Krwiożerczy instynkt sfory

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Dwie suki sołtysa oraz Nero, młody pies w typie alaskana malamuta pani K. - to one w Katlewie zagryzły na śmierć 5-letniego Kubusia. Nie zwierzęta jednak, lecz ich właściciele odpowiadają za tragedię. Grozi im do pięciu lat więzienia.

Dwie suki sołtysa oraz Nero, młody pies w typie alaskana malamuta pani K. - to one w Katlewie zagryzły na śmierć 5-letniego Kubusia. Nie zwierzęta jednak, lecz ich właściciele odpowiadają za tragedię. Grozi im do pięciu lat więzienia.

<!** Image 2 align=none alt="Image 167717" sub="Grób Kubusia tonie w białych kwiatach. Bólu rodziców nie sposób opisać. Żałobę przeżywają też sami właściciele psów, które zagryzły chłopca. Obojgu grozi kara nawet kilku lat ograniczenia wolności. / Zdjęcia: Jacek Smarz">Kubuś leży wśród aniołków. Tak ludzie nazywają róg cmentarza w Hartowcu, gdzie chowa się dzieci. Spod dziesiątków wieńców z białymi różami wystaje biała poduszka. Na niej rodzice położyli zdjęcie syna. Jedynego dziecka.

Krew na śniegu

Katlewo to malutka, popegeerowska wieś w gminie Grodziczno (powiat nowomiejski). „Tak niewielka, że nie ma tu szkoły, kościoła, pubu i innych tego rodzaju przybytków. Jest tylko jeden mały sklep spożywczo-przemysłowy, gdzie mieszkańcy mogą się zaopatrzyć w najpotrzebniejsze artykuły. Wieś jest też tak mała, że nie ma jej na wielu mapach czy też w przewodnikach turystycznych. Mieszka tu bowiem zaledwie ok. 180 ludzi” - pisze o miejscowości autor pierwszej internetowej strony o niej.

Wszyscy tu się znają i prawie wszystko o sobie wiedzą. Biegające po wsi luzem psy może denerwowały, ale nie dziwiły. - Za tym malamutem to ona często krzyczała - uczciwie przyznają mężczyźni, debatujący pod sklepem, mówiąc o właścicielce Nero. - Ale suki robiły, co chciały...

<!** reklama>W poniedziałek, 21 lutego, pięcioletni Kubuś poszedł do kolegi. Nie zastał go, więc postanowił pobawić się na huśtawce przed niewielkim szarym blokiem. Co sprowokowało psy, nie wiadomo, bo brakuje świadków chwili, w której rzuciły się na malca. Bernard Ridel, który akurat z wiadrem wyszedł do chlewika, widział już kolejne sekwencje tragedii. Zobaczył trzy psy, ciągnące coś drogą. Dopiero gdy się zbliżył, rozpoznał chłopca. Odgonił zwierzęta, zaalarmował sąsiadów i dziadka Kubusia. Na miejscu szybko pojawiły się pogotowie i policja, ale dziecku już nie można było pomóc.

- Wstępne ustalenia z sekcji zwłok mówią, że pośrednią przyczyną zgonu były liczne rany głowy i szyi, z przerwaniem ciągłości głównych naczyń krwionośnych (tętnic). Bezpośrednią natomiast - wykrwawienie - mówi prokurator Krzysztof Chybicki z Prokuratury Rejonowej w Nowym Mieście Lubawskim.

To nie był incydent

Do kogo należały psy? Właścicielem dwóch suk (mieszańców) jest Edward K., właściciel zakładu rolnego (dawniej PGR-u) i świeżo upieczony sołtys Katlewa. Długo i głośno pukamy do drzwi domu K. Nikt nie otwiera, choć dwa auta zaparkowane przed posesją wskazywałyby na to, że ktoś jest w domu. Kazimierz Konicz, wójt Grodziczna, mówi, że Edward K. nawet od niego nie odbiera telefonów. - Osobiście oczekiwałbym, że zrezygnuje z pełnionej funkcji - dodaje Konicz.

<!** Image 3 align=none alt="Image 167717" sub=" - Boję się nawet wyobrazić sobie to, co zdarzyło się tu, na drodze - mówi Stanisław Gumiński z Katlewa">Pod piętnastką, czyli w szarym domu państwa K., stojącym nieopodal miejsca tragedii, otwiera nam młoda brunetka. - Nero miał rok i dwa miesiące. Był w typie alaskana malamauta, bez rodowodu. Mieliśmy go od roku. Dość często uciekał, przegryzał klatkę. Niech pani obejrzy kojec - wskazuje na podwórko.

Dół siatki jest połatany. Widać, że w tym miejscu ogrodzenie było przegryzane. W niewielkim kojcu: buda, miska i gumowa zabawka. Czy młodemu alaskanowi tu się podobało? - Psy zabrali jeszcze w poniedziałek. Nie powiedzieli, dokąd - rozkłada ręce kobieta. Ubrana na czarno. Porażona dramatem, do którego doszło. Trudno będzie z tym żyć.

Prokurator informuje, że zwierzęta zabezpieczyła policja w Nowym Mieście Lubawskim. Przez 15 dni będą obserwowane przez biegłego weterynarza. Co ciekawe, z pierwszych relacji wynika, że przebywając w odosobnieniu nie są agresywne. Od ostatecznych wyników obserwacji zależy ich los. Możliwa jest administracyjna decyzja, nakazująca ich uśpienie.

- Z zeznań mieszkańców wsi wynika, że 21 lutego nie doszło do incydentu. Psy w tej grupie biegały po wsi już wcześniej - zaznacza prokurator Chybicki. - Śledztwo prowadzimy równolegle w dwóch kierunkach: narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 Kodesku karnego, do trzech lat więzienia) oraz nieumyślnego spowodowania śmierci (art. 155, do pięciu lat więzienia). Zarzuty właścicielom psów postawimy jeszcze w marcu.

<!** Image 4 align=none alt="Image 167717" sub="Mijają kolejne dni, a obok huśtawek wciąż palą się znicze.
- Taki dramat nie może się powtórzyć - mówią mieszkańcy wsi.">Alaskan, przyjaciel dzieci?

„W stosunku do dzieci malamuty są wyjątkowo przyjacielskie, uległe i niezwykle cierpliwe. Ze spokojem znoszą ich „pieszczoty” i tu naszym zadaniem jest dopilnować, aby dziecko kierujące się ciekawością nie zrobiło niechcący psu krzywdy, wkładając mu np. palec do oka. Właśnie ta ogromna cierpliwość i miłość malamuta do dzieci sprawiła, że psy te zaczęły być wykorzystywane w dogoterapii, czyli leczeniu i rehabilitacji niepełnosprawnych poprzez kontakt z psem” - to krótki wyjątek z opisu charakteru alaskana malamuta (www.malamuty.pl).

Jak to możliwe, by taki pies rzucił się na pięciolatka? Beata Gęsińska, hodowczyni psów, członkini Towarzystwa Kynologicznego i jedna z nielicznych w Kujawsko-Pomorskiem dyplomowanych zoopsychologów, tłumaczy, że po pierwsze Nero był psem w typie rasy, a nie jej rodowodowym przedstawicielem. - Nie wiemy więc, kim byli jego rodzice, dziadkowie, jakie geny się w nim skrzyżowały - zaznacza. - Kwestia kolejna to wychowanie tego psa i rola, jaką mu wyznaczyli właściciele. Alaskan nie jest urodzonym stróżem domu, którego zadowoli życie w kojcu. Dla niego ruch to podstawa. Oczywiście, ruch pod kontrolą pana. Jeśli ten pies miał go za mało, to nic dziwnego, że uciekał.

Nero w grupie, jak większość psów, zachowywał się inaczej. - Po pierwsze, był w niej jedynym samcem. Mógł popisywać się przed sukami. Działał instynkt sfory. Zwierzęta najprawdopodobniej polowały. Niekoniecznie z głodu (skoro ich właściciele to dobrze sytuowani ludzie); psy robią to także z nudów - dodaje Beata Gęsińska. - Nie było nas tam w chwili ataku, więc tylko domyślać możemy się przebiegu wypadków. Na początku musiał być jakiś ruch, który zwierzęta (lub jedno z nich) odebrały jako prowokujący. Może chłopczyk bujał się na huśtawce, i ten raz pojawiający się, raz znikający obiekt rozdrażnił psa? A może był to gest w połączeniu z dźwiękiem?

Nie tylko dla zoopsychologa jest jasne, że za zachowanie psa odpowiada jego właściciel. W Katlewie od chwili dramatu psy zdają się być pod pełną kontrolą. Na zawsze?

Boję się, że znów będzie atak

Waldemar Maliszewski, były już sołtys Katlewa, jest pesymistą. 21 lutego leżał jeszcze w szpitalu po zawale („Młody jestem jeszcze, 33 lata dopiero, ale już mnie dopadła choroba”). To chyba któraś z pielęgniarek powiedziała, że w jego wsi psy zagryzły chłopca. Ma sześcioletniego syna, więc momentalnie zdrętwiał. Uspokoił się na chwilę, gdy usłyszał głos dziecka w komórce. Potem dalej się denerwował. Do dziś czuje ból, myśląc o rodzinie Kubusia.

- Ze względu na serce nie powinienem więc w ogóle zajmować się tym tematem... - zawiesza głos. - Ale jedno pani powiem, chociaż to smutna prawda. To nie pierwsza tragedia z agresywnymi psami w okolicy. I co? Żadnej nauki ludzie nie wyciągają. Wszystko lata po wsiach jak chce. Schronisko można by otworzyć... Nie, żebym personalnie atakował pana K. czy panią K. Nie. O nas mówię, większości ludzi ze wsi. Teraz jest moment grozy. Dziś ludzie psy zamkną, jutro też. A pojutrze wypuszczą. I boję się, że znów gdzieś dojdzie do ataku.

Jadwiga Ridel, żona Bernarda, pamięta, że Nero i suki nie tylko zagryzły już we wsi kilka kur i kaczek. Nie tak dawno pogoniły bawiące się dzieci na górkę koło jej domu. Maluchy schowały się wtedy w drewnianej zjeżdżalni i nikomu nic się nie stało. Czy gdyby wtedy wezwano policję, Kubuś dziś by żył?

- Nie jest prawdą twierdzenie, że mieszkańcy wsi generalnie są obojętni na bezpańskie psy, albo na psy mające właścicieli, lecz puszczane luzem. Z całego powiatu nowomiejskiego otrzymujemy naprawdę wiele zgłoszeń w takich sprawach. Przynajmniej kilka w tygodniu. Policjanci reagują też sami, widząc takie zwierzęta - zapewnia Małgorzata Hauchszulc, rzeczniczka prasowa nowomiejskiej policji. - Z samego Katlewa jednak dotychczas takich sygnałów nie mieliśmy.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie