Jezus Maria Peszek

Paulina Błaszkiewicz

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Jezus Maria Peszek
Rozmowa z MARIĄ PESZEK, wokalistką, autorką tekstów i aktorką.
Jezus Maria Peszek


Rozmowa z MARIĄ PESZEK, wokalistką, autorką tekstów i aktorką.


Od wydania płyty „Jezus Maria Peszek” minął rok. Mówi się, że trzecia płyta pokazuje całą prawdę o artyście. W Pani przypadku też tak jest?


„Jezus Maria Peszek” jest moją najdojrzalszą i najbardziej samodzielną płytą. Poza tym, że pisałam teksty i dużo komponowałam, to również byłam współproducentką tego albumu. Jest na nim dużo tego, co wcześniej chciałam zrobić, ale moje poprzednie płyty w dużym stopniu zależały od producentów, z którymi współpracowałam. Tak było przy „miasto manii” i „marii Awarii”. Płyta „Jezus Maria Peszek” jest taka najbardziej moja. Czy moja ostatnia płyta jest jednak całą prawdą o Marii Peszek? Chyba nie. Wydaje mi się, że taki pełny obraz dają trzy moje płyty. Nie żałuję niczego, co do tej pory zrobiłam.


Pamiętam koncert, na którym pożegnała się Pani z „marią Awarią”. W trakcie koncertów promujących ostatnią płytę jednak wraca Pani do tych piosenek. Monika Brodka, kiedy nagrała „Grandę”, odcięła się od swoich poprzednich płyt...


To prawda, ale w przypadku Moniki to była zupełnie inna sytuacja. Myślę, że zrobiłabym podobnie. To było odważne i jednocześnie najlepsze wyjście. Ze mną było inaczej. Byłam dużo starszą osobą, gdy zaczynałam śpiewać i doskonale wiedziałam, kim jestem i czego chcę, więc te trzy płyty to tryptyk, który kończy się na płycie „Jezus Maria Peszek”. Ten tryptyk jest bardzo osobisty, mocno związany z moim światopoglądem i z tym, kim jestem. Te trzy płyty pokazują moją drogę. Wydaje mi się, że powiedzenie: „Trzecia płyta to cała prawda o artyście” dotyczy pewnego rodzaju jakości. Trzecia płyta może być momentem przełomowym, o ile dwie wcześniejsze płyty odniosły sukces! Wtedy można mieć większy luz i pozwolić sobie na więcej. Tak naprawdę nie trzeba już niczego udowadniać, nie trzeba martwić się za bardzo o to, czy to się sprzeda, czy nie.


Naprawdę nie miała Pani żadnych obaw decydując się na wydanie w naszym kraju takiej płyty jak „Jezus Maria Peszek”? Mówienie wprost o pewnych sprawach nie jest w Polsce pożądane...


Jeżeli szczerość jest postrzegana jak skandal, to jest bardzo źle. „Jezus Maria Peszek” jest dobrą płytą, a nasz zespół gra dobre koncerty. Nie ma sensu doszukiwać się drugiego dna. To jakość, która się broni, a ja nie mam problemu, żeby mówić o tym otwarcie, co pewnie drażni wiele osób. Ludzi drażni moja otwartość i nazywanie rzeczy po imieniu. Nie ma tu jednak żadnego skandalu i drażnienia dla samego drażnienia.

To jest totalna szczerość, a jeśli powoduje napięcie, to znaczy, że coś jest nie tak, że jest źle. Ja jednak nie mogę się tym przejmować. „Jezus Maria Peszek” jest płytą bardzo osobistą, ale ja zawsze podkreślam, że to są moje poglądy, wyłącznie poglądy Marii Peszek, a nie opinie, które narzucam komukolwiek. Okazuje się, że to, co myślę, jest też bardzo ważne dla wielu ludzi i to mi daje wielką radość. Od czasu premiery mojej ostatniej płyty daliśmy z zespołem ponad sześćdziesiąt koncertów i wszystkie były zagrane, powiedziałabym, po bożemu.

To były występy biletowane. Ludzie decydowali, czy chcą przyjść, czy nie. Wszelkie inne sytuacje wiążące się z ocenianiem, kwalifikowaniem tej płyty albo obstawianiem, czy ona dostanie nagrody, nie mają już dla mnie takiego znaczenia. Dostałam już wiele nagród i mam do tego duży luz, ale ta płyta „Jezus Maria Peszek” jest rekordzistką, jeśli chodzi o nominacje do nagród i nieotrzymanie żadnej z nich.


W tym roku miała Pani chyba najwięcej nominacji do najważniejszej polskiej muzycznej nagrody, jaką jest Fryderyk. Trudno uwierzyć w to, że w ogóle Pani na tej nagrodzie nie zależało.


Ależ oczywiście, że mi zależało. Każdy potrzebuje docenienia, ale statuetka to nie wszystko. Dużo większe znaczenie ma dla mnie to, że na moje koncerty przychodzą ludzie, którzy znają i śpiewają moje piosenki. A wracając do nagród, to myślę, że trzeba mieć jaja, żeby nagrodzić taki album. Tej płyty nie można pominąć, bo ona jest bardzo wyrazista. Może się komuś bardzo nie podobać, ale nie można jej nie dostrzec. Dać nagrodę takiej płycie znaczy dla mnie to samo, co powiedzieć: „Tak, ja myślę podobnie” albo „Też mi się to podoba”. A to wymaga pewnej odwagi. Nigdy mnie to w żadnym punkcie nie dotknęło i tak naprawdę nie zdziwiło.


Ma Pani dystans do siebie?


Myślę, że ogromny.


Pamięta Pani wywiad, którego udzieliła Pani przy okazji promocji płyty „Jezus Maria Peszek”. W jednym z ogólnopolskich tygodników szczerze i otwarcie powiedziała Pani o depresji. Czy z perspektywy czasu nie żałuje Pani tego?


Nie, nie żałuję niczego. To było bardzo precyzyjnie przeze mnie wymyślone i zaplanowane. Mówiłam już wiele razy, że ta płyta jest efektem pewnej przemiany, która mi się przytrafiła w życiu, i dlatego uważałam, że powinnam powiedzieć, dlaczego jest tak bardzo dla mnie ważna. To nie jest jakaś moja kolejna kreacja, tak jak w przypadku „marii Awarii”, gdzie założyłam czerwone szpilki i nagle chciałam stać się seksbombą.

Wydawało mi się, że udzielenie wywiadu, który jest totalnie szczery i określa kontekst pewnej sytuacji życiowej, jest czymś bardzo ważnym dla moich słuchaczy. Wiedziałam, że powiem to raz, w jednym wywiadzie, i to, jak widać, wystarczyło, żeby zrobił się wokół tego gigantyczny szum i wielka zadyma. Oczywiście, nie było to bardzo przyjemne, zwłaszcza gdy część ludzi w bardzo złośliwy sposób to krytykowała.

Nie żałuję tego, co powiedziałam, bo jest też masa ludzi, dla których ten wywiad był bardzo ważny, powiedziałabym, że ważniejszy niż moja płyta. Nie mam sobie nic do zarzucenia i dziś zrobiłabym dokładnie to samo. To, że ludzie oceniają innych swoją miarą, jest bardzo charakterystyczne dla współczesnego świata i mnie to nie boli, a już na pewno nie teraz, kiedy wiem, że wszystko, co rok temu planowałam zrobić, totalnie się udało.


Czuje już Pani, że nadszedł ten właściwy moment, żeby nagrać kolejną płytę? Od wydania „marii Awarii” do „Jezus Maria Peszek” minęły cztery lata...


Mam bardzo precyzyjny sposób pracy. Potrzebuję dużo odpoczynku, bo to, co robię, jest strasznie wyczerpujące emocjonalnie. Muszę się zresetować i wyciszyć, zostawić wolne miejsce na tak zwaną pustkę. Dziś jestem bardzo twórczą osobą i wiele rzeczy chciałabym jeszcze zrobić, ale mierzę siły na zamiary.

Wiem, który projekt będzie wymagał ode mnie olbrzymiego nakładu emocji, a który mniejszego. Wiem, jakie rzeczy chcę robić w przyszłości, ale jeszcze nie zdecydowałam, jaka płyta będzie teraz. Mój bieżący plan zakłada koncertowanie do marca, a co się wydarzy później&, zobaczymy. Będziemy długo odpoczywać.


Z wykształcenia jest Pani aktorką i chyba jako jedyna w Polsce nie musiała się Pani zmagać ze stereotypem śpiewającej aktorki...


Tak się szczęśliwie złożyło. Być może stało się tak dlatego, że moja pierwsza płyta była bardzo wyrazista. To też spora zasługa Wojtka Waglewskiego, z którym ją nagrałam. Płyta „miasto mania” była taką rasową wypowiedzią muzyczną. Do wielu rzeczy można się było przyczepić, ale na pewno nie do śpiewania. To nie była piosenka aktorska ani poezja śpiewana. Ta płyta się wydarzyła, a mój debiut był od razu utytułowany w przestrzeni muzycznej, a nie jako fanaberia śpiewającej aktorki.

Na pewno jeszcze kiedyś wrócę do aktorstwa, bo to jest fantastyczna przestrzeń, ale nie mogę robić dwóch rzeczy naraz. Trzeba się na coś zdecydować. Nie potrafię dzielić czasu i energii. Teraz muzyka daje mi tyle radości, wolności i siły do tworzenia, że odstawiłam aktorstwo na boczny tor. Od dziecka zagrałam w swoim życiu wiele ról.


Teczka osobowa


Maria Peszek


Urodziła się 9 września 1973 r. we Wrocławiu.


W 1993 r. zadebiutowała jako aktorka. Na swoim koncie ma wiele znakomitych ról. Pracowała m.in. w Teatrze Studio, Teatrze Narodowym i Teatrze im. Juliusza Słowackiego.


Osiem lat temu ukazała się jej debiutancka płyta „miasto mania”, dzięki której zaistniała na polskiej scenie jako jedna z najciekawszych artystek.


W 2008 r. ukazał się jej drugi album „maria Awaria”, który potwierdził, że sukces pierwszej płyty nie jest przypadkowy. Rok temu w październiku artystka wydała trzecią płytę „Jezus Maria Peszek”, zaliczaną przez krytyków i słuchaczy do jednej z najlepszych polskich płyt ostatnich lat.



Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo