Żeby czarne było czarne - czyli wolny wybór w sprawie szczepień (felieton)

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski

Pisanie o szczepieniach to zajęcie niewdzięczne, a nawet frustrujące. I to nie dlatego, że w Polsce przypomina pracę korespondenta wojennego - bo emocje mamy już takie, że jeden pan doktor, co mówi w telewizorze o szczepieniach, musi teraz w towarzystwie policjantów chodzić, bo za nim chodzą bojowcy antyszczepionkowi.

To zajęcie frustrujące głównie z tego powodu, że przypomina obrzucania ściany grochem. Bo nikogo już do szczepień przekonać nie można, i to z każdym miesiącem nie można coraz bardziej. Też dlatego, że ideowi przeciwnicy szczepień tak się uwznioślili w przekonaniu o własnej misji, tyle temu energii i myśli głębokich poświęcili, że teraz musieliby zakwestionować samych siebie – więc, jak to mówił klasyk, nic ich nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Ani czwarta fala, ani dziesiąta. Zresztą jak kogoś nie przekonały te kolejki karetek z chorymi przed szpitalami, to pozamiatane.

Czemuż więc wracam do szczepień? Bo ruszyło mnie jedno słowo: segregacja. A dokładnie to “segregacja sanitarna”, nowe hasło bardzo modne. Wiadomo, że w czasach, w których dzień cały siedzimy z nosem w mediach, czy to zawodowych, czy społecznościowych, najważniejsze jest właśnie słowo. I hasło. I narracja, która za nimi idzie. Tu słowo wybrano cudnie, bo jak nam się segregacja międzyludzka kojarzy? Ano bardzo źle. Segregacja to izolowanie jakiejś grupy od innych na mocy prawa, a pierwsze, co nam przychodzi do głów, to segregacja rasowa.

I gdzie jest piesek pogrzebany? Cóż, przynależność do grup społecznych może być albo trwała, albo bardzo light – a wtedy często ktoś jest segregowany na własne życzenie. W RPA w czasach segregacji pan Zulus nie miał szans zostać panem Afrykanerem, bo on był czarny, a tamten biały. W przypadku “segregacji sanitarnej” czynnikiem uprzywilejowującym jest szczepienie, dobro, które nie tylko łatwo zdobyć, ale nawet można dostać nagrodę za jego przyjęcie. To trochę tak, jakby ktoś wymyślił pojęcie “segregacji komunikacyjnej” – gdzie uciśnionymi byliby ci, którzy nie mogą prowadzić auta, bo nie mają prawa jazdy, choć jeździć chcą.

Dla mnie to więc raczej kwestia wolnego wyboru. Nie chcesz mieć prawa jazdy? To nie. Tylko będziesz dygał na piechotę na PKS o piątej rano. Nie chcesz się szczepić? To nie. Tylko nie będziesz mógł korzystać z restauracji, pociągów itd., bo to śmiertelnie zagraża twoim bliźnim, jak twierdzi zdecydowana większość autorytetów medycznych. Wybieraj, drogi rodaku. Jak mówią uczeni, co pandemię badają, ideowi antyszczepionkowcy to 20 - 25 proc. niezaszczepionych. Reszta nie zrobiła tego z powodów różnych, choćby lenistwa. I to im władzo kochana, trzeba dać wybór. Żeby zrozumieli, co przez brak szczepienia mogą stracić.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie