Wędkowanie to także wyzwanie intelektualne

Włodzimierz Szczepański
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Z WOJCIECHEM OLSZEWSKIM, prezesem Toruńskiego Towarzystwa Wędkarskiego, rozmawia Włodzimierz Szczepański.

Z WOJCIECHEM OLSZEWSKIM, prezesem Toruńskiego Towarzystwa Wędkarskiego, rozmawia Włodzimierz Szczepański.

Co może być pasjonującego
w siedzeniu przez kilka godzin nad wodą? Nie dość, że ryba nie bierze, to komary tną i cierpną nogi...

Każdy wędkarz mógłby zadać pytanie, jak może to nie pasjonować. Łowienie pozwala człowiekowi uciec w samotność, wyciszyć się. Wbrew pozorom, ryba wcale nie jest głupia. Wędkowanie to także wyzwanie intelektualne. Jeśli facet obok mnie jest w stanie złapać 20 pstrągów,
a ja łowię cały dzień i nic, to znaczy, że muszę się jeszcze wiele nauczyć. To jest wyzwanie i zabawa.

<!** reklama>

Od dawna Pan wędkuje?

Od dziecka. Na Wiśle, potem na różnych rozlewiskach i jeziorkach.
W końcu z rybami związałem się zawodowo. W muzeum prowadziłem dział rybołóstwa. Pisałem też pracę doktorską o wędkowaniu.

Potem założył Pan towarzystwo. Dlaczego?

Nie podobało mi się to, co dzieje się nad naszymi wodami. Na początku trudno było znaleźć piętnaście osób, aby zarejestrować towarzystwo. Jego pierwszymi członkami byli pracownicy
i studenci UMK. Znaleźliśmy też jezioro, a tak naprawdę zaśmiecone wyrobisko pożwirowe. I byliśmy jednymi z pierwszych w Polsce, którym udało się przeprowadzić rekultywację zbiornika. Przyjeżdżali do nas inni wędkarze i podpatrywali, co robimy. Teraz, aby dostać się do naszego towarzystwa, niezbędna jest rekomendacja dwóch osób. Trzeba też pracować społecznie przy czyszczeniu zbiornika i organizacji zawodów wędkarskich. Ryby złowione na zawodach oddajemy do domów dziecka.

Od czego radziłby Pan zacząć początkującym wędkarzom?

Od znalezienia znajomego, który wprowadzi ich w tajniki wędkowania. Można uczyć się z książek lub Internetu, ale to nie to samo, co porady praktyka. Znam to z własnego doświadczenia. Wiele lat dochodziłem do rzeczy, których mógłbym się nauczyć znacznie szybciej.

Czy przygodę z wędkowaniem zaczynać należy od markowego sprzętu?

W żadnym przypadku. Jest tyle metod wędkowania, że nim poczujemy, która nam najbardziej odpowiada, szkoda wydawać pieniądze na drogi sprzęt. Laik może go łatwo uszkodzić. Takiej osobie sprzedawca może wcisnąć coś drogiego. Byłem świadkiem, jak handlowiec namówił kilenta do kupienia kołowrotka za 2,5 tysiąca złotych. Tłumaczył, że bez niego nie złowi nawet płotki. Wystarczy sto złotych, aby kupić pierwszą wędkę. Później można zmieniać sprzęt.

Zaczynamy więc od kija, a potem na morze...

Dlaczego nie? Regularnie łowimy w Bałtyku. Nawet osoba początkująca może wybrać się na taką wyprawę. Rzadko wraca się z rejsu bez ryby. Wydamy na dojazd i 100-170 złotych na rejs. Sprzęt można wypożyczyć. Jest tylko jedna zasada. Musimy sami poszukać zaufanego szypra. Ci, którzy ogłaszają się na banerach, z reguły nie są godni polecenia. Po prostu nieuczciwy szyper nie szuka nowych łowisk. Płynie do tych, gdzie wcześniej brały ryby. Już sam rejs jest niezwykłą przygodą i na długo zostaje w pamięci.

Złowił już Pan swoją wymarzoną rybę?

Moja największa ryba ważyła osiem kilogramów. Jednak nie zawsze chodzi o wielkość. Są ludzie, którzy wolą mniejsze okazy, ale takie, które częściej biorą, ale i tacy, którzy chodzą kilka razy w to samo miejsce, aby złapać konkretną dużą rybę. Moja wymarzona ryba? Myślę, że wciąż na mnie czeka.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie