Uciekał z Wehrmachtu na czworakach

Maciej Hering
Okres II Wojny Światowej zaczął się dla Zygmunta Wojanowskiego tragicznie, ale mimo to obfitował w wiele niezwykłych wydarzeń.

Okres II Wojny Światowej zaczął się dla Zygmunta Wojanowskiego tragicznie, ale mimo to obfitował w wiele niezwykłych wydarzeń.

<!** Image 2 align=right alt="Image 80626" sub="W domu Zygmunta Wojanowskiego niemal na każdym kroku widać pamiątki z czasów wojny. Tablica upamiętniająca szlak bojowy II Korpusu Wojska Polskiego to doskonała lekcja historii dla wszystkich członków jego rodziny i nie tylko / Fot. Maciej Hering">Zygmunt Wojanowski jest rodowitym grudziądzaninem. W chwili wybuchu wojny w 1939 roku miał zaledwie 17 lat. Mimo licznych represji, których doznał ze strony hitlerowskich najeźdźców, zdołał wydostać się z kraju i wstąpić do polskich oddziałów we Włoszech.

Siłą do Wehrmachtu

- Na początku wojny, niemal wszyscy młodzi ludzie z terenu Grudziądza i okolic byli kierowani do pracy - mówi Wojanowski. - Niestety jako Polak, mimo że wcześniej pracowałem w fabryce maszyn rolniczych, nadawałem się wyłącznie do pracy na roli. Wysłano mnie do niemieckiego gospodarstwa na Żuławach niedaleko Nowego Dworu Gdańskiego. Nie byłem tam jednak sam, razem z kilkoma kolegami robiliśmy za parobków, wysyłani najczęściej do orania pól i naprawy maszyn rolniczych. By odróżnić nas od rodowitych Niemców, każdy z nas musiał naszyć na marynarce literę „P”. Niestety, fakt że byłem rdzennym Polakiem nie uchronił mnie od służby w Wehrmachcie.

Na początku 1943 roku wojskom niemieckim doskwierały braki. Wielu żołnierzy ginęło na froncie wschodnim, a na ich miejsce kierowano ludność z terenów włączonych do III Rzeszy.

<!** reklama>- W styczniu 1943 roku zostałem wysłany do Stuttgartu na 9-miesięczne szkolenie piechoty - mówi kombatant. - Po jego ukończeniu wraz z pozostałymi żołnierzami polskiego pochodzenia wysłano nas do Włoch. Trafiłem do plutonu ckm-ów, gdzie kadrę dowódczą stanowili Niemcy, a obsługę stanowisk karabinowych wyłącznie Polacy. Naszym zadaniem była ochrona pasma umocnień nad rzeką Sangro. Niejednokrotnie podczas nocnych patroli udało nam się wypatrzeć kanadyjskich żołnierzy, którzy stacjonowali kilkaset metrów przed nami. Wtedy to, zrodził się w naszych głowach pomysł, by uciec z Wehrmachtu i poddać się aliantom.

Ucieczka do aliantów

Zygmunt Wojanowski wraz z kolegami z plutonu całą akcję postanowił przeprowadzić nocą, kiedy stanowiska karabinowe opuszczali ich niemieccy dowódcy.

- Jak na złość, moi towarzysze zapomnieli mnie obudzić, i kiedy przyszło uciekać, musiałem to zrobić na własną rękę, bo okopy były już opustoszałe - zapewnia kombatant. - Na czworakach przedostałem się do pobliskiego lasu, w którym z powodu ciemności trochę pobłądziłem i do najbliższego miasta opanowanego przez aliantów trafiłem dopiero nad ranem. Dostałem się do niewoli, ponieważ miałem na sobie niemiecki mundur. Kiedy wyjaśniłem, że jestem Polakiem, sprawy potoczyły się błyskawicznie.

U generała Andersa

Do marca 1944 roku Zygmunt Wojanowski przebywał w obozach alianckich pod nadzorem Anglików w takich miejscowościach jak Fogia, Bari, Taranto czy wreszcie Tunis, gdzie spędził najwięcej czasu. Dopiero w kwietniu wraz z grupą Polaków został przewieziony do polskiego obozu wojskowego w Boufarik niedaleko Algieru.

- 20 maja 1944 roku zostałem przydzielony do II Polskiego Korpusu we Włoszech - mówi Wojanowski. - Znalazłem się w 13. Batalionie Strzelców na stanowisku radiotelegrafisty. Od lipca mój oddział brał udział w niemal wszystkich działaniach zbrojnych II Korpusu. Walczyliśmy w kampanii adriatyckiej pośród wysokich pasm górskich. Wysadzano nas desantem, by następnie pieszo wspinać się na opanowane przez Niemców szczyty i wykonywać operacje zwiadowcze.

Po zakończeniu działań wojennych żołnierze II Korpusu zostali przetransportowani do Wielkiej Brytanii i zdemobilizowani.

- Pozostawałem w Anglii do 1947 roku - mówi kombatant. - Pracowałem w magazynach wojskowych, jednak cały czas myślałem o upragnionym powrocie do Polski. Jeszcze przed końcem roku powróciłem do Grudziądza, gdzie po niespełna miesiącu dostałem pracę w fabryce maszyn rolniczych.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie