Stanisław Salmonowicz: - Putin ma odwodzie plan B – wielokrotnie sprawdzoną technikę „salami”

Adam Willma
Adam Willma
Prof. Stanisław Salmonowicz: - Jest takie francuskie powiedzenie „c'est un peu du provisoire qui dure”, czyli tylko rzeczy tymczasowe trwają długo. Uważam więc za prawdopodobne, że Putin sięgnie po rozwiązanie z wojny koreańskiej.
Prof. Stanisław Salmonowicz: - Jest takie francuskie powiedzenie „c'est un peu du provisoire qui dure”, czyli tylko rzeczy tymczasowe trwają długo. Uważam więc za prawdopodobne, że Putin sięgnie po rozwiązanie z wojny koreańskiej. Przemyslaw Swiderski
Udostępnij:
Pewien pisarz przyjechał kiedyś do Voltaire’a i opowiedział o tym, jak to Katarzyna II znowu kogoś kazała zamordować. Na to Voltaire: - A wie pan, bardzo ładne futro mi przysłała - z profesorem STANISŁAWEM SALMONOWICZEM rozmawiamy o tym, czego historia uczy nas w sprawie wydarzeń na Ukrainie

Śledzi pan wiadomości z Ukrainy?
Oczywiście, i to na wielu kanałach oraz w wielu językach. Mam przekonanie, że w sprawach ukraińsko-rosyjskich panuje nadmierny optymizm. Moskwa zawsze była państwem absolutystycznym. Kiedy powstał Związek Radziecki, rolę cara przejął pierwszy sekretarz i dziś mamy tego kontynuację. Z wszystkimi konsekwencjami, których publicyści nie biorą zwykle pod uwagę.

Czego na przykład?
W historii Rosji jeden rys pojawia się ciągle – jest to państwo o wyraźnych tendencjach imperialnych. W epoce wczesnego PRL-u otoczeni byliśmy hasłami o imperializmie amerykańskim (który nawiasem mówiąc również istnieje, podobnie jak francuski, czy brytyjski). Rosja długi czas odnosiła porażki, a przez kilka stuleci była odgrodzona od świata przez potężną Rzeczpospolitą polsko-litewską. Kierowała jednak wówczas swoją ekspansję wszędzie tam, gdzie opór był słaby, a więc w stronę Syberii. Tam, gdzie napotykała na silną odpowiedź, starała się stosować metodę salami – odcinania po kawałku.

Czasem również Rosja przegrywała.
Owszem, i gdy przegrywała, zwykle nie realizowała swoich zobowiązań, czekając na pojawiającą się okazję. Wówczas realizowała konsekwentnie swoje cele. Tak było na Kaukazie, w przypadku wojen z Turcją, na tym też polegały próby zamiany niepokornych Kozaków w Kozaków posłusznych. I trzeba oddać Rosji, była konsekwentna w prowadzeniu polityki zagranicznej. I to obojętnie, czy jej twarzą jest Nikołaj Repnin, Gromyko czy Ławrow.

Putin sięgnie do tych doświadczeń?
Jest takie francuskie powiedzenie „c'est un peu du provisoire qui dure”, czyli tylko rzeczy tymczasowe trwają długo. Uważam więc za prawdopodobne, że Putin sięgnie po rozwiązanie z wojny koreańskiej. W tej trwającej kilka lat wojnie Rosjanom wydawało się, że panują nad sytuacją. Wówczas jednak popełnili poważny błąd dyplomatyczny, co nieczęsto się Rosjanom zdarza. Ten błąd jednak na pewno zapamiętali. Gdy Korea Północna zdobyła już połowę Korei Południowej, w Radzie Bezpieczeństwa ONZ pojawił się wniosek amerykański o zorganizowanie wspólnej akcji przeciwko agresorowi. Tymczasem kilka tygodni wcześniej Rosjanie oświadczyli, że nie będą uczestniczyli w posiedzeniach, bo szkoda im na to czasu. Przy nieobecności Rosji nikt zatem nie złożył weta do uchwały o pomocy ONZ dla południowych Koreańczyków. W praktyce wojska pod flagą ONZ składały się głównie z żołnierzy amerykańskich. Zepchnęły one siły Północy prawie pod granicę chińską i zneutralizowaliby ją całkowicie, gdyby nie pomoc tzw. chińskich ochotników. Ale najważniejsze w tej historii jest zakończenie. I tu wracamy do francuskiego powiedzenia – tylko rzeczy prowizoryczne trwają długo. Uzgodniono zawieszenie broni na linii demarkacyjnej będącej z grubsza odzwierciedleniem linii frontu. To prowizoryczne rozwiązanie przetrwało do dziś. Przez długi czas nie było żadnych formalnych stosunków pomiędzy Północą, a Południem. Na granicy stacjonowały oddziały międzynarodowe, od czasu do czasu dochodziło do zbrojnych incydentów.

Czyli czego można spodziewać się na Placu Czerwonym 9 maja?
Sytuacja w Rosji przypomina tę, która panowała w polskim wojsku z czasów PRL, o czym miałem okazję przekonać się na własnej skórze. Zawsze panował tam bałagan, a do dowództwa dochodziły kłamliwe raporty. Na tej samej zasadzie Putin został wprowadzony w błąd co do kondycji ukraińskiej armii, która stała się armią realną, i nastrojów ukraińskiego społeczeństwa. Dlatego nie udał się plan A. Nie musi to jednak przeszkadzać Putinowi, aby 9 maja ma Placu Czerwonym ogłosić zwycięstwo, bo ma on w odwodzie plan B – wielokrotnie sprawdzoną technikę „salami” - odkrajania po kawałku. Ta technika sprawdzała się już także w przypadku Ukrainy. Najpierw zajęty został Krym, później powstały dwie tzw. republiki ludowe.

Rosja musiałaby najpierw zacząć odbudowywać zrujnowany wizerunek...
Spodziewam się ofensywy, która ostatecznie zapewni Rosjanom okręg charkowski, dwie dotychczasowe „republiki” oraz połączenie lądowe z Krymem. To będzie plan minimum dla Rosji, który pozwoli wystąpić Putinowi w roli gołąbka pokoju i ogłosić gotowość do rozejmu, żeby „otworzyć drogę do dialogu”. Gdy pada słowo „dialog” zawsze chodzi o ustępstwa Zachodu. Możliwa jest też wersja „pełnej autonomii” dla podbitych terenów, co w praktyce i tak będzie oznaczało władzę Rosjan. I taka deklaracja może podziałać na „tłuste koty” - Niemcy, Francję czy Włochy, które chciałyby utrzymać swój dotychczasowy dobrobyt. Propozycja „pokoju” i natychmiastowego przerwania działań wpływa na wyobraźnię silniej niż newsy o tym, że rakieta zabiła w jednym miejscu 4, a w innym 6 osób. Putin będzie mógł pochwalić się, że uratował współbraci od represji, a o innych kwestiach może teraz porozmawiać na spokojnie. Do tego dojdzie oczywiście inny stały element – trzeba „oddać głos ludności”, która wypowie się w referendum. Zapewniam, że zaraz pojawi się cały tłum z hasłem „jest jak jest, ale pokój jest najważniejszy”. To zresztą również nic dziwnego, bo po śmierci każdego pierwszego sekretarza KPZR, gdy wybierany był kolejny, zawsze panowało w Europie zachodniej dziwne przekonanie, że teraz to już na pewno się dogadamy, nawet jeśli facet był wcześniej szefem KGB (nawiasem mówiąc tylko Stalin nie wyszedł bezpośrednio ze środowiska służb).

Politycy będą kalkulowali, ale wyborcy długo nie zapomną fotografii z Buczy.
Do tej pory opinia publiczna była bardzo wzburzona wydarzeniami na Ukrainie, głównie dlatego, że ten konflikt odbywa się blisko. Gdyby odbywał się w Afganistanie, błyskawicznie zszedłby z czołówek gazet. Jeśli jednak Putin ogłosi rozejm, natychmiast odezwą się ci, którzy do tej pory siedzieli cicho. Znaczna część polityków Europy przypomni starą rzymską zasadę stosowaną w prawie cywilnym „beatus qui tenet” (szczęśliwy, który posiada), nawet jeśli utrzymuje się to chwilowo, to niech to trzyma do późniejszego rozstrzygnięcia. Przecież nikt już nie mówi o ukraińskim Krymie. Zatem resztę przełoży się na czas bliżej nieokreślonych rokowań w Genewie lub w Stambule, ale zanim zapadną tam jakieś decyzje, Putin zdąży przejść na emeryturę. W takich rozgrywkach Rosjanie są znakomici. Resztę załatwią pieniądze. Można tu posłużyć się anegdotą. Pewien pisarz przyjechał kiedyś do Voltaire’a i opowiedział o tym, jak to Katarzyna II znowu kogoś kazała zamordować. Na to Voltaire: - A wie pan, bardzo ładne futro mi przysłała.

Kiedy po raz pierwszy po stanie wojennym wypuszczono mnie na Zachód, gdy przyjechałem na Freie Universität w Berlinie, wszędzie wokół natykałem się na graffiti „Besser rot, als tot” („Lepszy czerwony, niż martwy”). Wyrażało to przekonanie większości studentów, że gdyby NRD wkroczyła do Berlina Zachodniego, nie kiwniemy palcem. Rozmawiałem wówczas ze studentami na ten temat i usiłowałem im uświadomić, co oznacza jeśli wkroczy Armia Czerwona i ich wyzwoli. A szczególnie dokładnie wyzwoli ich żony i przyjaciółki. Niestety, podobny ton pobrzmiewa w wypowiedziach papieża Franciszka, z których trudno wywnioskować kto właściwie najechał na Ukrainę. To również nie jest nic nowego. Co najmniej od XVI wieku polityka Watykanu wobec Rosji jest ciągle nastawiona na jeden cel. Jest to marzenie, aby dogadać się z prawosławiem. Niestety my często ponosiliśmy koszty tych pomysłów.

Prof. Stanisław Salmonowicz: - Jest takie francuskie powiedzenie „c'est un peu du provisoire qui dure”, czyli tylko rzeczy tymczasowe trwają długo. Uważam
Prof. Stanisław Salmonowicz: - Jest takie francuskie powiedzenie „c'est un peu du provisoire qui dure”, czyli tylko rzeczy tymczasowe trwają długo. Uważam więc za prawdopodobne, że Putin sięgnie po rozwiązanie z wojny koreańskiej. Adam Willma

Jakie skutki będzie miała ta wojna dla świata?
Przysłano mi kiedyś ankietę na temat przyszłości. Napisałem w niej, że dobrze to już było. Przyczyną mojego pesymizmu jest demografia, a ściślej – możliwości wykarmienia ciągle zwiększającej się populacji ludzkiej. Przykład Ukrainy pokazuje, że wystarczy poważne zaburzenie w którymkolwiek kraju, który jest dużym dostawcą żywności.

Jestem też pesymistą, co do tego, czy istnieje realna możliwość prowadzenia światowej polityki ekonomicznej wymagających dużych poświęceń w krajach, w których rządzi opinia publiczna. W takich państwach polityk, który nawołuje do zaciśnięcia pasa musi przegrać. Mam wątpliwości, czy prawdziwa demokracja jest w stanie przetrwać w dobie globalnych mediów. Pojęcia prawdy, wartości i celów strategicznych straciły bowiem jakiekolwiek znaczenie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Stanisław Salmonowicz: - Putin ma odwodzie plan B – wielokrotnie sprawdzoną technikę „salami” - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowości Gazeta Toruńska
Dodaj ogłoszenie