Bilans

Aleksander Nalaskowski

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/nalaskowski_aleksander.jpg" >Jednym z pierwszych symptomów zmian ponad 20 lat temu była likwidacja cenzury. Wówczas my, nasze pokolenie, a właściwie jakiś jego odsetek, dotkliwie odczuwaliśmy ostrze cenzorskiego ołówka. Po takiej kuracji w cenzurze projekt spektaklu wychodził zamieniony w bezsensowny bełkot. Bywało, że cenzor był życzliwy. Mówił: „Jeśli wykreślicie, że to wiersz Miłosza, to wam to puszczę”. Przypomnę Miłosz w PRL był zakazany, aż do Nagrody Nobla.

<!** reklama>No i przyszła upragniona wolność słowa. Centralny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk przy ul. Mysiej w Warszawie rozsypał się. Wraz z przyjaciółmi, my młodzi inteligenci mieliśmy niemal pewność, że teraz naród, a przynajmniej jego znacząca część, rzuci się na książki Czapskiego, Giedroycia czy zakazanych w Polsce Konwickiego, Brandysa, Barańczaka. Że poznański Teatr Ósmego Dnia bez przeszkód pokaże szerzej swoje arcydzieła i niekoniecznie w kościele. Pamiętamy przecież, że polski Kościół był enklawą, niszą wolności. W świątyniach odbywały się prelekcje, spektakle teatralne, projekcje zakazanych filmów czy wystawy. Odwaga proboszczów nie miała sobie równych i była nie do przecenienia. W ogromnej mierze kultura okresu stanu wojennego przetrwała dzięki Kościołowi.

No i stało się. Okowy cenzury, zakazów, kontroli, donosów ubeckich i opresji politycznej pękły. I już nie wróciły. Co zrobiliśmy z wolnością słowa?

Nie zamieniliśmy jej na wybitne i dotąd nieobecne dzieła. Wolność ubrała się w zachodnie, tandetne czasopisma pseudomłodzieżowe, zamieniła się w pornograficzne publikacje, w polską edycję niby artystycznego miesięcznika. Została rozmieniona na taką czy inną audycję telewizyjną, w której żartobliwie i z lekkością występuje ksiądz w koloratce z redaktorem naczelnym czołowego pisma erotycznego. Wolność zamieniła się w oferowany oficjalnie młodzieży światopogląd, który głosi, że do seksu potrzebna jest wyłącznie prezerwatywa, aby nie było niechcianych dzieci i zakaźnych chorób. Miłość, sakrament, poczucie więzi...? Niepotrzebne! Wszak nie chronią przed HIV. A wstrzemięźliwość? A po co? Szkoda życia. Carpe diem. Dobrnęliśmy więc do czasów, że można wszystko opublikować, aby niczego nie czytać. Fora internetowe nie stały się miejscem publicznej debaty lecz bagnem, w którym anonimowi wszyscy obrzucają łajnem anonimowych wszystkich.

Podobno z filmu „Jak zostać królem” wycięto w USA scenę, w której król klnie jak szewc. Wycięto, aby film mogli oglądać małoletni widzowie. Gdyby to u nas zastosować, to młodzież nie zobaczyłaby większości filmów i wielu spektakli.

Widzę, ale nie tylko przecież ja, że dar wolności słowa zmarnowaliśmy. Zrobiliśmy to perfekcyjnie i do końca. I tak jest lepiej?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie