Lech kucnął na robocie

Michał Żurowski
I znów Justyna. I Adam. Na szczęście po raz kolejny z medalami. I kolejny raz, niestety, w roli dyżurnych strażników dobrego kibicowskiego samopoczucia narodu. Jak zwykle, w porę.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zurowski_michal.jpg" >I znów Justyna. I Adam. Na szczęście po raz kolejny z medalami. I kolejny raz, niestety, w roli dyżurnych strażników dobrego kibicowskiego samopoczucia narodu. Jak zwykle, w porę.

Bo przecież dwa dni przed medalową sobotą w Oslo był ponury wieczór w Bradze. Jeszcze w czwartek po południu wierzyliśmy, że oczekiwane w weekend sukcesy narciarzy na MŚ, będą kontynuacją passy rozpoczętej przez piłkarzy w Portugalii. Że Justyna biegnąc po medal i Adam skacząc na podium, pójdą za ciosem Lecha. Nic z tego. <!** reklama>

Oczywiście trudno porównywać grę zespołową, w której nasz zespół jest co najwyżej europejskim średniakiem, z dyscyplinami, w których mamy od lat dwie indywidualności najwyższej klasy światowej. Darujmy sobie zestawianie kwalifikacji Gancarczyka czy Bosackiego w ich profesji z zawodowym poziomem Małysza w jego specjalności. Przepaść. Powie ktoś: przesada. I doda, że taka ocena nie jest fair, bo przecież jakieś argumenty dały poznaniakom awans (za co - żeby było jasne - raz jeszcze wielkie dzięki) w rywalizacji z Manchesterem City, Juventusem i Salzburgiem. Zgoda, argumenty były. Tyle, że takie, jak: ambicja, świadomość celu i determinacja w jego osiągnięciu, organizacja gry drużyny, wykorzystanie potencjału każdego gracza z osobna i dyspozycji dnia (dni) niektórych z nich. Jeśli więc żaden „Kolejorz” nie stał się nagle wirtuozem futbolu (bo i stać się nie mógł), a atuty z jesieni gdzieś w czwartek przepadły, to Lech odpaść musiał. Mówiąc krótko: w obliczu szansy, jaką dawał wynik pierwszego meczu z Bragą - zespołem gorszym zapewne np. od Manchesteru City - poznaniacy kucnęli na robocie.

Bakero pogubił się w jakimś taktycznym hazardzie (Rudnievs na boku pomocy, Stlić na szpicy?!), a piłkarze nie wiedzieli, o co w ogóle w tej zabawie chodzi. W piłce nożnej dobrze jest grać... piłką. To robili gospodarze. Goście człapali obok. Kiedy przypadkiem piłka do nich trafiała, pozbywali się jej, jak oparzeni. Tak nie da się zdobyć bramki. A bez tego, zwłaszcza, gdy samu gole się traci, trudno o awans. Tylko, czy na pewno - tu kłania się ta determinacja z jesieni - Lech chciał awansu? Jeśli zimą większość pieniędzy (prawie milion euro) wydaje się na Murawskiego, który w tej Lidze Europejskiej zagrać już nie mógł, to może cele są inne? Te dające przepustkę do międzynarodowego towarzystwa w kolejnym rozdaniu. Puchar Polski i liga. By wszystko zaczynać od początku. Jak to u nas. Nie idzie o to, by złapać króliczka, ale by gonić go. Zwłaszcza, gdy ten króliczek nie nazywa się Amman ani Bjoergen. Ani Manchester City czy Liverpool. Tylko np. Inter. Inter Baku. Takiego króliczka można gonić co roku. Bo i z tego da się jakoś żyć.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie