Epilog i wstyd po wyroku sądu

Redakcja
Pod koniec lutego tego roku w swoim cyklicznym felietonie zatytułowanym „Bezradność pedagogiczna” napisałem o dziecku z ADHD z „zerówki”, z którego szkoła (właśnie pedagogicznie bezradna) próbowała zrobić bandziora, małego łobuza, któremu żadne terapie możliwe do stosowania przez nauczycieli ani zakazy nie pomogą.

Pod koniec lutego tego roku w swoim cyklicznym felietonie zatytułowanym „Bezradność pedagogiczna” napisałem o dziecku z ADHD z „zerówki”, z którego szkoła (właśnie pedagogicznie bezradna) próbowała zrobić bandziora, małego łobuza, któremu żadne terapie możliwe do stosowania przez nauczycieli ani zakazy nie pomogą.

<!** Image 2 align=right alt="Image 172026" >Nie mogąc rodziców zmusić do zabrania dziecka ze szkoły (tak najprościej rozwiązuje się problemy wychowawcze, a jak skutecznie!), sprawę skierowano do kilku instytucji, które relegowanie chłopca miały ostatecznie załatwić. Był to m.in. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie, a gdy ten nie zauważył w domu chłopca niczego nagannego, sprawę skierowano do sądu rodzinnego.

Całą tę historię opisałem, pokazując, widać szkole nieobcy, mechanizm zaszczucia dziecka, a właściwie jego rodziców. Reakcja była natychmiastowa. W anonimowych komentarzach do felietonu w zasadzie nie było dyskusji o problemie, lecz główny nurt stanowił osąd autora tekstu. Pod moim adresem skierowano obrzydliwe inwektywy, obrażano mnie, zarzucano korupcję, a nawet... nieformalny związek z matką dziecka. Tutaj znalazło swoje potwierdzenie powiedzenie Stanisława Lema „póki nie miałem internetu, nie miałem pojęcia, że na świecie jest tylu idiotów”. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich autorów komentarzy, ale niestety lwiej części. Niemal mnie to nie zdziwiło. Żyjemy w kraju, w którym wieloletni dorobek zawodowy, naukowy, artystyczny czy aktywność pro publico bono są za nic, gdy tylko komputerowy menel ma dostęp do Internetu i zagwarantowaną anonimowość. A jeszcze gazeta to opublikuje.

Ponieważ na rynsztokowe komentarze nie odpowiadałem, to rodzice uczniów z klasy „łobuza” napisali list do „Nowości”, opisując swój punkt widzenia i w zasadzie odpowiadając na pytanie „dlaczego nie możemy ścierpieć dziecka i jego rodziców”. List w zasadzie pozbawiony był argumentów, a jedynie opierał się na zasadzie: mamy rację, bo& mamy rację. Oczywiście jego autorzy nie omieszkali „przyłożyć” autorowi felietonu. Indagowany przez redakcję odpowiedziałem jedynie, że w felietonie nie pada ani nazwa, ani numer, ani lokalizacja szkoły, ani żadne nazwisko czy chociażby imię. A „renomę” szkoły zepsuli sami komentatorzy z forum i autorzy listu do „Nowości”, podając jej nazwę czy numer.

<!** reklama>Problem usunięcia chłopca ze szkoły stał się dla rodziców z tej klasy kwestią ambicji, swoistym sportem, a zaszczucie i próba upodlenia jego rodziców nie miały sobie równych. To wszystko działo się niejako pod skrzydłami placówki. Dawno nie słyszałem o tak konsekwentnym zwarciu szeregów przez jakichkolwiek rodziców z jakiejkolwiek szkoły.

Ale ile mogą wytrzymać rodzice sześciolatka na ich oczach sekowanego i upokarzanego. Wyrzucanego za drzwi (tego nie wolno robić!) i ustawicznie oskarżanego o łobuzowanie? Zmuszeni, a właściwie zdeptani, przenieśli dziecko do innej szkoły. I tak się sprawa zamknęła.

Ale nie do końca.

Przypominam, że dyrekcja szkoły sprawę zgłosiła do sądu rodzinnego. Postępowanie odbyło się. Z sentencji wyroku wynika, że dyrekcja popisała się niekompetencją, w ogóle zgłaszając tę sprawę do sądu. Czytamy bowiem: „Sytuacja konfliktowa, do której doszło pomiędzy uczestnikami postępowania a dyrekcją szkoły, do której małoletni uprzednio uczęszczał - bez rozstrzygania o jej przyczynach i zasadności racji obu stron - nie może stanowić podstawy do ingerencji sądu rodzinnego w sferę władzy rodzicielskiej nad ich małoletnim synem, albowiem przeprowadzone w niniejszej sprawie postępowanie dowodowe nie dostarczyło żadnych podstaw ku temu, aby uznać, że dobro małoletniego wymaga zarządzeń opiekuńczych”. A właśnie o to zabiegała szkoła, której dopiero sąd musiał wykazać brak kompetencji, bo Nalaskowski ze swoją podejrzaną profesurą to za mało. Dyrekcji szkoły radzę, aby następnym razem, zanim pobiegnie do sądu ze skargą na woźnego sprawę skonsultowała z zaprzyjaźnionym prawnikiem. Jak widać, warto.

W tym samym dokumencie znajdujemy jeszcze jedno stwierdzenie sformułowane przez sąd rodzinny. Otóż /-/ „rodzice dziecka uzyskali informację z Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy o zasadności złożonej przez nich skargi w części dotyczącej braku realizacji przez szkołę do dnia 28 października 2010 roku zaleceń wynikających z opinii Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Toruniu”. Dziwnym zbiegiem okoliczności przykrości i skargi na chłopca zaczęły się coraz intensywniej pojawiać właśnie począwszy od listopada. Wszak rodzice dziecka popełnili paskudny i niedopuszczalny błąd: zgłosili do Kuratorium, że szkoła nie realizuje przygotowanego i zalecanego przez fachowców programu, co jest z ewidentną szkodą dla malca. Kuratorium, jak solidny przedwojenny urząd, rozpoznało sprawę i przyznało rodzicom „łobuza” rację. No to szkoła pokazała skarżypytom, gdzie raki zimują... Czujecie Państwo ten zapaszek odwetu?

W obecnej szkole dziecka jego rodzice jakoś skarg nie słyszą. Chłopak jest szczęśliwy, bo akceptowany. Nikt go za drzwi nie wyrzuca, a jego rodziców nie podaje do sądu rodzinnego.

Tylko dlaczego, aby było normalnie, najpierw musiało być tak nienormalnie?

Bycie nauczycielem coraz częściej oprócz wiedzy pedagogicznej, praktyki i dyplomu wymaga również odwagi. Wiem co znaczy trud nauczycielski, wiem co mogą oznaczać kłopoty wychowawcze, wiem także, że jest to praca wciąż zbyt mało szanowana. Ale czasami trzeba, wbrew wszystkiemu, być jeszcze herosem, mieć odwagę przeciwstawić się złym pomysłom dyrekcji czy żądnej igrzysk jakiejś grupie rodziców. Mam wrażenie, że ta szkoła dała się wrobić w akcję, której sama nie chciała. Mając w ręce kilka atutów pedagogicznych nie wykorzystała żadnego z nich. Sentencja wyroku sądu rodzinnego jest de facto pouczeniem pedagogów przez prawnika. To jedno zdanie przynosi szkole wstyd. Trudno. Tak się płaci za błędy.

A tekst niniejszy dedykuję wszystkim, którzy w imię swoich racji tak skutecznie upokorzyli sześciolatka i jego rodziców.

Aleksander Nalaskowski

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
homopig

Felieton powinien cechować się lekkością, przekorą, "krotochwilstwem". Natomiast A.Nal. przekształcił to miejsce w gazecie w kolejną okazję do wylewania trawiącej go żółci, wysyłania inwektyw, obrażania innych. Jakże pedagogiczne działanie profesora-inkwizytora !

h
homopig

Nie o sprawie będącej przedmiotem felietonu. Czy rzeczywiście jest to jeszcze felieton, która to forma powinna charakteryzować się lekkością, zaczepnością, "krotochwilstwem"...A tu... sączy się żółć, zajadłość, smart-assism (ang.). Nie, to nie jest głos pedagoga, chyba że profesora pedagogiki - wśród tej grupy osób aż się roi od niepedagogów.

g
gustaw0

Drogi Panie - nie powiem profesorze gdyż nieznajomość całości sprawy, niekompetencja, obrażanie ludzi, szkoły, Dyrekcji skreśla Pana tytuł w moich oczach. Nie życzę sobie nazywania mnie ,,menelem internetowym". Menel cytuję wg słownika to,, osoba z marginesu społecznego budząca lęk lub odrazę swoim zachowaniem i niechlujnym wyglądem". Gwarantuję Panu, iż żadnego z w/w epitetów nie spełniam. Alkoholikiem wg innego słownika również nie jestem. Natomiast prawo do wyrażenia tak jak Pan swojej opinii mam.Ponadto osiągnięty przez Pana tytuł zobowiązuje do kultury słowa. Otóż proszę przeczytać ze zrozumieniem komentarze pod Pana wcześniejszym artykułem. Większość z nich dotyczy:
- braku znajomości przez Pana sprawy w całości,
- braku współpracy rodziców jak Pan pisze ,,łobuza" ze szkołą,
- ponadto wytknięto Panu, iż raz dopuszcza Pan ADHD, innym razem stwierdza Pan, iż nie ma ADHD tylko jest złe wychowanie.
Pisząc swój artykuł ,,Bezradność pedagogiczna" nie pofatygował się Pan do szkoły w celu poznania prawdy.I to zostało wytknięte. Nie interesuje mnie i zapewne innych jakie ma Pan formalne czy nieformalne kontakty z matką lecz faktem jest, iż pracujecie w jednej instytucji. I to też Panu wytknięto.
Pisze Pan, iż obecnie jest dobrze. Proszę się dowiedzieć i zastanowić dlaczego. Chociaż nie sadzę, iż odpowiednie osoby - rodzice powiedzą Panu prawdę. Musiało zadziać się aż tak wiele, iż zrozumieli co należy zrobić. I super - gdyż w końcu pomogli własnemu dziecku - a o to przecież chodziło.
Ma obecnie kolegów, koleżanki, które go lubią gdyż są przez niego szanowane i nie bite. A tego nie było w poprzednich placówkach. Z tego co wiadomo szczęśliwy był tylko cytuję za Panem ,, łobuz" - inne dzieci bite, kopane. Podsumowując - poprzednia placówka, której wytyka Pan niekompetencję okazała się stosując właściwe, zgodne z prawem działania - najlepszym lekarzem dla rodziców i dziecka.

Dodaj ogłoszenie