Zostały milczące plakaty

Janusz Bąkowski
Rozmowa z DARIUSZEM MICHALCZEWSKIM, byłym wielokrotnym bokserskim zawodowym mistrzem świata

Rozmowa z DARIUSZEM MICHALCZEWSKIM, byłym wielokrotnym bokserskim zawodowym mistrzem świata

<!** Image 2 align=none alt="Image 170866" sub="Dariusz Michalczewski odwiedził Toruń przy okazji turnieju gwiazdkowego. Teraz przyjedzie na koncert Roda Stewarta / Fot. Janusz Bąkowski">Ostatnio nasi czołowi bokserzy stoczyli swoje pojedynki. Jednym z nich była stoczona w Hamburgu walka o mistrzostwo Europy między Albertem Sosnowskim a Aleksandrem Dimitrienką. Co powiesz o tej walce?

<!** reklama>Niestety, tej walki nie widziałem. Wiem tylko, że Albert walczył bardzo ambitnie i przegrał po bardzo wyrównanym pojedynku w dwunastej rundzie. Podobno się na ułamek sekundy odkrył i to starczyło, aby przegrać przez ciężki nokaut. Oczywiście szkoda, że tak się stało. W boksie trzeba być czujnym aż do ostatniego gongu.

Tydzień po tej walce na ringu w Bydgoszczy stanął w obronie swojego tytułu mistrza świata w kategorii junior ciężkiej federacji WBC Krzysztof „Diablo” Włodarczyk. Jak z kolei oceniasz ten pojedynek?

To była byle jaka walka w wykonaniu Włodarczyka. Jak to widziałem, to się po prostu załamałem. Nic więcej nie da się tutaj już dodać.

Również niedawno Tomasz Adamek w pobliżu Nowego Jorku pokonał na punkty Irlandczyka Kevina McBride’a. Wielkim hitem będzie planowana na wrzesień jego walka z wielce utytułowanym, ale już niebawem 40-letnim Witalijem Kliczką. Jakie szanse na zwycięstwo dajesz naszemu bokserowi?

Po tej właśnie walce, którą uważnie oglądałem, muszę powiedzieć, że mnie Tomek niczym specjalnie nie przekonał. Być może jednak w pojedynku z Witalijem Kliczką, która będzie o bardzo prestiżowy tytuł mistrza świata, przejdzie on samego siebie. Reasumując, stawiam 30:70, niestety, na niekorzyść Tomka Adamka.

Przejdźmy od światowego boksu do tego regionalnego. Na toruńskim corocznym bokserskim Turnieju Gwiazdkowym byłeś ostatnio w grudniu 2008 roku. Będziesz bardzo mile widziany znowu. Pojawisz się ponownie?

Trudno mi to w tej chwili przewidzieć. Z moim wolnym czasem bywa różnie. Postaram się. Do Torunia wybieram się jednak przed grudniem, czyli dokładnie 11 czerwca na koncert Roda Stewarta. Będę miał wówczas okazję być po raz pierwszy na waszej, słynnej już toruńskiej Motoarenie. W zespole Stewarta gra na saksofonie moja bliska znajoma z Niemiec. Będę miał okazję się z nią zobaczyć.

W końcu sierpnia 2009 roku odbyła się na Stadionie Miejskim w Toruniu impreza z Twoim udziałem pod nazwą „Lato z Tygrysem”. Sądzisz, że można ją uznać za udaną?

Tak, pamiętam tę imprezę dobrze. Dopisało wtedy w zasadzie wszystko. Tego typu imprezy organizujemy nadal w innych miastach. Chętnie wrócimy więc kiedyś i do Torunia.

Twoja fundacja „ Równe Szanse”, wspierająca młodych zdolnych ludzi, działa oczywiście nadal?

Działa i ma się bardzo dobrze. W Polsce nie brakuje młodych osób, którym należy pomagać. Stąd rodzi się też sens i potrzeba naszego istnienia.

Gościli u Ciebie z wizytą dziennikarze z hamburskiego „Bilda”. Nakręcono krótki filmik z pozdrowieniami dla niemieckich kibiców, których przez tyle lat zachwycałeś swoją wielką klasą sportową. Powiedziałeś do kamery między innymi to, że bardzo miło wspominasz Hamburg, gdzie kiedyś mieszkałeś i gdy uda Ci się kiedyś przekonać do tego kroku Twoją żonę Basię, to być może ponownie tam zamieszkasz?

Może i było w tej mojej wypowiedzi trochę kurtuazji. Nigdy nie mogę jednak wykluczyć w pełni takiej ewentualności, że kiedyś tam ponownie wrócę. Mamy w końcu my wszyscy, jako Polacy, w ramach Unii Europejskiej pod tym względem szerokie możliwości. Ten ostateczny wybór leży praktycznie tylko w naszych rękach.

Hamburska stajnia bokserska – Universum Box Promotion, w barwach której odnosiłeś swoje najwspanialsze sukcesy, powoli zamyka swoje podwoje. Zostało tam tylko dwóch trenerów i garstka zawodników. Nie smuci Cię to?

Oczywiście, to bardzo smutne. Za moich czasów istniała inna ranga tej zawodowej grupy bokserskiej. Walczyło w niej dużo mistrzów świata, takich jak bracia Kliczkowie, Artur Grigorian, István Kovács Zsolt Erdei i wielu innych świetnych bokserów. Wspominam tamten okres wspaniale. Teraz na ścianach sali treningowej zostały już tylko same milczące plakaty, reklamujące walki z tamtych lat...

Twój synek, też Darek, skończy 10 września 2 lata. Może trochę za wcześnie o tym mówić, ale gdy dorośnie to chciałbyś, aby został też kiedyś bokserem?

Jest on dla mnie szczególnym prezentem. Urodził się bowiem równo w piętnastą rocznicę zdobycia przeze mnie po raz pierwszy tytułu mistrza świata. 10 września 1994 roku pokonałem w Hamburgu Leeonzera Barbera z USA. Będę oczywiście pomagał mu w jego pasjach. To bardzo żywiołowe dziecko. Zauważyłem, że lubi oglądać boks. Zobaczymy więc, co z tego wyjdzie.

Ostatnio przeszedłeś operację stawu kolanowego. Jak przebiega rehabilitacja?

Ten zabieg był konieczny. Wszystko jest jak na razie w najlepszym porządku.

Wynika z tego więc, że wrócisz do biegania maratonu?

Tak, oczywiście, bardzo chętnie. Zaczynam już powoli biegać.

Czy proces sądowy o przywłaszczenie nazwy napoju energetycznego „ Tiger” przebiegł po Twojej myśli?

Było do tej pory już kilka rozpraw. Na razie wszystko wskazuje na to, że końcowy wyrok w tym procesie będzie pozytywny.

Twoje prawo jazdy znalazło się ostatnio, niestety, w policyjnym sejfie. Jak doszło do tego incydentu?

Było to następnego dnia po walce bokserskiej, którą oglądałem z przyjaciółmi w telewizji. Szampan, który wspólnie piliśmy, widocznie jeszcze został w moim organizmie. Kontrola alkomatem na miejscu zdarzenia wykazała u mnie minimalne przekroczenie dopuszczalnej granicy zawartości alkoholu we krwi, czyli 0,2 promila. Ja miałem 0,3 promila. Gdybym czuł się faktycznie pijany, to pewnie poprosił o zabranie mnie na pobranie krwi. Zyskując tu na czasie, mógłbym liczyć na to, że w tym okresie zawartość alkoholu jeszcze spadnie. Tego nie zrobiłem, bo nie czułem jakiegokolwiek zamroczenia alkoholem. Nie zrobiłem tego świadomie. W sumie, gdybym o tym wiedział, to mogła prowadzić samochód moja żona Basia. To nie jest jednak żadna wymówka. Mogłem przecież sam sobie sprawdzić poziom zawartości alkoholu. Moje postępowanie było w tym przypadku oczywiście godne napiętnowania. Zakwalifikowano to oraz nadmierną prędkość jako wykroczenie drogowe, za które musiałem ponieść karę w wysokości 200 złotych. Niebawem dostanę prawo jazdy z powrotem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie