Do Grudziądza przyjeżdża rosyjski gigant

Karol Piernicki
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Grudziądzcy pingpongiści w dwóch kolejnych spotkaniach superligi odnieśli zwycięstwa za trzy punkty. Ale w obu mocno się męczyli.

We wtorkowy wieczór ograli 3:1 w Bydgoszczy beniaminka - tamtejszą Zooleszcz Gwiazdę. Pojedynek trwał przeszło trzy godziny.

- Mogliśmy skończyć to w trzech grach. Bartosz Such prowadził 2:1 i w czwartym secie 9:8. Był więc dwie piłki od wygranej, ale mu się nie udało - żałował Piotr Szafranek, trener ASTS Olimpii-Unii.

Zaledwie dzień później grudziądzanie podejmowali w zaległym spotkaniu SPAR Extramarket AZS Politechnikę Rzeszów. Także i tutaj triumfowali 3:1, lecz ze zwycięstwa mogli cieszyć się dopiero po 2,5 godzinie. Zaczęło się planowo od wygranej Wang Yanga nad Tomaszem Lewandowskim. Potem do stołu podeszli starzy znajomi.

Mateusz Gołębiowski grał szybciej od Bartosza Sucha, który popełniał za dużo prostych błędów, i doprowadził do remisu.
Partia trzecia rozgrzała publiczność. Młodziutki Patryk Zatówka przegrywał już 0:2 i 8:10 w trzecim secie z niskim i niezwykle szybkim Amalrajem Anthonym. Ostatecznie po heroicznym boju odwrócił losy meczu i pokonał Hindusa 3:2.

- Uratował nam tym skórę - przyznał trener Szafranek, który jednocześnie potwierdził, że w przypadku niepowodzenia Patryka na ostatnią grę desygnowałby oszczędzanego przed potyczkami Ligi Mistrzów lidera Yoshideę Kaii.

- Cały czas się rozgrzewał, był w ruchu, ale dobrze, że nie musiał podchodzić do stołu. Z kolei wygrana Patryka przy remisie z tak utytułowanym graczem to duża sprawa. Da mu jeszcze większego kopa - dodał szkoleniowiec ASTS Olimpii-Unii.

Na koniec formalności dopełnił niepokonany w polskiej superlidze Yang, który łatwo ograł Gołębiowskiego. Ten ostatni nie był w stanie regularnie radzić sobie z rotacyjnymi piłkami granymi przez grudziądzkiego defensora i często się mylił.
Ojcem kolejnej wygranej wicemistrzów Polski za pełną pulę był najmłodszy w ekipie Zatówka.

- Zadecydowała psychika - stwierdził młody pingpongista. - Rywal przy trzech meczbolach dwa razy nie odebrał serwisu. Nie poddałem się do końca. Nie za bardzo pasuje mi granie z takimi szybkimi przeciwnikami, bo jestem wyższy. Ale udowodniłem, że i z takim stylem można skutecznie rywalizować. Bardzo mnie to cieszy.

Grudziądzanie nie mają czasu na odpoczynek. Już dziś zmierzą się w czwartej serii gier elitarnej Ligi Mistrzów, a w niedzielę w piątej. Oba spotkania rozegrają we własnej hali (szczegóły w ramce). Dzisiaj większych szans na triumf nie ma, bo rywale to prawdziwa drużyna marzeń. W składzie mają absolutnie czołowych pingpongistów świata - Dmitrija Ovtcharova i Vladimira Samsonova.

- Nie mamy nic do stracenia - podkreśla Piotr Szafranek. - Postaramy się stworzyć fajne widowisko. Co uda nam się ugrać, to nasze. Z porażki nikt tragedii robić nie będzie. Musimy natomiast mocno skoncentrować się na niedzielę, żeby przypieczętować swoje trzecie miejsce w grupie.

Gospodarze zapowiadają występy w najsilniejszym składzie. Jeśli po raz drugi w sezonie odprawią z kwitkiem Duńczyków, zapewnią sobie udział w pucharze ETTU.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie