Terapia Cantony

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Eric Cantona nie kopie już piłki w barwach Manchesteru United, lecz nadal jest idolem kibiców Czerwonych Diabłów. Opowiada Ken Loach, angielski reżyser, który w towarzystwie Cantony wybrał się na mecz na Old Trafford po 11 latach od pożegnania genialnego, ale i rogatego Francuza: „Usiedliśmy na trybunie z kibicami, nie w loży VIP-ów. Nikt nie wiedział, że jesteśmy na stadionie. I nagle, tuż przed rozpoczęciem meczu, zaczęto śpiewać piosenkę dedykowaną Cantonie. Czerwone Diabły to robią przed każdym spotkaniem. 70-tysięczny tłum kibiców podchwycił melodię i też zaczął śpiewać”.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/reszka_jaroslaw.jpg" >Eric Cantona nie kopie już piłki w barwach Manchesteru United, lecz nadal jest idolem kibiców Czerwonych Diabłów. Opowiada Ken Loach, angielski reżyser, który w towarzystwie Cantony wybrał się na mecz na Old Trafford po 11 latach od pożegnania genialnego, ale i rogatego Francuza: „Usiedliśmy na trybunie z kibicami, nie w loży VIP-ów. Nikt nie wiedział, że jesteśmy na stadionie. I nagle, tuż przed rozpoczęciem meczu, zaczęto śpiewać piosenkę dedykowaną Cantonie. Czerwone Diabły to robią przed każdym spotkaniem. 70-tysięczny tłum kibiców podchwycił melodię i też zaczął śpiewać”.

Wizyta na stadionie reżysera i ekspiłkarza była wynikiem prośby Cantony, by Loach nakręcił film o jego relacjach z kibicami. Reżyser najpierw poczuł konsternację. W końcu jednak powstała opowieść, która oczarowała publiczność festiwalu w Cannes dwa lata temu. Opowieść - trzeba dodać - zmyślona. Jej bohaterem jest skromny 50-letni listonosz z Manchesteru Eric Bishop, przechodzący załamanie nerwowe. Gdy pewnego dnia policja zatrzymuje go po tym, jak przez wiele godzin blokował rondo, kręcąc na nim autem setki kółek, sytuacja dojrzała do interwencji. Z pomocą postanawiają przyjść koledzy z pracy. Ich psychologiczne, amatorskie wysiłki nie dają jednak rezultatów. Wtedy do akcji wkracza imiennik Bishopa, czyli... sam Eric Cantona, którego smutny listonosz był przez lata zagorzałym fanem. Cantona zjawia się w domu Bishopa niczym dżin z lampy Alladyna i aplikuje mu swoją terapię. Polega ona na wzmocnieniu ego listonosza, pchnięciu go do walki ze złem i dodaniu odwagi do próby odzyskania miłości, którą kiedyś ciężko zranił.

<!** reklama>Brzmi to baśniowo, lecz realizacja okazała się wyśmienita. Poza Cantoną w roli samego siebie, jest to film bez gwiazd i dzięki temu staje się wiarygodny. Może działać terapeutycznie na osoby, które utraciły sens życia lub są blisko jego utraty. Do historii kina wejdzie chyba wspaniała scena, jedna z ostatnich w filmie. Jej bohaterami są kibice Czerwonych Diabłów, po części właśnie listonosze, którzy przed jednym z meczów postanawiają się rozprawić z okrutnym gangsterem, prześladowcą Bishopa i jego syna. Autokar kibiców podjeżdża pod elegancką willę, zatrzymuje się, by wysadzić... kilkudziesięciu chłopa z kijami bejsbolowymi i karabinami do paint-balla w dłoniach i w maskach z podobizną Cantony. Urządzają oni demolkę willi i malowanie półnagiego przestępcy na czerwono. Wreszcie ostrzegają, że jeśli zacznie szukać zemsty, nagrywany przez nich film z tego zajazdu znajdzie się w Internecie i zniszczy wizerunek gangstera jako twardziela. Zagrane - palce lizać!

Nasza ocena: 3/3

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie