Konflikt wyssany z mlekiem matki

Adam Luks
Temat lokalizacji sądu apelacyjnego w jednym z miast województwa wraca jak bumerang, a wraz z nim - tradycyjne wzajemne oskarżenia Torunia i Bydgoszczy o „podkradanie” instytucji.

Temat lokalizacji sądu apelacyjnego w jednym z miast województwa wraca jak bumerang, a wraz z nim - tradycyjne wzajemne oskarżenia Torunia i Bydgoszczy o „podkradanie” instytucji.

<!** Image 3 align=right alt="Image 78959" sub="Komisariat przy ul. Bydgoskiej czeka na wprowadzenie się sądu apelacyjnego. Czy uda się przekonać do tego ministra? / Fot. Adam Zakrzewski">Chociaż możliwość stworzenia w województwie kujawsko-pomorskim sądu apelacyjnego jest czysto teoretyczna i niepotwierdzona żadnymi oficjalnymi deklaracjami Ministerstwa Sprawiedliwości, kłótliwa część mieszkańców Torunia i Bydgoszczy skwapliwie wykorzystała okazję do „ataku na sąsiada”.

Postawić na swoim

Znowu zawrzało na forach internetowych, ale również w publicznych dyskusjach. Tradycyjnie, każda ze stron sięgnęła po arsenał najmocniejszych argumentów, jak zwykle przedstawiając problem z najwygodniejszej dla siebie perspektywy i nie robiąc sobie wiele z kontrargumentów.

Temat lokalizacji sądu apelacyjnego wypływa na powierzchnię regularnie. Ostatnio impulsem stały się sygnały z Gdańska wskazujące, że tamtejszy sąd apelacyjny, rozpatrujący sprawy z wielkiego obszaru (od Krośniewic po Trójmiasto), jest mocno przeciążony. Wprawdzie Wydział Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości wyraźnie podkreśla, że nie ma planów tworzenia sądu apelacyjnego w województwie kujawsko-pomorskim, bo taka instytucja byłaby za słaba i miałaby zbyt mało spraw do rozpatrzenia, to jednak nie przeszkadza lokalnym politykom w promowaniu własnych wizerunków poprzez aktywne lobbowanie.

<!** reklama>Bydgoscy posłowie Andrzej Walkowiak (PiS) oraz Teresa Piotrowska (PO) interpelują w sprawie i ślą pisma do ministerstwa. Zawiązał się nawet społeczny komitet na rzecz powołania sądu apelacyjnego w Bydgoszczy. Z drugiej strony, prezydent Torunia, Michał Zaleski, czyni puste gesty, nawołując swojego bydgoskiego odpowiednika do rezygnacji ze starań na rzecz utworzenia apelacji.

W imię historii

W przeciąganiu hipotetycznej instytucji, „wojownicy” z obu miast powołują się na bogate tradycje historyczne w zakresie sądownictwa apelacyjnego. Każdy na swoje. Torunianie podkreślają, że sąd apelacyjny istniał tu w latach 1920-33 oraz 1938-39, ani słowem nie zająkując się, że sąsiedzi również takową instytucję posiadali (w latach 1949-1951). Analogicznie wybiórcze czerpanie z historii prezentują bydgoszczanie.

Apelacyjny spór stał się okazją do wzajemnego przypomnienia, czy raczej wypomnienia sobie, jak wiele krzywd doznało w przeszłości jedno miasto ze strony drugiego i jak strasznie jedno przez drugie bywało łupione, ograbiane z rozmaitych instytucji i urzędów.

Torunianie nie mogą pogodzić się z myślą, że w 2002 roku przegrali z Bydgoszczą rywalizację o Wojewódzki Sąd Administracyjny. Zgrzytają zębami, wspominając, że z zajmowanego obecnie przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika reprezentacyjnego budynku przy placu Rapackiego wyprowadził się w 2003 roku zamiejscowy oddział Narodowego Banku Polskiego. W wyniku ówczesnej reorganizacji NBP zlikwidowano większość oddziałów znajdujących się w „miastach niewojewódzkich”. Ku rozgoryczeniu mieszkańców, Toruń za takowe właśnie uznano. W efekcie jedyna siedziba NBP w Kujawsko-Pomorskiem ostała się w Bydgoszczy.

Nie daruję!

Ostry sprzeciw wywołała także reorganizacja organów bezpieczeństwa, związana z reformą administracyjną. Kolejne wyprowadzki z Torunia do Bydgoszczy: laboratorium kryminalistycznego, antyterrorystów, dowództwa prewencji, a na dokładkę straży granicznej zaowocowały nasileniem się niechęci do Bydgoszczy.

Z kolei bydgoszczanie nie mogą darować torunianom, że to właśnie w grodzie Kopernika mieści się Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej, Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków, Wojewódzki Urząd Pracy i Okręgowa Dyrekcja Lasów Państwowych. Wciąż wypominają także fakt wyprowadzki z Bydgoszczy w 1946 roku Teatru „Baj Pomorski”, mimo że placówka funkcjonowała nad Brdą zaledwie rok. Wręcz za upokorzenie uznają włączenie bydgoskiej Akademii Medycznej w struktury toruńskiego UMK, jako Collegium Medicum.

W Bydgoszczy co pewien czas pojawiają się zakusy na Urząd Marszałkowski, zwłaszcza w obliczu perspektywicznego kierunku ograniczania roli urzędów wojewódzkich na rzecz wojewódzkich samorządów, co - zdaniem niektórych zmarginalizuje w przyszłości rolę miasta. Czym w takim razie, jeśli nie marginalizacją, byłaby dla Torunia utrata Urzędu Marszałkowskiego?

Obie strony konfliktu w swojej zaciekłości całkowicie ignorują pytanie, jak zmiany przestrzenne wpłynęły na jakość funkcjonowania poszczególnych instytucji, a przecież spora część owych zmian okazała się trafna. Mało kto przejmuje się również faktem, że wzajemna wrogość i skrajna nieufność mogą ostatecznie przekreślić ambitne plany utworzenia toruńsko-bydgoskiej aglomeracji.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie