większą uwagę do obrony, niż do ataku. W 6. minucie błąd popełnili nasi hokeiści i po strzale Dariusza Rachwalskiego ekipa z Wielkopolski objęła prowadzenie. Torunianie jednak bardzo szybko odpowiedzieli. Dwie minuty później Bartosz Żywiczka „zakręcił” obroną rywali i pokonał Marcina Królikowskiego. Obraz gry zaczął się powoli zmieniać. Pomorzanin częściej utrzymywał się przy piłce, ale musiał ograniczać się do ataku pozycyjnego.

<!** reklama>Ostatecznie pierwszą połowę nasi hokeiści wygrali 3:1.

Po zmianie stron torunianie powiększali swoją przewagę. Między 34. a 35. minutą strzelili dwa gole (trafienia Karola Szyplika i Michała Makowskiego).

Zagrali spokojniej

- Czterobramkowa przewaga pozwoliła nam zagrać spokojniej - mówił po meczu Michał Raciniewski, zawodnik Pomorzanina. - Nie musieliśmy forsować tempa, bo to rywal musiał się martwić o wynik.

W 41. minucie, przy stanie 6:1 dla Pomorzanina, trener Pocztowca Zbigniew Rachwalski wycofał bramkarza i do boju posłał dodatkowego zawodnika z pola. Ten manewr nie przyniósł spodziewanych efektów. Owszem, poznaniacy zyskali optyczną przewagę, ale nie potrafili znaleźć sposobu na szczelną obronę naszego zespołu. A torunianie byli bezlitośni dla grających bez bramkarza rywali. I w ciągu trzech minut (między 45. a 48.) trzy razy trafili do pustej siatki. Wtedy Pomorzanin prowadził już 9:1. Ostatecznie laskarze z Torunia wygrali 10:3.

Dramatyczny mecz

W sobotę torunianie zagrali w półfinale z AZS-em AWF-em. Spotkanie było dość dramatycznie. Niestety, podopieczni Andrzeja Makowskiego przegrali po dogrywce 6:7 (2:2, 6:6).

Szczęście było dość blisko. W 51. minucie, po trafieniu Karola Szyplika, nasz zespół prowadził 6:4. Wszystko wskazywało, że torunianie zagrają w finale. AZS AWF potrafił się zmobilizować. Dziewięć sekund przed końcem potyczki precyzyjne uderzenie Tomasza Górnego dało „akademikom” dogrywkę.

W doliczonym czasie gry, w której obowiązywała zasada złotego gola, AZS AWF miał przewagę. Bardzo długo utrzymywał się przy piłce i starał się znaleźć dziurę w szczelnej obronie Pomorzanina. Udało się to w 68. minucie. Łukasz Kosmaczewski trafił bardzo ostrego kąta.

- To był efekt pracy całego zespołu, przez całą dogrywkę konsekwentnie na to pracowaliśmy. Udało się w jednej akcji zmieścić piłkę w siatce - stwierdził szczęśliwy zdobywca decydującej bramki.

Rozgoryczenie w szeregach Pomorzanina było spore. Krystian Makowski użył obraźliwych słów w stosunku do jednego z arbitrów. Ujrzał czerwoną kartkę i nie zagrał w niedzielę.

Dodajmy, że Karol Szyplik został najlepszym strzelcem rozgrywek. Za ten wyczyn otrzymał „Złotą laskę”.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie