Jestem przeciwnikiem pisania testów

Przemysław Łuczak
Rozmowa z dr. hab. Piotrem Petrykowskim, prof. UMK, prodziekanem Wydziału Nauk Pedagogicznych.

Rozmowa z dr. hab. Piotrem Petrykowskim, prof. UMK, prodziekanem Wydziału Nauk Pedagogicznych.

Uczniowie, piszący wczoraj humanistyczną część testu gimnazjalnego, narzekali, że musieli napisać charakterystykę wybranego bohatera „Syzyfowych prac” lub „Kamieni na szaniec”. Pierwszej z tych książek w ogóle nie przerabiali, a drugą bardzo dawno. W dodatku w poprzednich latach mieli do dyspozycji fragmenty książek, teraz tylko to, co mieli w głowach. Ich żal był słuszny?

<!** reklama>Mogę odpowiedzieć na to pytanie z zastrzeżeniem - jeżeli tak rzeczywiście było, bo nie znam testu. Nie wiem też, czy te książki były przerabiane w szkołach w całości czy fragmentarycznie. Ponieważ test - jeżeli już musi być taka forma sprawdzenia wiedzy - jest swego rodzaju podsumowaniem 3-letniego cyklu kształcenia, cały program może być podstawą do zadania pytania na jakikolwiek temat. To narzekanie może więc nie mieć uzasadnienia.

Czego możemy dowiedzieć się o gimnazjaliście mając przed sobą napisany przez niego test?

Żadnej szczególnej i nowej wiedzy o uczniu nie zdobędziemy na tej podstawie. Prócz tego, czy i w jakim stopniu nauczyciel zrealizował program nauczania, a uczeń go zapamiętał. Jestem przeciwnikiem testów. Wiadomo przecież, co na takim teście może się zdarzyć - psycholodzy dobrze to opisują. Ponadto w naszej rzeczywistości - porównując do innych krajów - dopiero raczkujemy jeśli chodzi o standaryzację testów. Rozbieżność pomiędzy programami a testami jest często zbyt duża. Czasem można odnieść wrażenie, że autor testu nie ma większego pojęcia o szkolnym programie.

Jeżeli nie testy, to co?

Być może nie powinien to być egzamin pisemny, tylko podsumowanie 3-letniej obserwacji ucznia w formie oceny opisowej. Mamy przecież oceny semestralne i roczne. Nie chodzi przecież tylko o sprawdzenie, w jakim stopniu opanował on program gimnazjum, lecz o to, czy jest już na tyle dojrzały, żeby przejść do kolejnego, wyższego etapu kształcenia. Tego nie da się zmierzyć, zważyć ani policzyć. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z sytuacją, że dziecko przestaje być dzieckiem, staje się młodą dziewczyną lub młodzieńcem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie