Tomasz Frankowski: Legia Warszawa przegra tytuł przez własną indolencję (rozmowa)

Michał SkibaZaktualizowano 
brak
W walce o mistrzostwo Polski karty rozdaje Jagiellonia Białystok. To ona sprawdza kandydatów na mistrza - mówi Tomasz Frankowski, były reprezentant Polski, legendarny napastnik w naszej lidze. Lotto Ekstraklasa zbliża się do finału. Już w niedzielę poznamy nowego mistrza Polski. - Przyznam się szczerze, że dwa miesiące temu nie wierzyłem, że Legia dogoni Lechię, a największa presja jest teraz w Gliwicach - dodaje Frankowski.

Michał Skiba: Bolała Pana porażka Jagiellonii Białystok na PGE Narodowym? Trzeba przyznać, że to był słaby finał Pucharu Polski.

Tomasz Frankowski: Nie dziwię się tym, co oglądali mecz w telewizji, że narzekają. Oni mogli się wynudzić, bo faktycznie poziom nie był zbyt wysoki jak na umiejętności, które mogą pokazać obie ekipy. Lechia znalazła sposób na Jagę. Siedząc na trybunach i widząc oprawy kibiców obu zespołów, to można powiedzieć, że oni na pewno do widowiska się przygotowali. Incydenty z racami też były, ale wiadomo, jak jest. Kibice jednak byli na świetnym poziomie. O wygranej Lechii zdecydował łut szczęścia. Jagiellonia przegrała trzeci finał Pucharu Polski i wciąż ma jeden puchar, zdobyty w 2010 roku.

Jagiellonia obroni czwarte miejsce i będą puchary w Białymstoku?

Białostoczanie na pewno będzie rozdawać karty w grze o tytuł. Jagiellonia właśnie zagrała z Piastem, a zaraz zagra z Legią Warszawa. Na koniec sezonu zostaje starcie z Lechią Gdańsk. Same spotkania z zespołami żywo zainteresowanymi tytułem - więc już jest problem. Ekipa Ireneusza Mamrota musi pilnować swojego wyniku, a jej ostatnio gra się lepiej z zespołami z czołówki, niż z średniakami. Statystycznie Jagiellonia robi punkty, gdy niekoniecznie jest faworytem. W tych trzech ostatnich kolejkach siedem punktów na pewno by wystarczyło do czwartego miejsca.

Pan widzi przemianę Michała Probierza jako trenera? Cracovia gra inaczej niż Jagiellonia, którą prowadził.

Trzeba przyznać, że na pewno Cracovia miała rewelacyjną passę - wygrywała mecz za meczem. Ale nieuchronna jest zadyszka, dlatego szczęśliwie przyszła wygrana z Lechią.

Pan się zgodzi z trenerem Probierzem, że kalendarz można byłoby ułożyć inaczej? Gramy kilka miesięcy, a o wszystkim decyduje maj.

Pełna zgoda, ale wejście w sezon niezbyt dużą dawką spotkań ma swoje walory, zwłaszcza zimą. Dwa miesiące przerwy i przygotowania w tych warunkach utrudniają skuteczną grę o stawkę co trzy dni. Gdyby można było wydłużyć sezon o dwa tygodnie, to byłoby łatwiej, ale dla nas za to przecież eliminacje do europejskich pucharów zaczynają się już na końcu czerwca lub początku lipca. Trzeba się dostosować.

Lechia Gdańsk dwoma spotkaniami z Cracovią przy Kałuży przegrała tytuł?

Cała runda wiosenna jest nieco pod górkę dla Lechii Gdańsk. Pomijając radość po zdobyciu Pucharu Polski, to wiosna nie jest zbyt udana. Przewaga nad Legią Warszawa była spora i została roztrwoniona. Warszawianie nie notują przecież rewelacyjnej wiosny, a nadrobili punkty z nawiązką. Trener Piotr Stokowiec chyba zauważył, że oddanie lub pozbycie się kilku zawodników jesienią i zimą mogło być błędem. Teraz brakuję trochę energii, kadry, by poszachować siłami. Trzy zwycięstwa więcej i sytuacja byłaby zupełnie inna.

I w tym wszystkim niespodziewanie odnalazł się Piast Gliwice. Mecz Piasta z Legią na Łazienkowksiej był jednym z lepszych spotkań w całym sezonie. W niedzielę doszła dramatyczna wygrana z Jagiellonią.

Teraz jednak pojawi się presja w Gliwicach. Dwa spotkania do końca sezonu i możliwość gry o tytuł. Trzeba przyznać, że Piast jest ogromnym zaskoczeniem tego sezonu. Nie stawiałem na nich w żadnym momencie, ale robiąc po cichu robotę i mając w składzie chłopaka, z którego się trochę śmiano, że jest takim wesołkiem, to ten Gerard Badia wolejem na Łazienkowskiej z Legią na dobre uciszył krytyków i ludzi niezadowolonych z pozycji Piasta w tabeli. Niezależnie od tego, co wydarzy się w dwóch ostatnich kolejkach, to już jest bardzo udany sezon dla Piasta. Wielkie brawa dla Waldemara Fornalika.

Legia Warszawa zimą była daleka od tytułu, ale wiosna wszystko zmieniła.

Dwa miesiące temu wydawało mi się, że Lechia nie wypuści tej przewagi. Mówiłem w wywiadach, że mistrzowie Polski nie dogonią gdańszczan. Przed niedzielą, to Legia miała wszystkie karty. Przyjeżdża teraz do Białegostoku i na koniec ma Zagłębie Lubin u siebie. Legia tylko może przegrać ten tytuł przez własną indolencję.

Zimą też niewielu się spodziewało, że Śląsk Wrocław będzie drżał o utrzymanie.

Co roku powtarza się sytuacja, gdzie mówimy o Śląsku Wrocław w kontekście gry w pierwszej ósemce, a potem znowu dzieje się źle. Wrocław ma piękny stadion, historię, kibiców. Śląsk da się lubić i jest potrzebny tej lidze. Ich seria jest dramatyczna - sześć meczów i cztery porażki. W tej rundzie dodatkowej ugrali punkt z Wisłą Kraków i obudzili się na spotkania z Zagłębiem Sosnowiec i Wisłą Płock. Zaraz przekonamy się, czy wygrana z Sosnowcem byłą tylko przebłyskiem. Inaczej Śląsk Wrocław pożegna się z ekstraklasą.

Trudny to był dla pana okres, jako byłego piłkarz Wisły Kraków, którą pewne ma blisko sercu? Powoli wszystko wychodzi na prostą.

Ludzie odpowiedzialni za funkcjonowanie Wisły zakasowali rękawy niesamowicie. Chylę czoła przed nimi. Ciekawe, że Maciej Stolarczyk jako piłkarz nie był zwolennikiem pięknej gry, a skutecznej - jako trener przeorganizował swoje myślenie i Wisła gra ładnie i skutecznie. Zdarzają się kiepskie serie, ale przewaga nad drużynami walczącymi o spadek jest duża. Wygrana w Zabrzu dała nadzieję, ze następny sezon będzie lepszy.

Prawdziwa piłka nożna tylko w Lidze Mistrzów?

Na pewno porażka Barcelony, a zwłaszcza jej rozmiary to sensacja. Gdzieś z tyłu głowy miało się wspomnienia z poprzednich blamaży Barcelony. Katalończycy odpadali z Ligi Mistrzów z przytupem. Klęska w Rzymie 0:3 wracała do mojej świadomości. Jeszcze wcześniej Juventus rozmontował Barcelonę. I cały czas mam przed oczami bezzębnego Leo Messiego. Mimo że Blaugrana przegrała wysoko, to Messi we wtorek stanął na wysokości zadania, to reszta nie funkcjonowała. Liverpool zjadł zespół z Barcelony.

Katalończycy przyjechali do Liverpoolu z myślą o jednym jedynym golu do strzelenia i to ich zgubiło?

Messi wiedział, że Cristiano Ronaldo odpadł z Ligi Mistrzów i bardzo podkręcił tempo. Grał w Lidze Mistrzów świetnie, miał pewnie 90 procent pewności, że w zasadzie wszystko jest jego rękach i nogach. Widząc jego zaciętość w fazie grupowej i pucharowej... to były dwa inne światy. W meczu na Camp Nou strzelił dwa gole, nie odmówi mu się aktywności na Anfield. Z przykrością się patrzyło na Luisa Suareza, który nie był widoczny, prawie wszystkie pojedynki z Virgilem van Dijkiem przegrał bardzo łatwo. To jedna z podstaw. Poza tym Liverpool miał agresję i zadziorność, to położyło Barcelonę na kolana.

Pan pamięta takiego gola, jak trafienie Divocka Origiego na 4:0 po szybkim rozegraniu piłki z rzutu rożnego?

Oczywiście, że jest to niedopuszczalne. Wielki szacunek dla Trenta Alexandra-Arnolda. On już odpuszczał tego rożnego na rzecz Xherdana Shaqirego, ale kątem oka dostrzegł Origiego. I w ułamku sekundy doszło do zmiany planu i jego wykonania. Wszystko z chirurgiczną precyzją. Oczywiście, to Divock Origi zebrał pochwały za bramkę, ale to jest gol Arnolda. Barcelona zdała sobie sprawę, ze przysnęła, ale mocno po fakcie. Czapki z głów za cały sezon dla młodego prawego obrońcy LFC. Ma niebywałą technikę, widziałem, jak bije rzuty wolne. Podania ma iście królewskie.

polecane: FLESZ: Nowe zasady spadków i awansów w ekstraklasie i 1.lidze

Wideo

Materiał oryginalny: Tomasz Frankowski: Legia Warszawa przegra tytuł przez własną indolencję (rozmowa) - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

(J)

Podsumujmy. Znawca i ekspert, do niedawna nie dawał najmniejszych szans na włączenie się Piasta do walki o mistrzostwo - wielki błąd. Równocześnie nie dawał szans Legii na dogonienie Lechii - totalna porażka eksperta. Liderującej Legii przypisywał już mistrzostwo, nie wierząc, że w końcówce sezonu Legia może oddać pozycję lidera - kompromitacja? W takich sytuacjach „eksperci" uciekają się do głupiego i fałszywego alibi: „...bo liga jest nieprzewidywalna". Po co więc taki „ekspert" próbuje cokolwiek przewidywać? Czy ten pan, wykazujący się indolencją, ma jeszcze coś do opowiadania, po zaistniałych już faktach, które przecież sami obserwujemy?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3