Internet, spotkania i gazetki "žna wybory"

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Rozmowa z Jarosławem Nadolskim, specjalistą Public Relations o tym, jaka będzie kampania wyborcza do parlamentu.

Rozmowa z Jarosławem Nadolskim, specjalistą Public Relations o tym, jaka będzie kampania wyborcza do parlamentu.

<!** Image 2 align=right alt="Image 174951" sub="Jarosław Nadolski / Fot. Adam Zakrzewski">9 października wybory parlamentarne, przed nami kampania. Inna niż poprzednie, bo bez spotów i billboardów. Jaka będzie?

- Internet będzie najważniejszym kanałem komunikacji. Zwykła strona internetowa kandydata to już absolutny wymóg. Im lepiej zbudowana pod względem komunikacyjnym, tym więcej korzyści dla polityka. Dobrze, gdy strona nie jest tylko pocztówką, wizytówką pod tytułem „Jan Kowalski, mój program i numer na liście”, ale stwarza możliwość komunikacji.

W jaki sposób?

Choćby przez możliwość zapisania się na newsletter. Zwolennik czy niezdecydowany chciałby się dowiedzieć, co kandydat proponuje. W przysyłanym co kilka dni newsletterze dostaje kolejne dawki informacji. Dalej - forum, blog, miniblog, fotoblog. To wszystko daje możliwość komunikacji on-line.

Portale społecznościowe?

<!** reklama>Oczywiście! Facebook, Twitter i odniesienia do nich na stronie kandydata to staje się prawie normą. Do tego wszystkie, fajne gadżety elektroniczne. Kiedyś były to tapety, wygaszacze ekranu. Można to jeszcze stosować, ale jeszcze bardziej na topie są gry. Przypomnijmy tu chociaż kampanię Grzegorza Karpińskiego i grę „Zablokuj PiS”, która zrobiła furorę. No, a poseł - świetny wynik. Wykorzystać można też you tube, umieszczając tam filmiki. Wszystkie te narzędzia mogą być szansą dla kandydata. Pod warunkiem, że walczy o elektorat, który się nim posługuje.

Jak dziś nakreślić jego granice?

Badania mówią, że w Polsce to w głównej mierze osoby do 50 roku życia. Jeśli kandydat bazuje na elektoracie starszym lub zamieszkałym na wsi, Internet nie będzie mu tak przydatny. Młody rolnik ma dostęp do sieci, ale już jego ojciec korzysta z niej sporadycznie.

Jak kandydaci będą docierać do tych grup?

W bezpośrednich kontaktach.

Będzie więcej pikników i eventów?

Byłbym z nimi ostrożny, bo pociągają za sobą duży wysiłek organizacyjny i finansowy. Do tego istnieje niebezpieczeństwo, ze frekwencja będzie słaba, albo pojawią się zadymiarze. To dosyć niebezpieczne narzędzie w kampanii. Korzystniej jest dołączyć się do jakiegoś wydarzenia plenerowego. Rozstawić swoje „stoisko” z ulotkami, gadżetami. Przy takich okazjach wiele zależy od komunikatywności kandydata. Od tego, czy potrafi z ludźmi rozmawiać, czy potrafi słuchać.

Im więcej uścisków dłoni, tym więcej głosów?

To stara amerykańska zasada, z której zapewne będą starali się w kampanii skorzystać ci, którzy są do tyłu z najnowszymi technologiami. Tyle, że ona już nie daje spektakularnych rezultatów. Po prostu, ludzie wcale nie chcą już tak się ściskać ze wszystkimi.

To może „od drzwi do drzwi”?

Też niekoniecznie. Wygra tzw. osobisty marketing: namawianie do spotkań i dyskusji z sąsiadem, listy, telefony, osobiste spotkania w terenie. Zyska też prasa. Myślę, że wielu kandydatów zdecyduje się wydawać w okresie kampanii własną gazetkę.

Oby nie w formie laurki...

Właśnie. Gazetka „na wybory” przyda się, jeśli będzie naprawdę interesująca. I jeśli kandydat znajdzie odpowiednie kanały jej dystrybucji. Wkładanie pisemka do skrzynek pocztowych, przy zalewie reklamowej makulatury, nie zda egzaminu.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie