Zajęli mieszkanie w Toruniu i nie płacili! Właściciela oskarżyli o groźby, ale sąd go uniewinnił

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Interweniujący policjanci nie byli świadkami gróźb. Zapamiętali za to z ul. Włocławskiej spór o zaległe czynsze i opuszczenie mieszkania.
Interweniujący policjanci nie byli świadkami gróźb. Zapamiętali za to z ul. Włocławskiej spór o zaległe czynsze i opuszczenie mieszkania. AIP
Matka z dziećmi wynajęła "M" w domku przy ul. Włocławskiej w Toruniu. Wpłaciła właścicielowi 150 zł zaliczki, a potem wyjechała za granicę. Lokatorzy czynszu nie płacili miesiącami i nie spieszyli się z wyprowadzką. Gdy zdenerwowany właściciel domagał się pieniędzy, oskarżyli go o groźby. Sąd go jednak uniewinnił.

Zobacz wideo: To już pewne. W 2021 roku będzie Czternasta Emerytura.

Tacy lokatorzy to zmora każdego właściciela nieruchomości. Trafili się panu Piotrowi, który wynająć postanowił domek przy ul. Włocławskiej w Toruniu (Czerniewice). Dał ogłoszenie, na które zareagowała matka z dziećmi. Jak ustalił Sąd Rejonowy w Toruniu, kobieta w kwietniu 2019 roku wpłaciła właścicielowi 150 zł zaliczki i... tyle ją widziano. Wyjechała za granicę, w domku zostały dorastające dzieci i konkubent.

Lokatorzy miesiącami nie płacili czynszu

Na początku kwietnia kobieta wpłaciła panu Piotrowi 150 zł zaliczki i rodzina wprowadziła się do domku. Czynszu nie zapłaciła. Zaraz po tym matka wyjechała za granicę. Tymczasem zaległości w opłatach rosły i rosły...

Gdy kobieta wróciła do Polski, pan Piotr wielokrotnie przychodził do domku przy ul. Włocławskiej po należne mu pieniądze. Za każdym razem lokatorka informowała go o koniecznej kolejnej zwłoce.

"Ostatecznie Piotr S. umówił się z nią, że w dniu 26 sierpnia 2019 roku przekaże mu kwotę 2000 zł tytułem pokrycia części kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania. Do przekazania pieniędzy nie doszło, ale wynajmująca zadeklarowała w rozmowie telefonicznej, że wyprowadzi się z końcem sierpnia" - odnotował Sąd Rejonowy w Toruniu.

Zamiast się jednak wyprowadzić, lokatorzy przystąpili do kontrataku. 28 sierpnia kobieta wezwała policję na interwencje, bo do zajmowanego mieszkania "wtargnął właściciel". Funkcjonariusze przyjechali, ale pana Piotra na miejscu nie było i odjechali.

Do kolejnego spotkania doszło 1 września. Wtedy kobieta poprosiła pana Piotra, by zgodził się przesunąć termin wyprowadzki rodziny na dni 15-17 września. Na tym stanęło.

Polecamy

Nie wyprowadzali się i wzywali na właściciela policję

Co działo się dalej? Według ustaleń sądu rodzina z wyprowadzką się nie spieszyła. Tymczasem pan Piotr do swojej nieruchomości przy ul. Włocławskiej przychodził regularnie. Sprawdzał m.in. liczniki i zwracała uwagę na znaczne zużycie wody. Oczywiście, zainteresowany był też rychłym opuszczeniem przez lokatorów jego mieszkania.

16 września kobieta złożyła zawiadomienie w sprawie kierowania przez pana Piotra pod jej adresem (i dzieci) gróźb karalnych. Dzień później mężczyzna, tym razem w asyście sąsiadów, znów przyszedł na ul. Włocławską. Był to bowiem, według umowy, ostateczny termin wyprowadzki. Wówczas też między stronami konfliktu silnie zaiskrzyło.

"Ojciec woli to mieszkanie spalić niż dać je dziadom" - powiedział pan Piotr (formalnie właścicielem nieruchomości był wtedy jego wiekowy ojciec). Na to lokatorka znów wezwała policję, w związku z grożeniem jej podpaleniem.

Interwencja policjantów dotyczyła jednak nie tyle gróźb, co zaległości w czynszu i upartym zajmowaniu nieruchomości. "Wynajmująca sporządziła wtedy oświadczenie, zgodnie z którym zobowiązała się wyprowadzić do 29 września 2019 roku" - odnotował sąd.

Polecamy

Właściciel oskarżony i uniewinniony (jeszcze nieprawomocnie)

Z doniesień lokatorki zrodziło się śledztwo, które prowadziła Prokuratura Rejonowa Toruń Wschód. Jego wynikiem stał się akt oskarżenia przeciwko Piotrowi S. Mężczyzna stanął przed sądem oskarżony o kierowanie gróźb karalnych pod adresem lokatorki i jej dzieci. Miały to być groźby podpalenia oraz użycia broni (art. 190 par. 1 Kodeksu karnego). Groziła mu kara nawet 2 lat więzienia.

W toku procesu jednak Sąd Rejonowy w Toruniu nie dopatrzył się dowodów, które potwierdzałyby takie zachowania przez pana Piotra.

- Zeznania żadnego ze świadków nie potwierdziły wspomnianych gróźb - mówi sędzia Marek Tyciński, przewodniczący II Wydziału Karnego.

Lokatorce, mającej w procesie status pokrzywdzonej, sąd nie uwierzył. "Sąd nie dał wiary zeznaniom pokrzywdzonej, albowiem stanowią one dowód osamotniony. Biorąc pod uwagę okoliczności niniejszej sprawy, a więc istnienie długu pokrzywdzonej wobec oskarżonego i konflikt wobec braku zgody na opuszczenie mieszkania, nie ulega wątpliwości, że pokrzywdzona miała motyw, by obciążyć oskarżonego" - czytamy w uzasadnieniu wyroku.

A wyrok zapadł uniewinniający. Pan Piotr przez sąd został całkowicie oczyszczony ze wszelkich zarzutów. Na tym jednak sprawa się nie zakończy, bo od orzeczenia apelację wniosła Prokuratura Rejonowa Toruń Wschód. Ona z kolei jest pewna, że torunianin przekroczył granice "egzekucji długu" i groził rodzinie pozbawieniem życia. Odwołanie 17 marca br. trafiło do Sądu Okręgowego w Toruniu.

Obrońcą pana Piotra był adwokat Michał Jakubaszek.

Wyrok wraz z uzasadnieniem opublikowany został na Portalu Orzeczeń Sadowych. Do tematu wrócimy po apelacji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie