Kto świeci w sieci

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Jęki i biadolenia nad naszą kiepskością słychać zwykle od morza po gór szczyty. Że tępi jesteśmy, smętni i w ogóle jacyś tacy marni. Że nie czytamy, nie słuchamy, nie oglądamy i w ogóle nie ukulturalniamy się zupełnie, a narodową gębę straszną mamy coraz bardziej.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Jęki i biadolenia nad naszą kiepskością słychać zwykle od morza po gór szczyty. Że tępi jesteśmy, smętni i w ogóle jacyś tacy marni. Że nie czytamy, nie słuchamy, nie oglądamy i w ogóle nie ukulturalniamy się zupełnie, a narodową gębę straszną mamy coraz bardziej. I pewnie nieco prawdy w tym jest, ale nie do końca. Bo są przecież miejsca, gdzie się z kulturą - pop i nie tylko - stykamy. Pytanie tylko, co to za kultura. Bo co tu dużo gadać, życie kulturalne, jak wszystko, przeniosło nam się w dużej mierze do sieci. I rady na to nie ma. Zresztą czy chcemy coś radzić? Poza wszystkim sieć niemożliwie wręcz skróciła nam przecież dystans. Do internetowych debat tak samo blisko mamy z maleńkiej wioseczki i stołecznego salonu. Problem z kulturą pop w internecie jest jednak dokładnie taki, jak ze wszystkim w sieci. Miesza się tam to, co wartościowe i beznadziejne, amatorskie i zawodowe, durne niemiłosierne i głębokie wybitnie.

<!** reklama>Oczywiście kulturalny internet jest odbiciem normalnego rynku - wyszukane niszowe portale funkcjonują obok wypocin grafomanów i wielkich sieciowych lokomotyw. A tak w ogóle to wiedzą państwo, kto rządzi w kulturalnej sieci? Oczywiście pan youtube.com. Według ostatniego rankingu w kategorii „kultura i rozrywka” nie ma sobie równych, bo zgarnia w naszym kraju prawie, prawie 12 milionów tak zwanych real users, czyli rzeczywistych użytkowników, miesięcznie. Ale z serwisami kulturalno-rozrywkowymi Onetu, O2 czy Wirtualnej Polski też źle nie jest, wszystkie mają po kilka milionów użytkowników. A nie są to serwisy, w których pisze się tylko o tym, czy Doda miała majtki na zdjęciu, czy też niekoniecznie.

Dla mnie youtube jest zresztą perfekcyjnym czytnikiem tego, co naprawdę ludzi wciąga. Ot, weźmy chociażby naszą wielką wojnę ostatnich ramówek TV, czyli muzyczne talent szoły - „X Factor”, „Bitwę na głosy” i „Must Be the Music”. To dzięki youtube naprawdę dowiemy się, które kawałki i którzy wykonawcy ruszyli publikę i dlaczego wybuchły emocje. Z ociekających wazeliną oficjalnych stron dowiemy się bowiem niewiele - no ale w końcu je akurat tworzy się w innym celu. Swoją drogą warto dodać, że w owym rankingu na 7. miejscu jest całkiem przyzwoicie redagowany filmweb, mający prawie trzy i pół miliona użytkowników, a na 9. tekstowo.pl z prawie trzema. Dziatwa może sobie tam choćby poczytać teksty zespołów z całego świata. I gdzie te czasy, kiedy spisywano je z radia w kajeciku, a potem ślęczano ze słownikiem...

A na zakończenie wróćmy do naszej wielkiej wojny. W drugiej fazie „X Factor” lekko zdechł, choć wydano fortunę na gwiazdy, „Must Be the Music” się trzyma, a „Bitwa na głosy” ma ten problem, o którym pisałem na samym początku. W programie, w którym wszyscy są fajni, milutcy, eksperci kadzą i generalnie jest OK, w pewnym momencie robi się wielka żałość. Bo przecież odpadają tylko fajni ludzie. No i zamiast wesołkowatego nastroju robi się jakoś tak mocno płaczliwie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie