Bartek w tłusty czwartek

Redakcja
Ten wieczór zapamięta na wiele lat. Bohater spod skoczni Holmenkollen. Tam, w Oslo już po zawodach, miał swoje pięć minut. Co tam pięć! Dwadzieścia pięć! Celebrował je, przeciągał rozciągał... Trwaj chwilo! Jesteś piękna. I wyłącznie moja.

<!** Image 1 align=left alt="Image 167936" >Ten wieczór zapamięta na wiele lat. Bohater spod skoczni Holmenkollen. Tam, w Oslo już po zawodach, miał swoje pięć minut. Co tam pięć! Dwadzieścia pięć! Celebrował je, przeciągał rozciągał... Trwaj chwilo! Jesteś piękna. I wyłącznie moja.

Wiedział, że taka sytuacja nigdy się już nie powtórzy. Nikomu. Dokonywał więc przed kamerą cudów. Wiedział wszystko, a mnożył pytania. Słysząc hiobową wieść, starał się okazywać niedowierzanie przechodzące w trwogę i jednocześnie ukrywać dumę. Zawodową satysfakcję, od której aż pękał.

Bartosz Heller. Wysłannik TVP. Pierwszy dziennikarz - ba, pierwszy człowiek na planecie Ziemia - który zadając Małyszowi nurtujące wszystkich pytanie, uzyskał od mistrza oficjalną odpowiedź: 26 marca Orzeł ostatni raz wyleci i wyląduje już na stałe.

<!** reklama>

Jako się rzekło był czwartek (tłusty zresztą) 24 lutego. Bezgranicznie podniecony, galopujący Heller, reasumując telewidzom swój wywiad, co najmniej dwukrotnie oznajmił, że Małysz zakończył karierę. Tymczasem w sobotę na MŚ miał Adam wystartować w drużynie, a w marcu jeszcze w zawodach Pucharu Świata, w których broni 3. miejsca. Gdyby pan redaktor nie skupiał się wyłącznie na własnych pytaniach i na podgrzewaniu emocji, a choć trochę na odpowiedziach Małysza, usłyszałby, że Mistrz nie kończy, a jedynie zapowiada kres kariery. No, ale Pan Bartek - będąc tym pierwszym, tym niepowtarzalnym - chciał mieć bombę tu i teraz. Nie oparł się pokusie nadania słowom Małysza znaczenia epokowego, ostatecznego. Po tym wywiadzie świat nie miał być już taki sam.

Poświęcam tyle miejsca Hellerowi – nawet więcej niż samemu Małyszowi - bo dramatyczna poza reportera „nie wiem, co powiedzieć”, „wciąż nie mogę uwierzyć…”, itd., itp) była w tych dniach fragmentem większej całości. Media już pożegnały Mistrza, wystrzeliwując - jak się wydaje - całą amunicję. Podsumowały jego dokonania, napisały i powiedziały wszystko, opłakały go i...

I teraz ciekawe, co zrobią 26 marca, gdy Małysz naprawdę zakończy karierę? Ustawią pod Wielką Krokwią tysiące ludzi i wezwą do skandowania „Santo Subito”?

Jak pisał Gałczyński, wszystko już było. W 1938 roku po zdobyciu przez Włochów mistrzostwa świata, fani najlepszego wtedy piłkarza Italii - Silvio Pioli napisali do Watykanu wniosek o jego beatyfikację. Nie sądzę, by Małysz chciał czegoś podobnego.

W tym pożegnalnym patosie rozmywa się kwestia najważniejsza: wybór momentu zakończenia tej kariery. Mistrzowski. Z jeszcze jednym medalem Mistrzostw Świata. Małysz znów wygrał. Z Ahonenem, Jandą, Kuettelem, Schmittem. Jego rówieśnicy widać nie słuchali „Perfectu” - nie wiedzieli, kiedy ze sceny zejść. On owszem. Idealnie trafił w próg. I odleciał.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie