Zagubione ślady tragedii

Grażyna Ostropolska
Plama na suficie gwałtownie się powiększa, zaczyna odpadać tynk. Coś złego dzieje się na piętrze. W pokoju, w którym od strzału w głowę zginął Krzysztof Gotowski. Znany przedsiębiorca i współzałożyciel bydgoskiej „Solidarności”.

Plama na suficie gwałtownie się powiększa, zaczyna odpadać tynk. Coś złego dzieje się na piętrze. W pokoju, w którym od strzału w głowę zginął Krzysztof Gotowski. Znany przedsiębiorca i współzałożyciel bydgoskiej „Solidarności”.

<!** Image 2 align=right alt="Image 77466" sub="Kufer z leżącą na wieku lalką przypomina spatynowany sarkofag. Na stoliku obok - wbity w tacę fragment skóry z włosami. Śledczy go nie widzieli? / Zdjęcia: Dariusz Bloch">Znalazł go w tym pokoju syn Wojtek. Przeżył szok: - Tata siedział na kanapie. Bez twarzy. Lewą rękę miał opartą na lewym udzie, prawą - lekko uniesioną, z dłonią zaciśniętą w pieść. Między jego nogami tkwił myśliwski sztucer - wspomina tragiczny ranek 20 października 2003 roku. Upiera się przy takim ułożeniu ciała ojca, choć prokuratorska wersja jest nieco inna.

Teraz złe wspomnienia ożywają. Za chwilę Wojtek przerwie taśmy, którymi policja okleiła drzwi (prawnicy orzekli, że zacieki na suficie to usprawiedliwiają) i wejdzie do pokoju, w którym zginął ojciec. Będą mu towarzyszyć świadkowie i kamera. A także my - baczni obserwatorzy i sprawozdawcy prokuratorskiego śledztwa. Zakończyło się ono po czterech latach umorzeniem „z braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”. Takie postanowienie wydała w maju 2006 roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

W ubiegłym roku Sąd Rejonowy w Nakle odrzucił zażalenie rodziny i postanowienie to utrzymał w mocy. Tak to uzasadnił: „W świetle zebranego materiału dowodowego, najbardziej prawdopodobną jest wersja, iż zgon Krzysztofa Gotowskiego był wynikiem samobójstwa, dokonanego pod wpływem nagłego impulsu. Zebrany materiał dowodowy nie umożliwia też wykluczenia w sposób kategoryczny i ponad wszelką wątpliwość wersji, iż do śmierci Krzysztofa Gotowskiego mogły przyczynić się inne osoby”.

Nakielski sąd nie przychylił się do sugestii, że postępowanie dowodowe należy uzupełnić. Wnioskował o to brat zmarłego, pisząc kolejne zażalenia. Ani on, ani dzieci Gotowskiego nie wierzą w samobójstwo. Mają nadzieję, że...

znajdą się nowe dowody

Wchodzimy do pokoju, w którym Krzysztof Gotowski zginął i skóra nam cierpnie. Brunatne plamy na ścianach i suficie jeszcze nie zdążyły spłowieć. Krew na poduszce i kanapie tylko nieco ściemniała. Na parapetach - padłe muchy. Klimat jak z horroru. To wrażenie wzmacnia zimna, seledynowa barwa ścian, pokrytych malowidłami. Z lewej spoglądają na nas konie, na prawej ścielą się malowane kwiaty. W oczy rzuca się seledynowy kufer, z ułożoną na wieku lalką. Wygląda jak pokryty patyną sarkofag.

Przyjaciele Krzysztofa Gotowskiego wspominają, że kolekcja lalek, zgromadzona w tym domu i na nich działała przygnębiająco: - Rzędy lal spoglądały na gości w holu, stały w każdym pokoju. Najbardziej upiorne były te zwrócone twarzami do ściany - oceniają.

<!** reklama>Dzieci Krzysztofa tłumaczą, że taki wystrój domu to artystyczna wizja ich macochy. - A malunki na ścianach i sufitach są dziełem plastyka, którego sprowadziła do Gliszcza. Malował nocą, bo wtedy dopadała go twórcza wena - wspominają.

Krzysztof Gotowski uważany był za prostolinijnego i silnego mężczyznę. Jak mógł tu mieszkać? Jego najbliżsi rozwiewają wątpliwości. - Przeniósł się na piętro, gdy zdecydował się na separację z żoną i wniósł o rozwód. Zresztą w gabinecie na parterze, który mu urządziła, też czuł się źle. Ciemnozielona tapeta, złocenia na suficie. Pałacowa sceneria nijak się miała do jego potrzeb. Krzysztof Gotowski realizował się budując drogi i mosty.

W pokoju, w którym zginął, jego rzeczy jest niewiele. Na krześle wiszą dwie marynarki, przy ścianie stoją trzy pary butów. Na półce parę ulubionych książek, w szafce - dwa kieliszki. Była jeszcze butelka, ale tę zabrali śledczy. Tak wynika...

z protokołu oględzin

Ślady zabezpieczano 20 października (w dniu śmierci) oraz 4 listopada 2003 roku. Robiono zdjęcia i szkice. Brat i dzieci zmarłego domagali się powtórzenia oględzin. Ich pełnomocnik składał wniosek o „sfotografowanie i sfilmowanie wszelkich śladów oraz dokonanie ich pomiarów względem miejsca, gdzie znaleziono ciało i na ich podstawie przeprowadzenia symulacji komputerowej”. Prokurator Dagmara Milewska z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy tak uzasadniała oddalenie wniosku: „Rejestrowanie oględzin przy pomocy kamery nie jest wymogiem obligatoryjnym. Należy podkreślić, że prowadzącym oględziny był prokurator, w którego obecności technik kryminalistyczny wykonywał zdjęcia. Także na polecenie prokuratora prowadzącego oględziny, zabezpieczane były ujawnione ślady”.

Prokurator Milewska nie zgadza się też na symulację komputerową, bo „biegły Paweł Stankowski nie miał żadnych problemów z wydaniem opinii, a nadto stwierdził, że nawet gdyby w tej sprawie została sporządzona symulacja komputerowa, to nie miałaby ona wpływu na jego opinię”.

- Już wtedy nasz adwokat wnioskował o zmianę biegłego, bo ten nie potrafił odpowiedzieć na nurtujące nas pytania - twierdzi Marek Gotowski. Podchodzi do kanapy, na której znaleziono ciało brata i pokazuje krwawy ślad pod poduszką. - Skąd się tam wziął, skoro przykrywająca tę plamę poduszka nie jest w tym miejscu przemoczona? - pyta i poddaje w wątpliwość wartość dowodu, jakim jest zdjęcie dołączone do protokołu oględzin. - Chyba że ktoś tę poduszkę wcześniej przełożył.

Sugestie, że mogła ona posłużyć zabójcy za ekran głuszący strzał, pojawiały się już w śledztwie. Biegły ten wariant wykluczał. Tak samo potraktował informacje syna i brata zmarłego o innym ułożeniu zwłok. Teraz my sprawdzamy wiarygodność tych, którzy badali...

ślady

„Pod ścianą stoi drewniana skrzynia oraz stolik z tacą i dekoracją z kwiatów sztucznych. Na przedmiotach tych nie ujawniono śladów” - czytamy w protokole oględzin. Oglądamy te same miejsca i nie wierzymy własnym oczom. Spory fragment skóry i włosów denata, wbity w stojącą na stoliku tacę nadal tu jest. Jak można było tego nie zauważyć? W protokole nie ma też wzmianki o kolejnym śladzie biologicznym (miazga kostna), pozostawionym na oparciu fotela.

Najbliżsi Gotowskiego są w rozterce. - Co z tym zrobić? - pytają. - Przecież to części ciała Krzysztofa, które powinny spocząć w jego grobie. Nie można ich przecież wyrzucić.

Brat zmarłego nie waha się użyć mocnych słów: - Oględziny zrobiono niechlujnie. Nic dziwnego, że nasze wnioski o ich powtórzenie oddalano.

I trudno nie przyznać mu racji. Zaglądamy do protokołu, szukając nazwisk tych, którzy go sporządzali. W ekipie dochodzeniowo- śledczej byli wtedy: starszy sierżant Wojciech Płachecki i sierżant sztabowy Andrzej Wojciechowski - obaj z KP Koronowo. W oględzinach brali też udział: Paweł Stankowski - biegły z dziedziny balistyki oraz Dariusz Zieliński z Zakładu Medycyny Sądowej AM w Bydgoszczy. Nadzór nad nimi sprawował prokurator Piotr Glanc z Prokuratury Rejonowej w Nakle.

Przekazujemy mu spostrzeżenia z wizji lokalnej i opinię rodziny o niechlujstwie śledczych. - Cóż mogę powiedzieć... Tylko tyle, że oględziny, jak na ten czas, były zrobione zgodnie z zasadami - tłumaczy prokurator.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie