Zawsze jest na mecie

Redakcja
Z WIESŁAWEM GUZIEJEWSKIM, najstarszym włocławskim maratończykiem, rozmawia Jarosław Czerwiński.

Z WIESŁAWEM GUZIEJEWSKIM, najstarszym włocławskim maratończykiem, rozmawia Jarosław Czerwiński.

<!** Image 2 align=right alt="Image 171991" sub="Wiesław Guziejewski zdobył już tyle pucharów i medali, że te nie mieszczą się półkach. Jednak jak sam przyznaje, torfeami nie chawli się, bo biega dla siebie Fot. Jarosław Czerwiński">Przebiegł Pan trzydzieści osiem maratonów. Jak to się zaczęło?

Biegałem już jako młody chłopak na trzy, pięć kilometrów. Mając dwadzieścia pięć lat, zacząłem pokonywać dystans półmaratonu. Jednak w maratonie wystartowałem dopiero po pięćdziesiątce. Wcześniej bałem się, że nie dam rady go ukończyć. Mój pierwszy start był w Toruniu, gdzie limit czasowy wynosił pięć godzin i wyrobiłem się w nim na styk. Starowałem wtedy w ciężkich butach sportowych za dwadzieścia złotych, zupełnie nienadających się do biegania. Pielęgniarka, gdy mnie zobaczyła, to się załamała. Stopy poobcierane, nogi także. Wystartowałem zupełnie nieprzygotowany. Nie miałem trenera, nikt mi nie pomagał, biegałem przecież tylko dla siebie. Od tej pory zaliczyłem już piętnaście maratonów. Startowałem, między innymi, w Poznaniu, Krakowie i Warszawie. We Włocławku pierwszym był Bieg Kujawiaka. Zawsze w swojej kategorii zdobywam pierwsze, drugie bądź trzecie miejsce. Dotąd nie zdarzyło mi się, żebym nie ukończył biegu.

Bieganie to sposób na życie?

Tak, to jest moim sposobem na życie. Człowiek ma swojego bakcyla - jeden zbiera znaczki, inny monety, a ja jak nie pobiegam z dwa, trzy dni, to jestem chory. Za to, jak pobiegnę, spocę się, to czuję się, jakbym się narodził. Jednak swoje pierwsze kroki w sporcie stawiałem w kolarstwie. Jeździłem na rowerze w klubie „Start”. Dopiero po kolarstwie zacząłem biegać.

<!** reklama>Ma Pan jeszcze miejsce na medale i puchary?

Medali to mam tyle, że pudełka z nimi nie mogę udźwignąć. Pucharów także nie ma gdzie już stawiać. Tylko zostawiam na półce statuetki. Jednak nie chwalę się tymi trofeami, w końcu biegam dla siebie.

Jak wyglądają przygotowania do maratonów?

Co drugi, trzeci dzień biegnę do lasu i robię 10-15 kilometrów. Jak jest ładna pogoda, to nawet dwadzieścia. Staram się trenować bez względu na pogodę. Nie ważne czy pada śnieg, czy deszcz. W moim wieku za duży wysiłek czy przetrenowanie też nie jest dobre. Także po maratonie trzeba z miesiąc czasu sobie odpuścić i uważać z wysiłkiem. Wszystkiego uczyłem się na własnych błędach. Widziałem, że się źle ubrałem i muszę następnym razem inaczej się przygotować. Także sporo pomagali mi bardziej doświadczeni koledzy. Teraz nie ma z tym problemu, jest masa wydawnictw i poradników. Także ze sprzętem - teraz wszystko można kupić.

Od czego trzeba zacząć?

Zaczynamy od 800 metrów, potem kilometra. Wszytko stopniowo, trochę sprinty, trochę marszu. Stopniowo, powoli, aż możemy dojść do takiej kondycji, że jesteśmy w stanie ukończyć nawet maraton.

Czterdzieści dwa kilometry do pokonania. O czym się wtedy myśli?

Na samym początku, gdy startowałem, bałem się skurczy mięśni i o tym myślałem. Teraz już mi się nie zdarzają. Podczas maratonu wyłączam się i jestem skupiony na biegu. Podziwiam także widoki. Jest to forma relaksu, odizolowania się od kłopotów i zmartwień.

A kiedy jest kryzys?

Po trzydziestym kilometrze, gdy do mety jest tak mało. Nie wolno się wtedy zatrzymywać. Jeśli człowiek zwolni tempo, zacznie maszerować, to przychodzą różne myśli i wątpliwości. Wtedy wielu maratończyków odpada. Najczęściej tuż przed samą metą.

Teraz bieganie jest popularnym sportem&

Kiedyś było inaczej. Zdarzało się, że podczas maratonów widzowie pukali się w głowę. Czasami padają pytania, za co uczestnicy biegną i dlaczego. Znajomi też się dziwili. Podejście ludzi jednak się zmienia. Teraz biega bardzo dużo ludzi i nikt się nie dziwi. Jest to bardzo popularny sport.

Sport to zdrowie?

Tak. Nie choruje, jestem zahartowany. Żadnych leków nie biorę. Bieg pomaga w zdrowiu, jednak trzeba pamiętać, że nic ponad siły.

Maratończyk po siedemdziesiątce budzi szacunek?

Tak i to jest cała frajda. Gdy jestem na pięćsetnym miejscu na kilka tysięcy startujących, to ile młodszych od siebie osób wyprzedzę? Czasami na starcie zawodnicy dziwią się, że starsze osoby w tym wieku biegną, a potem dziadkowie ich wyprzedzają. Na mecie wtedy już nas traktują z szacunkiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie