Styczeń miesiącem wstydu - czyli za co Polacy-szaracy powinni się rumienić

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski

Widzę to, co widzę i w ogóle się nie wstydzę. Niech się wstydzi ten co robi, nie ten, co widzi – śpiewał kiedyś klasyk Kazimierz, wieszcz z Kultu. Niby racja, ale jakoś trudno się nie wstydzić za tych, co się wstydzić nie chcą wcale, a wcale. Szczególnie, że ten wstyd stał się naszą bronią ostatnią, a nawet ostateczną.

Bo kiedy zawodzą inne regulatory życia, choćby państwowe – co to mają prostować i przywracać porządek błogi - to zostaje nam tylko stare, dobre poczucie wstydu. Bo weźmy choćby tę naszą minister drogą Emilewicz, promotorkę i twarz lockdownu, której rodzina hulała na nartach. Jasne, pani minister furtkę znalazła, ale co by się z nią stało, gdyby regulatory działały? To samo, co z paroma innymi dostojnikami w Europie. Zniknęłaby z salonów, jak ten śnieżek styczniowy. Albo przynajmniej schowaliby ją do szuflady. A u nas nie stało się nic. I jak tu się nie wstydzić?

Ale zostawmy polityków, bo to zbyt proste. I zostawmy tych, za których wstydzimy się zawsze, bo walenie się w ich piersi jest już nudne. Przyjrzyjmy się nam, Polakom-szarakom. Szczepienia? No cóż to ostatnio wylazło na wierzch w wielu szpitalach? Otóż najpierw do szczepionek dopadli pracownicy administracji, wpychając się do kolejki przed lekarzy i pielęgniarki. Bo mogli. Bo pewnie tamci nie mieli czasu, zajęci ratowaniem ludzi. Gratulacje za życiowy spryt, ale może trochę byście się państwo powstydzili? Bo z takiego spryciarstwa to się spowiadać trzeba. Biznes? Jasne, że pandemia jedne firmy zabija, inne wynosi pod niebiosa, bo zawsze na coś popyt jest. Ale jeden przykład - kiedy drogi rodaku kupujesz sobie kotlecika z dowozem, to kogo dorabiasz? Nie, nie tę knajpkę, której tylko dajesz przeżyć, dorabiasz pośredników - internetowych gigantów sprzedaży na wynos. I nie wstyd, drodzy giganci, aż tak śrubować prowizje od tych zdychających knajpek?

Cóż, poczucie wstyd jest w życiu człowieczym motorem albo hamulcem – tyle, że my mamy z nim jakby problem narodowy. To znaczy intymnie wstydzimy się tego, co wszyscy. Niedostatków naszej cielesności, braku kompetencji, biedy. Ale w życiu społecznych jest już inaczej, bo pewnie wielu z nas bardziej wstydziłoby się tego, że nie wypchnęli kogoś z kolejki, jak była okazja, niż, że wypchnęli. W końcu chwalenie się życiowym cwaniactwem , to jedna z naszych głównych przypadłości. Prawie tak oczywista, jak licytowanie się w tym, kogo bardziej skrzywdził świat. Bo, parafrazując klasyka Kazimierza, u nas zawsze „Mój ból jest lepszy niż twój”.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie