Zaginiona czy zamordowana? Sprawa Joanny Zawadzkiej z Kikoła. Córka z Torunia apeluje o pomoc

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Jeśli w czerwcu śledztwo zostanie znów umorzone, dla Klaudii oznaczać to będzie zawód i porażkę.[cyt] "Nie możemy już dłużej czekać, aż kogoś ruszy sumienie. Choć głęboko wierzę, że tym razem tak będzie i że dacie nam wygrać. A wygraną jest tylko prawda. Pomóżcie nam. Proszę" - tak kończy się post Klaudii. "[/cyt]CZYTAJ TAKŻE:Bony na darmowe zakupy! Biedronka musi ich rozdać aż 500 tys.! Jak je zdobyć? Ile będzie wart pojedynczy bon?Najtańsze sklepy w Polsce - nowy ranking 2021. Biedronka, Lidl, Auchan a może Kaufland? Sławomir Kowalski
Ślad po Joannie Zawadzkiej z Kikoła, młodej mamie, zaginął 17 lutego 1997 roku. Po latach prokuratura podjęła śledztwo, ale już w kierunku zabójstwa kobiety. Czy niebawem znów umorzy postępowanie? Tego obawia się Klaudia Zawadzka, córka. Dziś to dorosła kobieta, tocząca bój o prawdę.

Zobacz wideo: Tradycyjne dania na Wielkanoc z regionu Kujaw i Pomorza

Klaudia Zawadzka ma dziś 24 lata, mieszka w Toruniu. To determinacja jej oraz rodziny sprawiła, że po latach sprawą zniknięcia jej mamy zajęło się tzw. policyjne Archiwum X Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy oraz Prokuratura Okręgowa we Włocławku. Po latach śledztwo podjęto w kierunku zabójstwa Joanny Zawadzkiej. W kręgu podejrzeń rodziny był m.in. policjant, dziś już emerytowany, z którym zaginiona prawdopodobnie miała romans. Śledczy jednak nikomu przez lata żadnych zarzutów nie postawili.

Prokuratura znów umorzy sprawę "wobec niewykrycia sprawcy"?

Dlaczego dziś Klaudia Zawadzka znów apeluje o pomoc do każdego, kto cokolwiek wie o wypadkach z 17 lutego 1997 roku? Dlaczego ponownie prosi, by przerwać zmowę milczenia? Bo podjęte po latach śledztwo zostało w zeszłym roku umorzone z powodu niewykrycia sprawcy. Rodzina zażaliła tę decyzję do sądu, a ten nakazał prokuraturze kontynuować dochodzenie.

-Śledztwo zatem w 2020 roku podjęliśmy, stosując się do wskazówek sądu. Przedłużone jest do czerwca br. Nadal toczy się w kierunku podejrzenia zabójstwa. Nikomu w nim zarzutów nie postawiliśmy - przekazuje prokurator Wojciech Fabisiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Włocławku.

Dla rodziny to trudny czas. Oznacza napięcie, wyczekiwanie, ostatnią tlącą się nadzieję. - Obawiam się, że w czerwcu prokuratura znów umorzy sprawę. Dlatego proszę każdego, kto cokolwiek wie o wydarzeniach z 17 lutego 1997 roku lub czasu poprzedzającego ten moment o bezzwłoczny kontakt ze mną, bądź rodziną - mówi Klaudia Zawadzka (kontaktować można się z nią przez Facebooka).

Córka jest przekonana, że jej mama padła ofiarą morderstwa.

Jak zniknęła Joanna Zawadzka?

Historię zaginięcia Joanny Zawadzkiej opisywaliśmy w magazynie "Nowości" i "Expressu Bydgoskiego" w Dniu Matki trzy lata temu ("Mamusiu, szukam cię!" 26.05.2018 rok). Przypomnijmy najważniejsze wątki sprawy.

Pani Joanna zaginęła 17 lutego 1997 roku wieczorem. Była młodą mamą 9-miesięcznej wówczas córeczki. Urodziła ją dzień po ostatnim egzaminie maturalnym. Krytycznego zimowego dnia wyszła z domu rzekomo do koleżanki i już nie wróciła. Nie wiadomo, dlaczego wzięła ze sobą album ze zdjęciami malutkiej Klaudii.

Dlaczego rodzina zaginionej w kręgu podejrzeń od lat ma postać pewnego policjanta? Bo podejrzewa, że pani Joanna miała z nim romans. Wskazują na to pewne zapiski oraz podanie imienia w akcie urodzenia dziecka (bez nazwiska). Z informacji pozyskanych m.in. od koleżanek Joanny rodzina wie, że ustna umowa między młodziutką mamą a policjantem była taka: on płaci na córkę, ona nikomu nic nie mówi. Mundurowy życie układał sobie już inaczej. Miał dziewczynę, z którą planowali ślub.

Joanna zaginęła kilka dni po wizycie w Sądzie Rejonowym w Lipnie, w którym starała się uzyskać informacje o tym, jak przeprowadzić sprawę o alimenty dla dziecka. Nie zdążyła podjąć formalnych kroków w tym kierunku. Zniknęła. Według niektórych na rękę było to przede wszystkim jednej osobie: policjantowi.

Badania DNA ojcostwo wykluczyły

Tu jednak sprawa się komplikuje, bo przeprowadzone po latach badania DNA wykluczyły ojcostwo mundurowego. Rodzice zaginionej do dziś utrzymują jednak, że mogły zostać sfingowane. Jak? Niepokoi ich to, że gdy pobierano materiał genetyczny do badań, policjant był w towarzystwie kolegi. I że wyproszono ich wówczas z pokoju, w którym wcześniej przebywali wspólnie. Także w momencie, gdy materiał pobierano od nich.

-Wiem o tych zarzutach. Pragnę jednak podkreślić, że postępowanie karne w sprawie rzekomo sfałszowanych badań DNA prowadziło Centralne Biuro Śledcze. Nie dopatrzyło się żadnych nieprawidłowości. Przy tej okazji badania DNA powtórzono. Ponownie wykluczyły one ojcostwo funkcjonariusza - mówiła nam Monika Chlebicz, rzeczniczka KWP w Bydgoszczy.

Zdaniem rzeczniczki, podejrzenia przez tyle lat uparcie kierowane w stronę policjanta mogły nawet zniszczyć mu życie: - W małym środowisku, gdzie każdy każdego zna, nie jest osobą anonimową. Ten człowiek został ukrzyżowany.

Dodajmy, że sam mundurowy zaprzecza nie tylko ojcostwu, ale i kontaktom z zaginioną. O płaceniu alimentów nie wspominając.
„Nie mam z tą sprawą nic wspólnego. Tyle ucierpiałem, że nie chcę tego tematu już dalej poruszać” - mówił reporterom "Superwizjera" TVN24.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEMAT POSZUKIWAŃ JOANNY ZAWADZKIEJ PONIŻEJ:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie