Koniec świata

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
To taki symboliczny rok, którym kugluje się przy byle okazji. Bo od razu wiadomo, o co chodzi. O ile jednak u Orwella w 1984 roku Wielki Brat kontrolował wszystko, to w „Ładunku 200” nie kontroluje już właściwie niczego. Ani sumień, ani czynów. Ba, nie dość, że nie kontroluje, to widowiskowo padł pod płotem, zapity bimbrem, z kręgosłupem złamanym w Afganistanie. A z człowieczków, którym nagle wszystko wolno, zaczęły wyłazić bestie.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >To taki symboliczny rok, którym kugluje się przy byle okazji. Bo od razu wiadomo, o co chodzi. O ile jednak u Orwella w 1984 roku Wielki Brat kontrolował wszystko, to w „Ładunku 200” nie kontroluje już właściwie niczego. Ani sumień, ani czynów. Ba, nie dość, że nie kontroluje, to widowiskowo padł pod płotem, zapity bimbrem, z kręgosłupem złamanym w Afganistanie. A z człowieczków, którym nagle wszystko wolno, zaczęły wyłazić bestie.

„Ładunek 200” to jeden z tych filmów, które widza walą dechą po głowie. Zaczyna się radośnie, ot, satyra na Sowiety z połowy lat 80. Śmiesznie, bo wóda się leje, ludzie noszą zabawne ciuchy, a scenki są jak z PRL razy sto. Tyle że potem robi się przykro i thrillerowo, a później mamy już czysty obłęd. Że to wszystko przechodzi ludzkie pojęcie? Tak się składa, że historię tak upiorną mogło ułożyć tylko realne życie. Bo z nim żadna fantazja scenarzysty nie wygra.

<!** reklama>Oglądamy więc świat, w którym starego Boga dawno przegoniono, a nowa wiara właśnie umiera. I nie ma niczego na jej miejsce, poza wyłażącymi na wierzch ludzkimi zmorami. Bo człowiek zmienia się szybko, nawet prochy bohaterów przestają go obchodzić, kiedy okazuje się, że może gonić za swoimi instynktami. Cóż, w tym świecie nawet diabeł nie straszy, tylko zwykli ludzie. A brzydkie jest wszystko. I wnętrza, i miasteczka, i przemysłowy, zmasakrowany krajobraz, i ludzie. Szczególnie zaś milicjant Żurow, przyzwyczajony do natychmiastowego fundowania bliźnim jedynie słusznych emocji, bo przecież, jak to w komunizmie, władza wie lepiej, co komu potrzebne. Jak chce uszczęśliwić dziewczynę, to uszczęśliwia ją tak, że ta prawie wariuje. Jak chce pokazać siłę władzy, to strzela bez opamiętania. A do tego w tym wypalonym świecie wszyscy plotą zaklęcia o miłości i wzniosłości, które nic nie znaczą.

Przenosimy się na radziecką prowincję połowy lat 80. Komunizm dogorywa, z Afganistanu wracają trupy żołnierzy, czyli ów „ładunek 200”. Tyle że cały kraj to wielki „ładunek 200”. Podczas dyskoteki młoda dziewczyna zaczyna flirtować z chłopakiem cwaniakiem, a potem rusza z nim do bimbrowni na odludziu. Na małej farmie jej losy splatają się z losami byłego łagiernika, majora milicji i sieroty po przyjaźni wietnamsko-rosyjskiej. Jak się domyślamy, z tego splatania się za wiele dobrego nie wynika.

Aleksiej Bałabanow zafundował nam film wyjątkowo sugestywny, ze świetnie dobraną muzyką i dobrze wyważonymi elementami dowcipu i makabry. Ale jednocześnie film, który musi wzbudzać kontrowersje. I pewnie bedą też tacy, dla których wizja Bałabanowa będzie intelektualnie i estetycznie nie do przyjęcia. Ale chyba to właśnie takie kontrowersje są tym, co w kinie najbardziej soczyste.

„Ładunek 200”, reż. Aleksiej Bałabanow

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie