"žZłośnik" także jest dobry

Tomasz Bielicki
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Dziś swoje święto mają babcie. Jutro będą świętować dziadkowie, zazwyczaj pozostający nieco w cieniu. Jacy są dzisiaj? Czy to prawda, że pozwalają swoim wnukom na wszystko?

Dziś swoje święto mają babcie. Jutro będą świętować dziadkowie, zazwyczaj pozostający nieco w cieniu. Jacy są dzisiaj? Czy to prawda, że pozwalają swoim wnukom na wszystko?

<!** Image 2 align=none alt="Image 164990" sub="Profesor Wiesław Smużny zajmuje się wnuczętami: pięcioipółletnim Franciszkiem i roczną Zosią / Fot. Grzegorz Olkowski">Dzwoniąc do profesora Włodzimierza Karaszewskiego w sobotę lub w niedzielę można usłyszeć w tle jednego, albo od razu dwóch wnuków. Bardzo często wpadają bowiem do swojego dziadka na weekend. Prorektor ds. ekonomicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika otwarcie przyznaje, że z ochotą maksymalnie ich rozpieszcza. Dawid ma 10, a Kacper 5 lat. Profesor ma z nimi bardzo dobry kontakt. Wspólnie podróżują nawet po świecie. W najbliższe wakacje wybierają się razem do Egiptu.

- Tak się złożyło, że ja nie miałem w swoim dzieciństwie żadnego kontaktu z moimi dziadkami. Jedynie trochę z babcią, która mieszkała za granicą - wspomina prof. Włodzimierz Karaszewski. - Rodzice uczą i egzekwują przestrzeganie pewnych reguł, a dziadkowie mają przywilej rozpieszczania dzieci. Prezenty? Na ostatnie święta Dawid otrzymał ulubione przez siebie klocki Lego. Układa te najbardziej zaawansowane. Co roku prosi o nie w liście do św. Mikołaja. Młodszy dostał takie ludziki.... Zapomniałem nazwy. Do tego książki.

<!** reklama>O tym, że wnuki potrafią zaskoczyć, profesor UMK wie bardzo dobrze. - Na wiele zadawanych przez nich pytań trudno znaleźć zadowalającą odpowiedź - śmieje się prorektor. - Młodszy wnuczek nie ma żadnych oporów. Ostatnio podczas mszy św. dla dzieci ksiądz zadawał pytania. Tym razem na temat chrztu. Pytał dzieci, po co jest woda? Na co nasz Kacper wyciąga rękę do góry i bardzo ekspresyjnie daje znać, że on wie. Ksiądz go dostrzega i prosi o odpowiedź, a on na to: „Aby zlikwidować zarazki!” Ale takie są wszystkie dzieci na świecie.

Doktor Kazimierz Bryndal, niezwykle utytułowany, ale pozostający od niedawna na emeryturze toruński stomatolog, ma dwoje wnuków. Żartuje, że wszystko jednak jeszcze przed nim, ponieważ dwóch najmłodszych synów - Michał i Jakub - wciąż pozostaje jeszcze w stanie wolnym. Ze strony najstarszego syna Rafała, satyryka i dziennikarza, może pochwalić się 18-letnim Tymoteuszem. Z kolei ze strony Jacka, lidera Atrakcyjnego Kazimierza oraz basisty Kobranocki - 20-letnią (urodziny będzie obchodziła w poniedziałek) Dominiką.

- Nie rozpieszczam ich za bardzo, ale nie przestrzegam też zbytniej dyscypliny. Sami biorą zresztą dobry przykład ze swoich rodziców. I to najważniejsze. Podobnie jak moi synowie, żadne z nich nie zdecydowało się kontynuować tradycji lekarskiej. A może to i dobrze, że nie poszli w moje ślady? - zastanawia się stomatolog. - Tymoteusz zdaje w tym roku maturę i bardzo mocno ciągnie go w stronę sztuki teatralnej. Dominika studiuje iberystykę w Poznaniu. Doskonale włada językiem hiszpańskim.

Kazimierz Bryndal nie bez dumy opowiada, że wnuki zawsze przyjeżdżają na jego urodziny. - Wstyd się przyznać, ale czasami bardzo za nimi zatęsknię - mówi. - Przy każdej okazji wypytuję moich synów, jak się sprawują ich dzieci i jak sobie radzą. No i Jacek z Rafałem uspokajają, że wszystko w porządku. W poniedziałek Dominika ma 20. urodziny. Mam już dla niej przygotowany prezent.

O profesorze UMK Wiesławie Smużnym jego wnuk Franciszek Józef mówi „dziadek-złośnik”. Dlaczego? - Franciszek jest intrygują cą, żywą osobą. Bardzo ciekawą otaczającego go świata. Szybko przyswaja sobie wiedzę. Zna się na oceanach, powtarza naukowe nazwy chrząszczy... A później sprawdza mnie, zadając różne pytania - opowiada artysta plastyk. - Ma nade mną tę przewagę, że naoglądał się różnych albumów. Uwielbiam się z nim drażnić i zmieniać mu ten uporządkowany świat. Bardzo go to denerwuje, bo usilnie szuka prawdy.

Franciszek Józef ma 5,5 roku. Jest synem toruńskiego performera Dominika Smużnego. Profesor ma jeszcze jednego syna - Radosława, aktora Teatru Wiczy, który jest szczęśliwym ojcem rocznej Zosi Marii. - Zosia jest spokojna, ale równie ciekawska. Lubię ją obserwować trzymając na rękach. Jak robi miny, jak wybucha tę swoją dziecięcą energią - mówi prof. Smużny. - Dzieci są zawsze takie szczere, niezakłamane, trochę bezradne...

Wiesław Smużny przyznaje, że bycie dziadkiem sprawia mu olbrzymią radość. Przy wnukach otwiera się nowy, niedostępny do tej pory świat. - Nie ma żadnego paraliżu w stosunku do nich. Wychowałem dwóch synów i pamiętam, jaki byłem wtedy zestresowany, aby nic im się nie stało - mówi. - Dopiero teraz mam odpowiedni dystans opiekuńczy, który pozwala mi zajmować się wnukami w naturalny, spokojny sposób.

- Moja wnuczka Agnieszka? Ogromny, 3-letni skarb. Zakochany w niej jestem. Rozpieszczam. Ale w granicach rozsądku - zastrzega Szczepan Burak, dyrektor Wydziału Środowiska i Zieleni Urzędu Miasta. - Nie daję się zwariować nowomodzie. Kupuję dla niej przede wszystkim edukacyjne zabawki. Agnieszka nie lubi takich prostych rzeczy. Jak klocki Lego, to tylko takie, w których otwierają się np. drzwiczki. Wybieramy z żoną zabawki, które rozwijają i wnoszą coś nowego w jej życie.

3-letnia Agnieszka - jak zapewnia dyrektor Burak - to straszna gaduła. Kiedy jedzie na foteliku w samochodzie dziadka, rozmawiają o tym, co widać za oknem. - Kiedyś powiedziałem jej, że jak są czarne chmury, to możemy spodziewać się opadów. Natomiast przy jasnych chmurach padać nie będzie - opowiada. - Raz mnie czapnęła, gdy były białe chmury, a padał deszcz. Musiałem jej później tłumaczyć, że nie zmienia to pewnej zasady. A ona, że jak się nie sprawdza, to zasady nie ma.

- Mobilizuje mnie do czytania. kocha spacery... Proszę mi uwierzyć, że choć toruński Ogród Zoobotaniczny jest mi podporządkowany, to jeszcze nigdy nie spędziłem w nim tyle czasu, ile dzięki mojej wnuczce - twierdzi Szczepan Burak. - To jej ukochane miejsce w Toruniu. Podejrzewałem, że po pewnym czasie jej się znudzi, bo ile razy można przechodzić po tych samych alejkach, tą samą trasą? Ale nic z tego. Ona to lubi. Zajrzeć do koni, do Nufiego... Obejrzeć na mapie wszystkie żyjące na świecie niedźwiedzie. Cóż zrobić...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie