Zadowolił się widokiem śmierci

Radosław Rzeszotek
Nie przyznawał się do winy. Za to żądał od matki swojej ofiary pieniędzy za rzekome nazwanie go zwierzęciem. Odszkodowania domaga się również od świadka, którego sam wskazał. Adrian W. znów stanął przed sądem.

Nie przyznawał się do winy. Za to żądał od matki swojej ofiary pieniędzy za rzekome nazwanie go zwierzęciem. Odszkodowania domaga się również od świadka, którego sam wskazał. Adrian W. znów stanął przed sądem.

<!** Image 2 align=right alt="Image 41807" sub="Adrian W. zmienił image. Przed sądem pojawia się w garniturze, uśmiecha się do dziennikarzy, stara się błyszczeć wiedzą prawniczą. Nie wygląda, żeby miał przejmować się ciążącym na nim wyrokiem za zabójstwo Kasi Zegan.">Adrian W. krzywdę wyrządza powoli. Choć skazany został za zabójstwo popełnione we wrześniu 2002 roku, nad ofiarami swojego czynu znęca się nadal. Pyszni się przed sądem, w jego oczach nie ma skruchy - nawet kiedy patrzy w obiektywy fotoreporterów. Od matki dziewczyny, którą udusił, zażądał pieniędzy. Bo miała go nazwać „zwierzęciem”. Jego cień wciąż wisi nad domem rodziny Zeganów z Brąchnówka, niewielkiej wsi pod Toruniem.

- To jeden z najmroczniejszych zabójców, jakich widziałem w życiu - twierdzi operacyjny oficer policji, który pracował nad wyjaśnieniem zagadki śmierci Katarzyny Zegan. - Bóg jeden wie, co ten człowiek robił w życiu i dlaczego wyrządził tyle krzywdy. Jest cyniczny i zimny. Bardzo dziwnie patrzy na kobiety. Ni to z nienawiścią, ni to z pożądaniem. Rozmawiałem z nim wielokrotnie i nie udało mi się go do końca przejrzeć.

Zabójca nie tknął porfela

Co w jego oczach zobaczyła osiemnastoletnia Katarzyna Zegan, która z okazji kończących się wakacji wybrała się na dyskotekę do sąsiedniej Grzywny? Kiedy wyszła z imprezy, wsiadła do samochodu, za którego kierownicą siedział Adrian W. Prawdopodobnie zaproponował jej podwiezienie. Znajomi i narzeczony Katarzyny odprowadzili ją wzrokiem. Kolejny raz zobaczyli ją już martwą.

<!** reklama left>Ciało znaleziono w Brukach Unisławskich. Leżało w przydrożnym rowie, częściowo pozbawione odzieży. Zabójca nie ograbił ofiary. Pozostawił na palcach pierścionki, łańcuszki, nie dotknął też portfela. Zadowolił się widokiem śmierci. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było uduszenie. Użyto do tego zapewne czegoś delikatnego, na przykład apaszki. Na szyi ofiary nie znaleziono sińców po palcach.

- Wstępne ustalenia, tak jak i sekcja zwłok, wykluczały gwałt - dodaje oficer policji. - A materiał genetyczny podejrzanego w pochwie ofiary byłby dowodem ostatecznym. Zwłaszcza, że główny podejrzany szedł w zaparte. Na tamtym etapie śledztwa obawialiśmy się, że będziemy mieli na głowie proces poszlakowy. A jego wynik nigdy nie jest oczywisty...

Kiedy Adrian W. od znajomych dowiedział się, że jest poszukiwany przez policję, sam zgłosił się w chełmżyńskim komisariacie. Już podczas pierwszego przesłuchania twierdził, że Kasię znał, jednak nie miał nic wspólnego z jej śmiercią. Nie zmienił swojego stanowiska nawet po przedstawieniu wyników specjalistycznych badań, z których wynikało, że miał on jednak kontakt seksualny z ofiarą. Choć przekonywał sąd, że jest niewinny, został skazany za zabójstwo.

- Zachowywał się tak, jakby chciał wyrządzić mi jeszcze większą krzywdę - wspomina Danuta Zegan, matka zamordowanej dziewczyny. - Przed jedną z rozpraw potrącił mnie ramieniem. Na pewno nie było to przypadkowe. On po prostu chciał to zrobić. Ile w tym człowieku musi być zła, jeśli jednej śmierci mu za mało? Patrzył mi w oczy i się uśmiechał. Nigdy tego nie zapomnę.

Proces Adriana W. był szeroko relacjonowany. Matka zamordowanej dziewczyny wypowiadała się przed kamerami. Adrian W. odpowiedział pozwem do sądu, w którym domagał się od Danuty Zegan 70 tysięcy złotych odszkodowania za rzekome nazwanie go na antenie Telewizji Polskiej „zwierzęciem, które trzeba zabić”. Sąd pozew odrzucił.

Adrian W. na jednym pozwie jednak nie poprzestał. Do sądu wpłynął kolejny wniosek o wypłacenie mu 75 tysięcy złotych odszkodowania. Tym razem płacić ma jeden ze świadków, który zeznając przed prokuratorem, powiedział, co myśli na temat zabójcy Katarzyny Zegan. O dziwo, mężczyzna nie jest świadkiem oskarżenia, lecz obrony. Niegdyś był kolegą Adriana W. i w dniu popełnienia zabójstwa wraz z Adrianem W. bawił się na dyskotece w Grzywnie.

Oskarżyciel chce dożywocia

- Zupełnie nie rozumiem zachowania tego człowieka - mówi Mirosław Jasik, oskarżyciel posiłkowy rodziny Katarzyny Zegan, który za swoją pracę nie wziął ani złotówki. - Pewne zachowania po prostu nie mieszczą się mi w głowie...

W pierwszej instancji sąd skazał Adriana W. na 25 lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się po 10 latach o skrócenie kary. Przed sądem apelacyjnym oskarżyciel posiłkowy domaga się dożywocia.

- Przykład tego człowieka to dowód na paranoję polskiego systemu sądowego - twierdzi Danuta Zegan. - Człowiek, który zabił mi dziecko, domaga się pieniędzy od wszystkich. Ode mnie, od świadków, od państwa polskiego, a sąd te jego pozwy przyjmuje, zamiast wyrzucić je do kosza. Ten horror jeszcze się dla nas nie skończył. Im dłużej ciągnie się ta sprawa, tym czuję się bardziej zmęczona.

Adrian W. zmienił image. Przed sądem pojawia się w garniturze, uśmiecha się do dziennikarzy, stara się błyszczeć wiedzą prawniczą. Nie wygląda na to, żeby miał przejmować się ciążącym na nim wyrokiem.

- To bardzo twardy człowiek i na pewno nie da po sobie niczego poznać - uważa jeden ze znajomych Adriana W., który prosi o zachowanie anonimowości. - Ale na pewno to, co się teraz dzieje, nie jest mu obojętne. Czy mu współczuję? Tak. Jemu, dziewczynie, którą zabił i jej rodzinie również.

Brat Kasi też już nie żyje

Adrian W. miał żonę. Został oskarżony o znęcanie się nad nią. Miał ją przywiązać w lesie do drzewa i pozostawić tam „na pożarcie lisom”. Jednak o jego interes najbardziej dbał były teść, który nie tylko przychodził do sądu, ale również nachodził prokurator Małgorzatę Piotraszewską, prowadzącą śledztwo w sprawie zabójstwa Katarzyny Zegan. Za każdym razem przedstawiał Adriana W. jako ofiarę „niesprawiedliwego systemu prawnego w Polsce”.

- Najgorsze w tym wszystkim było to, że znaliśmy go, zanim zabił Kasię - dodaje Danuta Zegan. - Parę lat wcześniej wraz ze swoim ojcem przyjechał do nas, żeby naprawić nasz ciągnik. Gdybyśmy wiedzieli, że on kiedyś odbierze życie Kasi...

Kiedy Krzysztof Zegan, brat Katarzyny dowiedział się, kto jest oskarżony o zabójstwo jego siostry, usiadł i szlochał. Bił pięściami w stół i krzyczał: „A tyle razy miałem go pod ręką...”

Krzysztof Zegan też już nie żyje. Zginął w wypadku samochodowym. Kilkaset metrów od miejsca, w którym Kasia wsiadła do samochodu Adriana W.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie