Kto daje, dwa razy więcej dostaje

Redakcja
Są w hospicjach, szpitalach, domach dziecka, na imprezach sportowych i artystycznych, wyjeżdżają do Afryki. Różnią się wiekiem, motywacją i poglądami, lecz łączy ich jedno - za to, co robią, nie chcą pieniędzy. Wolontariusze, czyli ochotnicy.

Są w hospicjach, szpitalach, domach dziecka, na imprezach sportowych i artystycznych, wyjeżdżają do Afryki. Różnią się wiekiem, motywacją i poglądami, lecz łączy ich jedno - za to, co robią, nie chcą pieniędzy. Wolontariusze, czyli ochotnicy.

<!** Image 2 align=none alt="Image 167713" sub="Szkoła
w Nairobi. Tu Łukasz Bartosik, toruński wolontariusz Polskiej Akcji Humanitarnej, spędził trzy miesiące, ucząc matematyki i prowadząc zajęcia z profilaktyki HIV/AIDS. Był to staż wolontariacki w ramach programu Glen. / Fot. Łukasz Bartosik">Od 20 lat w każdy poniedziałek i w każdą środę pan Tadeusz Centek pojawia się w tym samym miejscu. Wiadomo, że między jedenastą a piętnastą ubrany elegancko 90-latek będzie przebywał w Hospicjum im. ks. J. Popiełuszki na oddziale stacjonarnym. Z każdym się przywita, zajrzy po kolei do wszystkich sal, temu poda rękę, tamtemu położy dłoń na głowie i czule pogładzi. Na początku lat 90. przeczytał w gazetowym ogłoszeniu o tym, że tworzące się hospicjum potrzebuje ochotników. Przyszedł na spotkanie i został.

<!** reklama>Jest poniedziałek, na dworze kilkanaście stopni mrozu. Ktoś mówi, że dzisiaj mężczyzna nie przyjedzie, bo na ulicach jest ślisko. Ale nie - kilka minut po jedenastej z oddziału wynurza się roześmiana, niewysoka postać. - Jeśli mogę komuś pomóc, to czemu nie. Na szczęście Bóg dał zdrowie - prosto wyjaśnia swoją motywację do bezinteresownego działania Tadeusz Centek. - Gdy się potrzyma drugiego za rękę, pogada z nim i widzi się, że tamtemu lżej się na duszy zrobiło, to taką ma się satysfakcję, że już nic więcej człowiekowi nie potrzeba. To jest

największa zapłata.

Wracam do domu i czuję sie spełniony. Chyba to jest ta cała pełnia człowieczeństwa - uśmiecha się mężczyzna. Można go wziąć pomyłkowo za lekarza. Ma na sobie białą marynarkę z plakietką, pod nią błękitną koszulę i granatowy krawat. Jego metody nie mają jednak nic wspólnego z medycyną, chyba nie spodobałyby się lekarzom.

<!** Image 3 align=none alt="Image 167713" sub="Wolontariusze w centrum wydarzeń podczas Mistrzostw Świata Juniorów w Lekkiej Atletyce w Bydgoszczy / Fot. Tadeusz Pawłowski">- Pamiętam pewną staruszkę. Woła mnie i mówi: „Panie, ja bym tak chętnie piwa się napiła”. A ja na to: „Pani kochana, nie ma sprawy”. I niosę jej to piwo i widzę, że jest szczęśliwa. A potem okazuje się, że to było jej ostatnie życzenie, bo kilka dni później zmarła - opowiada Tadeusz Centek i mówi, że takie momenty budzą refleksje nad sensem życia. - Człowiek napatrzy się tu na ogrom cierpienia. Ale nie to jest najgorsze. Od cierpienia gorsza jest samotność.

- My tu wielkich rzeczy nie robimy. Wystarczy

rozmowa.

O sobie, o życiu, o rodzinie. Zainteresować się drugim człowiekiem i wysłuchać go, to najważniejsze. Czasem lampkę się przystawi, coś poczyta, czasem pomoże się choremu zjeść posiłek - mówi Justyna Holewa, na co dzień pracownik działu kontroli cen sieci Tesco, prywatnie mama samotnie wychowująca chorą córeczkę. - Rodzice trochę byli temu przeciwni, bo mam dość własnych problemów, ale ja zawsze chciałam pomagać innym, tylko nigdy nie miałam czasu, żeby się przeszkolić. Teraz się udało. Od października jestem wolontariuszką i wreszcie czuję wewnętrzny spokój.

Teoretycznie wolontariuszem może zostać każdy, kto spełnia warunki określone w definicji wolontariatu, czyli chce pomagać dobrowolnie, świadomie i nieodpłatnie. W rzeczywistości

chęci to nie wszystko.

Niezależnie od rodzaju wolontariatu, w który chcemy się zaangażować, czy to będzie dom dziecka, hospicjum, jednorazowa akcja zbierania pieniędzy na powodzian, pomoc w organizacji imprezy sportowej czy misja w Afryce, nieodzowne jest odpowiednie szkolenie. Przed festiwalem Camerimage (ostatnią edycję obsługiwało ponad 200 ochotników) było to kilka spotkań organizacyjnych. Przed Mistrzostwami Świata Juniorów w Lekkiej Atletyce, które odbyły się w Bydgoszczy w 2008 r., spotkania z kandydatami na wolontariuszy ciagnęły się przez pół roku.

- To była gigantyczna impreza. Sportowcy z ponad 170 krajów, a wolontariuszy przeszło 600, z Polski, Niemiec, USA, Austrii i Szwajcarii - wspomina Henryk Borowski, trener i działacz sportowy, uważany za ojca wolontariatu sportowego w naszym województwie. Przeszkoleni przez niego ochotnicy - głównie studenci biegle władający językami obcymi, ale też gimnazjaliści, licealiści, a także ludzie w wieku emerytalnym - widoczni byli wszędzie. Jednakowo ubrani w niebieskie koszulki i bluzy (odzież i buty mogli sobie zatrzymać jako jedyną formę wynagrodzenia, fundowała firma Adidas) zajmowali się prostymi pracami fizycznymi (np. nosili napoje i koszyki za sportowcami), ale też prowadzili symultaniczne tłumaczenia, organizowali pomoc medyczną, gdy lekkoatleta doznał kontuzji, a poza stadionem zapewniali rozrywkę VIP-om i gwiazdom sportu, towarzysząc im podczas bankietów i wycieczek po okolicy. Niektórzy z wolontariuszy pracowali jako kierowcy, wożąc próbki krwi do niemieckich laboratoriów, które wykonywały zlecenia dla komisji antydopingowej zawodów.

<!** Image 4 align=none alt="Image 167713" sub="Ochotnicy ze Stowarzyszenia Flandria podczas zajęć
w toruńskim szpitalu dziecięcym / Fot. SWP Flandria">- Wolontariat to wielka machina - mówi pani Aldona (imię zmienione). Rozpoczynała jako ochotniczka na pierwszym roku studiów. Dziś jest nauczycielką, ale jej CV nadal krąży po rozmaitych bazach danych, bo pani Aldona ciągle otrzymuje maile z propozycjami. Niektóre z ofert dotyczą już odpłatnego zajęcia, co jest efektem wieloletniego doświadczenia i udziału w prestiżowych imprezach. Miała już pod opieką niejedną gwiazdę i niejednego ekscentryka - grupę słabo mówiących po angielsku Japończyków, którzy koniecznie chcieli kupić tyle bursztynu, ile się da, operatora filmowego zachwycającego się wszędzie nisko zawieszonym słońcem, reżysera, który chciał zobaczyć jak najwięcej kościołów. Zdarzały się i nietypowe zachcianki, np. prośba o kontakt z call girl.

- Prowadzenie VIP-a to dla wolontariusza najwyższy stopień wtajemniczenia. Przed mistrzostwami Europy w koszykówce szkoliliśmy się z turystyki, bo

VIP chce dużo zobaczyć.

Musisz go zaprowadzić do dobrego lokalu, pokazać ciekawe miejsca i poznać na bankiecie z odpowiednimi ludźmi - opowiada pani Aldona. Na festiwalu operatorów Camerimage wolontariuszom nie wolno było chodzić na bankiety, ale za to były inne korzyści. - Sama rozmowa z wielkim aktorem czy reżyserem dawała ogromną przyjemność. Kto mi uwierzy, że rozmawiałam z Joelem Schumacherem albo Keanu Reevsem? A to prawda. Korzyści z bycia wolontariuszem są niewymierne. Uczysz się niesamowitych rzeczy, poznajesz niezwykłych ludzi i nie patrzysz na zysk. Zyski w postaci pieniędzy z czasem przychodzą same - dodaje młoda nauczycielka. Niedawno otrzymała ofertę od jednego ze stowarzyszeń sportowych. Chcą, by za konkretne pieniądze pomogła w organizacji sporego międzynarodowego turnieju.

- Nasz festiwal od początku opierał się na wolontariuszach. Ci, którzy się sprawdzili, a niektórzy są z nami od początku, czyli od osiemnastu edycji, dziś pracują dla naszej fundacji i stanowią trzon grupy - mówi Kamil Horodecki z toruńskiej fundacji Tumult, organizującej festiwal Camerimage.

W bydgoskim hospicjum

przygotowanie wolontariusza

trwa miesiąc, a jednym z jego elementów jest psychodrama - odgrywanie scenek, w których jedna z osób udaje osobę obłożnie chorą. - Ale nie wszyscy pracują z chorymi. Niektórzy się do tego nie nadają. Staramy się unikać ludzi depresyjnych, chorobliwie religijnych, takich, którzy są w żałobie albo mają problemy ze zdrowiem, np. psychicznym. Delikatnie im to perswadujemy, ale nikogo nie odtrącamy. Mamy też miejsca w administracji, w centrali telefonicznej, potrzebujemy pomocy przy akcjach, gdzie np. trzeba tylko coś przyklejać - mówi Czesława Mieszkuć-Mieszkowska, dyrektorka hospicjum. Też zaczynała jako wolontariuszka. Pamięta wolontariusza narkomana, który pod płaszczykiem pomocy czyhał na leki psychotropowe; pamięta kleptomana, u którego w domu znaleziono nowy telefon kupiony dla hospicjum.

<!** Image 5 align=right alt="Image 167713" sub="Anna Jakutowicz, do niedawna liderka Grupy
Młodych, działającej w ramach Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Flandria wraz z podopiecznym Damianem. Wolontariuszka, z wykształcenia archeolog, nie ukrywa, że działalność w wolontariacie miała wpływ na zdobycie przez nią pracy.
/ Fot. SWP Flandria">Dla większości ludzi, którzy biorą udział w wolontariacie zagranicznym, organizowanym choćby przez Polską Akcję Humanitarną w odległych zakątkach świata, główną motywacją jest chęć przeżycia egzotycznej przygody. Na tegoroczny wyjazd do Ugandy i Kenii w ramach programu Glen z Polski zgłosiła się przeszło setka kandydatów, ale miejsca są tylko dwa.

- Nie spodziewaliśmy się aż takiej frekwencji. To dowód na to, że panuje u nas coś takiego jak moda na wolontariat. Na wzór zachodni dzieciaki po liceum coraz częściej robią sobie roczną przerwę przed podjęciem studiów i szukają dla siebie ciekawego zajęcia. Mam tylko nadzieję, że ta moda nie przerodzi się turystykę wolontariacką, która opanowała Zachód - dzieli się swoimi wątpliwościami Łukasz Bartosik z zarządu toruńskiego oddziału PAH, doktorant UMK, wolontariusz. Trzy miesiące spędził w kenijskiej szkole ucząc dzieci matematyki i prowadząc zajęcia profilaktyczne na temat AIDS i narkomanii. Miesięcznie otrzymywał 300 euro diety na opłacenie noclegu i wyżywienia, ale miał szczęście, bo szkoła zaoferowała mu kwaterunek i jedzenie za darmo.

- Spotykałem młodych ludzi z Europy i ze Stanów, którzy zapłacili grube pieniądze, żeby znaleźć się w Afryce jako wolontariusze, a nie bardzo było wiadomo, co mają tam robić. Zwłaszcza sierocińce były nimi wypełnione. Ale oni byli zadowoleni - dodaje Bartosik.

- Są ludzie, którzy chcą być wolontariuszami, bo to

ładnie wygląda w CV

i można dostać dodatkowe punkty podczas rekrutacji do liceum. Ale to się wyczuwa. Ludzie z takim podejściem szybko sie męczą i odchodzą - nie ukrywa Anna Jakutowicz, do niedawna liderka Grupy Młodych, działającej w Toruniu w ramach Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Flandria.

Jest jeszcze jeden rodzaj motywacji. Podkreślają go mocno w Stowarzyszeniu Flandria, zrzeszającym ponad 300 ochotników działających, m.in., w Toruniu, Inowrocławiu, Włocławku i Bydgoszczy. Tą wartością jest

przyjaźń.

- Spotykamy się nie tylko po to, aby coś zorganizować, ale po prostu chcemy być ze sobą jako grupa ludzi, którzy dzielą się swoimi smutkami i radościami. Myślę, że tworzymy zgraną paczkę - mówi Czeszka Karolina Ziembova, koordynatorka Flandrii z Torunia.

Warto wiedzieć

Kobiety pomagają chętniej niż mężczyźni

Rok 2011 Komisja Europejska ogłosiła Europejskim Rokiem Wolontariatu. Oznacza to, że o wolontariuszach będzie się mówiło dużo i często przy okazji konkursów, szkoleń i programów finansowanych ze środków UE. Tylko w ubiegłym tygodniu odbyły się w Bydgoszczy, niemal w tym samym czasie, dwie imprezy: Młodzieżowy Dzień Humanitarny w Wyższej Szkole Gospodarki i trzydniowy warsztat połączony z naborem do nowego Centrum Wolontariatu Studenckiego w Collegium Medicum UMK.

Definicję wolontariusza wprowadziła ustawa o działalności pożytku publicznego i wolontariacie z 24 kwietnia 2003 roku. Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa volontarius - dobrowolny, chętny. Zgodnie z art. 2 pkt 3 ustawy, wolontariuszem jest osoba, która ochotniczo i bez wynagrodzenia wykonuje świadczenia na rzecz innych osób. Może nim być każdy, nawet nieletni, cudzoziemiec lub bezrobotny.

Badania na temat zaangażowania Polaków w wolontariat nie przynoszą optymistycznych wieści. W 2010 roku - jak wynika z opracowania Millward Brown - społeczne zaangażowanie ujawniło zaledwie 16 procent rodaków. O 5 procent więcej niż dwa lata wcześniej. Nie sprawdzano tym razem tzw. wolontariatu pracowniczego, ale badania przeprowadzone w 2008 roku wykazały, że tylko 2 proc. polskich przedsiębiorstw angażuje się w wolontaryjne działania na rzecz lokalnego społeczeństwa (nie mylić ze sponsoringiem).

Polak wolontariusz, jak wynika z badań, to najczęściej osoba z wyższym wykształceniem, w wieku 30-40 lat, pozostająca w związku, ale bezdzietnym, mająca pracę - stałą lub dorywczą. Co piąty jest uczniem lub studentem. W przeciwieństwie do ogółu społeczeństwa wolontariusze darzą innych zaufaniem, wierzą we wspólne działanie na rzecz lokalnego środowiska, mają przekonanie, że można liczyć na bezinteresowną pomoc innych ludzi.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie