Gdy pusta Brda do pustej Wisły wpada

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
Przez nasz region przebiegał niegdyś ważny szlak handlowy z Berlina do Królewca. Kanałem Bydgoskim, Brdą i Wisłą sunęły barka za barką, roiło się od statków wycieczkowych. Dziś to odległa przeszłość. Zapomniana bezpowrotnie?

Przez nasz region przebiegał niegdyś ważny szlak handlowy z Berlina do Królewca. Kanałem Bydgoskim, Brdą i Wisłą sunęły barka za barką, roiło się od statków wycieczkowych. Dziś to odległa przeszłość. Zapomniana bezpowrotnie?

<!** Image 2 align=right alt="Image 79841" sub="11-metrowej długości jacht „Baser 1000” przeszedł już pierwsze próby na wodach Sprewy i berlińskich kanałów. Teraz czeka w przystani w Fürstenwalde na przyjazd Polaków ze stowarzyszenia „Europejskie Szlaki Wodne”, któremu został wyczarterowany na 5 lat. W pierwszy, dziewiczy rejs z pełną załogą wyruszy 30 kwietnia. ">Wisła, Brda, Wda, Drwęca. Rzeki i kanały, jak choćby Bydgoski, w Kujawsko-Pomorskiem, podobnie jak w całej Polsce, są puste. Wieloletnie zaniedbania doprowadziły do całkowitego upadku ruchu towarowego i pasażerskiego.

Wystarczy jednak przekroczyć naszą zachodnią granicę, by zobaczyć zupełnie inny „wodny świat”. W nadrzecznych miasteczkach powstają przystanie i mariny, przemysł szkutniczy przeżywa hossę, bo coraz więcej ludzi oprócz samochodu pragnie mieć własny jacht. Niemal wszędzie można wynająć stateczek do „powłóczenia się” po wodnych szlakach. Luksusowe wycieczkowce zabierają tłumy chętnych na wczasy na pokładzie.

W Polsce turystyka wodna jest w powijakach. Pojedyncze rejsy organizowane przez lokalne samorządy, jak niedawny z Berlina przez Bydgoszcz do Kaliningradu, wiosny nie czynią. Może uda się to zmienić Ryszardowi Należytemu, prezesowi niedawno powstałego stowarzyszenia „Europejskie Szlaki Wodne”?

<!** reklama>Należyty pływa już ponad 40 lat. Jachtem po morzach i kajakiem po rzekach. Z żeglarstwem zetknął się jeszcze przy okazji budowy pierwszego „Eurosa” w bydgoskich Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w latach 60. W PRL-u prowadził też spływy dla tzw. junaków z OHP, potem już działał na własną rękę. Był, m.in., redaktorem naczelnym kolejno dwóch pism „Wodny Świat” i „Wodomaniak”.

Pasja podróżowania po rzekach i kanałach nie opuściła go do dziś.

Unijne zbawienie?

- Ktoś mi podpowiedział: teraz możesz założyć stworzyszenie i wystąpić o dotacje unijne - wspomina Należyty. - Uchwyciłem się tej myśli. To musi być trendy. W samym Berlinie w centrum miasta jest chyba ze 30 wodnych parkingów, gdzie można przycumować, wyjść i pozwiedzać. Jachtów w tym mieście jest zarejestrowanych 130 tys. Podobnie jest we Francji i Holandii, tam też wody śródlądowe tętnią życiem, zainteresowanych pływaniem i żeglowaniem jest mnóstwo, często słyszałem, że chcieliby zwiedzać Polskę.

Do wspólnego działania przekonał znajomych sprzed lat, podobnych jemu pasjonatów. W 2007 r. stowarzyszenie zostało zarejestrowane. Ponawiązywał liczne umowy partnerskie, z różnego typu organizacjami, z lokalnymi samorządami. Nauczył się pisać wnioski o unijne dotacje. Pisał, pisał, pisał. Teraz czeka na rezultaty, pełen nadziei.

- Z Europejskiego Funduszu Społecznego powinniśmy otrzymać środki na rehabilitację i wyrównywanie szans dla osób niepełnosprawnych i po 50. roku życia poprzez rejsy, szkolenia dla pilotów, dla informatorów turystycznych, dla przewodników po europejskich szlakach wodnych - mówi Należyty. - Tego typu działania UE finansuje stu procentach, bo są one priorytetowe.

Ale Ryszard Należyty nie czeka bezczynnie. Jednym z partnerów pozyskanych przez stowarzyszenie „Europejskie Szlaki Wodne” jest niemiecka firma Baser Gmbh, producent dużych konstrukcji. Niejako przy okazji zajmuje się też budową małych jachtów. Ostatnio ukończył zupełnie nowy model „Baser 1000” przeznaczony dla osób niepełnosprawnych. To 11-metrowy jacht motorowy z 3 kabinami, sanitariatami, kuchnią, salonikiem, elektroniką niezbędną do nawigacji.

Zła polska sława

- Udało nam się z Niemcami porozumieć - cieszy się Jarosław Janczewski, działacz stowarzyszenia. - Wyczarterowali nam ten jacht na pięć lat. Ich interes? Reklama dla producenta. Niemcy spieszą się, bo coraz więcej firm z kraju naszych zachodnich sasiadów przymierza się, by zainwestować w polskie szlaki wodne. Najbardziej im zależy na szlaku od granicy do Wisły i dalej do Zalewu Wiślanego. Na razie jednak boją się ruszyć w nieznane, bo sława polskich złodziei samochodów działała i tutaj. Większość nadal twierdzi: nie popłynę do Polski jachtem, bo mi go tam ukradną.

28 kwietnia Należyty i Janczewski odbiorą statek w Fürstenwalde. Dwa dni później „Baser 1000” wyruszy w swój pierwszy rejs. Do końca sierpnia będzie pływał od Niemiec aż do Mierzei Wiślanej. Przez Bydgoszcz, dwukrotnie przez Toruń i Włocławek, także Chełmno i Grudziądz.

Taki, a nie inny program kursów na lato związany jest z udziałem jachtu w XXX jubileuszowym rejsie żeglarskim WP i PTTK „Wisła 2008”. Będą to rejsy odpłatne, żeby stateczek się utrzymał, otwarte dla wszystkich, ale pierwszeństwo przewiduje się dla członków stowarzyszenia, przyjaciół, partnerów, sponsorów. Powrót do Bydgoszczy przewidywany jest na koniec sierpnia. Działacze „Europejskich Szlaków Wodnych” liczą, że we wrześniu będą już mogli realizować program unijny i wówczas jacht ruszy z beneficjantami programów na Zachód. Wybrali trasę przez Niemcy i Francję do Marsylii, tam spędzą zimę, a na wiosnę ruszą Dunajem do Morza Czarnego.

Co 10 dni będzie wymieniać się grupa szkolonych jednorazowo 7 osób. Na 10-osobowowym jachcie będą jeszcze instruktor, kapitan i członek załogi. Uczestnicy szkolenia, pochodzący z całego naszego województwa, będą podróżować całkowicie bezpłatnie, łącznie z dowozem.

- A jak się nie uda „załapać” na unijne pieniądze? - Należyty długo się nie zastanawia. - Robimy grafik rejsów, płyniemy na Zachód i sprzedajemy miejsca. Wbrew pozorom 1500 złotych za 10 dni to nie jest dużo. Nawet docierają do nas takie sygnały, że są zakłady gotowe opłacać rejsy z funduszu socjalnego, bo to nowa atrakcja, coś innego niż typowe plażowanie.

Mali na tak, więksi ostrożni

Niezależnie od tego, czy stowarzyszeniu się uda, widać już w Polsce pierwsze oznaki zainteresowania turystyką wodną. Małe miasta próbują inwestować w żeglugę, widząc w niej szanse na promocję. Większe są na razie bardziej oporne.

- Jako pierwsze miasto w naszym regionie marinę wybuduje Nakło - zauważa Ryszard Należyty. - Burmistrz Świecia zainteresowany jest takim obiektem przy ujściu Wdy. Plany przewidują ich budowę na Wiśle w Grudziądzu, Gniewie, Białej Górze, Malborku, Elblągu i na Zalewie Wiślanym. W stronę zachodnią - w Ujściu, Czarnkowie, Gorzowie, Kostrzyniu i Santoku.

A Bydgoszcz? Miasto, które wyrosło dzięki szlakowi wodnemu, miasto z ogromnymi tradycjami, z unikalnym starym kanałem, o którego powrocie do życia mówi się od lat?

- Rozmawiamy z Urzędem Miasta o budowie mariny z prawdziwego zdarzenia w Fordonie blisko mostu na Wiśle - mówi Należyty. - Jeśli doszłoby to do skutku, zbudowaliby ją Niemcy, bo koszt jest ogromny. To powinna być euromarina z miejscem na 50 jachtów i pełną infrastrukturą, polem namiotowym, prądem, bieżąca wodą, prysznicami, sanitariatami, miejscem do zrzutu odpadów, pralnią z suszarnią itp. Wszystko, oczywiście, pod stałym, ścisłym dozorem. Jeśli się nie uda, w grę wchodzi teren Ligi Obrony Kraju przy Wyszogrodzkiej - tam moglibyśmy już inwestować od wiosny. Chcemy mieć jedną marinę na Wiśle, jedną w Brdyujściu, na Okolu już jest w budowie. I koniecznie kilka przystani w centrum miasta. W Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie