Ciszej, mości panowie żużlowcy!

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
To miała być próba sił. Dowiodła ona niezbicie, że nic się nie zmieniło. Choć mamy w Polsce najsilniejszą ligę na świecie, najlepszych zawodników i największą rzeszę kibiców, to tak naprawdę w światowym żużlu jesteśmy głęboką prowincją.

To miała być próba sił. Dowiodła ona niezbicie, że nic się nie zmieniło. Choć mamy w Polsce najsilniejszą ligę na świecie, najlepszych zawodników i największą rzeszę kibiców, to tak naprawdę w światowym żużlu jesteśmy głęboką prowincją.

<!** Image 2 align=none alt="Image 172460" sub="Adrian Miedziński był jednym z najgorętszych przeciwników nowych tłumików. Teraz i on nie ma wyboru... Być może jest to jedno z ostatnich zdjęć torunianina ze starym jeszczem osprzętem. / Fot. Łukasz Trzeszczkowski">Wokół polskiego żużla znów zrobiło się głośno. To paradoks, bo mówimy o rekordowym, na pograniczu fenomenu, zainteresowaniu tym sportem w miastach, w których są drużyny, o wielkich wynikach i takich pieniądzach jak nigdzie na świecie, a trzeba takich wydarzeń jak bitwa na trybunach czy tragiczny wypadek, żeby o żużlu mówiły ogólnopolskie media. Tym razem przez media przetoczył się spór o tłumiki.

Tak naprawdę to tylko drobiazg. Na stadionach ma być o 10 decybeli ciszej. Tak zarządziła Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) pod wpływem lobby ekologicznego. I nic dziwnego. Dziś chcemy żyć wygodnie, w czystości i bez hałasu. Sporty motocyklowe są często nazywane na świecie brudnymi i dlatego są lekceważone, a zainteresowanie nimi kwitnie w ledwie kilkunastu krajach i tak naprawdę nie rośnie, w przeciwieństwie do wielu innych dyscyplin sportu, tych czystych, ale maleje.

To nie pierwsze takie ograniczenie. Od lat komisarze techniczni badają motocykle żużlowe podczas zawodów pod kątem spełniania wymogów związanych z ochroną środowiska. Czasy, kiedy tłumików nie było w ogóle i nikt nie badał spalin, minęły bardzo dawno.

Debata w sprawie nowych tłumików w sporcie żużlowym trwała dwa lata. Przed rokiem najlepszych piętnastu zawodników w Grand Prix zbuntowało się. W efekcie światowym asom zezwolono jeździć w mistrzostwach jeszcze ze starymi tłumikami. Potem zapadła długa cisza. To był pierwszy błąd.

<!** reklama>„Myk” przyjaciela

Misjonarzem konserwatyzmu w tej kwestii był jedynie były czołowy polski żużlowiec, Krzysztof Cegielski, prezes stowarzyszenia „Metanol”, głośno i otwarcie protestujący przeciw wprowadzaniu nowych tłumików. Poparcie otrzymał dopiero tuż przed bieżącym sezonem, kiedy to mistrz świata Tomasz Gollob i inni znani polscy zawodnicy zagrozili Polskiemu Związkowi Motorowemu, że w przypadku zmuszenia ich do startu z nowym osprzętem, złożą doniesienie do prokuratury. Ten „myk” wymyślił Grzegorz Ślak, prawnik, były prezes Rafinerii Trzebinia i przyjaciel Golloba. Z dzisiejszego punktu widzenia był to pomysł raczej kiepski.

- Nowe modele tłumików pozbawiają nasze silniki przede wszystkim mocy. Motocykl może chwilowo tracić na prędkości, co spowoduje niebezpieczną sytuację na torze - tłumaczył Tomasz Gollob.

- Na łukach tracimy niekiedy panowanie nad motocyklem. To niebezpieczne i niepokojące zjawisko - popierał Golloba Jarosław Hampel, wicemistrz świata, lider leszczyńskiej Unii.

- Ten model ma wielką, moim zdaniem, zasadniczą wadę. Posiada częściowo zamknięte komory i nie jest całkowicie przelotowy. Na przyczepnych nawierzchniach, przy małych nawet nierównościach może dojść do tragedii. Kto będzie wtedy odpowiadał? - pytał Krzysztof Cegielski.

Argumenty były oczywiste, ale środowisko żużlowe, nawet to w naszym kraju, nie potrafiło wypracować wspólnego i jednolitego stanowiska. Za granicą nowe tłumiki przyjęto jako dopust boży. - Nie są najlepsze, ale jeśli tak chce FIM, to będziemy z tymi tłumikami jeździć - twierdzili Crump, Pedersen, Hancock i inni wielcy światowego speedwaya. Maluczcy tym bardziej więc nie wychylali się.

<!** Image 3 align=none alt="Image 172460" sub="Tak wygląda model firmy Akrapovic, jeden z pięciu dopuszczonych przez FIM do użytku nowych tłumików / Fot. Archiwum">Przegrana z kretesem

Spór o tłumiki paradoksalnie był wielką szansą dla polskiego żużla. Na pokazanie i podkreślenie jego wyjątkowej roli. Polscy żużlowcy są najlepsi na świecie. Mamy Drużynowy Puchar Świata, mamy aktualnych mistrza i wicemistrza świata, mamy najlepszą i najlepiej płacącą żużlowcom ligę na świecie. Na wszystkich najważniejszych imprezach żużlowych dominują polscy kibice. I co z tego?

Niestety, spór przegrany został z kretesem. Jego najlepszym podsumowaniem był lakoniczny list od władz FIM-u. Nie i kropka.

Nie podjęto rozmów z innymi federacjami, które, mizerne siłą w stosunku do Polski, w obawie o swoje dalsze funkcjonowanie szybko zaakceptowały dyktat FIM-u. Gdyby wiedziały, że mają w Polsce oparcie, być może wyglądałoby to inaczej. Duży może więcej - to wszyscy wiedzą. Tylko dlaczego ta zasada nie działa w żużlu?

Nikt nie rozmawiał z obcokrajowcami, którzy jeżdżą w Polsce. Niestety, od dawna straniero traktują nasz kraj wyłącznie jako miejsce do zarabiania dużych pieniędzy i nie identyfikują się z Polską, co wielokrotnie zarzucano np. posiadającemu nawet polskie obywatelstwo Rune Holcie. I rzeczywiście, Holta jako pierwszy bodaj oświadczył, że on z FIM-em walczyć nie będzie, a jak nam się to nie spodoba, to na powrót może zostać Norwegiem...

Zabrakło też poparcia ze strony Polskiego Związku Motorowego. Nie od dziś wiadomo, jak słodkie posadki czekają w Genewie na tych, którzy zawsze są za. Pod tym względem stosunki w FIM-ie przypominają niekiedy czasy feudalizmu albo i caratu. Atrakcyjne wyjazdy, luksusowe hotele, bankiety, prezenty... Zbyt łakomy to kąsek, by świadomie rezygnować z dobrych układów.

Zabrakło wreszcie solidarności. Już zimą głosy w kraju były podzielone, a największym zwolennikiem nowych tłumików okazał się... trener narodowej reprezentacji i współtwórca jej wielkich sukcesów, Marek Cieślak. Kiedy przed sezonem przeprowadzono głosowanie wśród polskich zawodników, okazało się, że 26 z nich jest za starymi tłumikami, ale aż 11 było za nowymi.

Sprawa być może byłaby jeszcze do uratowania, gdyby protestujący byli konsekwentni i zgodni. Wtedy polskich zawodników zabrakłoby w zagranicznych ligach i rozgrywkach światowych. Być może ta banicja musiałaby trwać dłużej niż rok, być może Polacy straciliby szanse na wiele tytułów i medali, ale gdyby byli konsekwentni, FIM musiałby jakoś zareagować. Trudno przewidzieć, jak dalej potoczyłyby się losy buntowników i czy coś zyskaliby, ale jedno jest pewne, zachowaliby twarz, a tak?

Źle tylko w Polsce?

Kiedy tylko buntownicy stanęli wobec konieczności odpuszczenia sobie startów w innych ligach, natychmiast spokornieli. Żaden z nich nie był w stanie zrezygnować z pieniędzy leżących na torze, wyrzec się ich. Zawodnicy sprzedali w ten sposób swoje racje i narazili się na ośmieszenie. Bo jeśli najpierw ktoś zapewnia, że nie i nigdy, mówi o zagrożeniu zdrowia i życia, a potem pokornie o wszystkim zapomina, to rzeczywiście trudno go traktować poważnie. Lepiej więc nad tym buntem spuścić zasłonę milczenia.

Startujący za granicą z nowymi tłumikami żużlowcy w ostatnim odruchu samoobrony zaczęli przekonywać, że na torach innych niż polskie jednak można startować z nowymi tłumikami, bo tam wcale nie są one takie niebezpieczne jak w naszym kraju...

22 maja teoretycznie spór się zakończył. Główna Komisja Sportu Żużlowego zdecydowała, że w Polsce również będą obowiązywały wyłącznie nowe tłumiki.

- To skandal! - zagrzmieli ci, których ulubionym zwrotem na tłumiki stało się słowo tłumoki. Bo żużel - oprócz rywalizacji na torze - to charakterystyczny dźwięk, hałas i specyficzny zapach spalin. Z nowymi tłumikami to nie jest już ten sam sport, emocje też nie są już te same.

Po pierwszej ligowej kolejce znów podzielili się kibice, działacze i zawodnicy. Dla jednych wyszło na wierzch całe zło nowych tłumików, dla innych tak właściwie nic się nie stało.

- Nowe urządzenia pracują ciszej, ale, co najważniejsze, są one niebezpieczne, a szydło wyjdzie dopiero z worka przy wyższych temperaturach - tłumaczy Jan Ząbik, trener Unibaksu. - Jedno jest pewne, z nowymi tłumikami ciekawych zawodów w Toruniu nie będzie.

Gollob, Hampel i spółka jadą z nowymi nie gorzej niż ze starymi tłumikach. A działacze FIM-u się śmieją. I nadal nie mają zamiaru traktować żużla lepiej niż do tej pory. Stawki w Grand Prix tak naprawdę tylko śmieszą. Ale FIM nie będzie ich zmieniać. Skoro i tak nikt i nigdy się nie zbuntuje... A zawodnicy niech zarabiają w Polsce. I przygotują się, że za rok lub dwa zacznie się mowa o kolejnych, skuteczniejszych tłumikach.

Warto wiedzieć

Kiedy nie wiadomo, o co chodzi...

W 2011 r., według zapisu regulaminowego Międzynarodowej Federacji Motocyklowej, wolno korzystać wyłącznie z nowych tłumików następujących producentów: Akrapovic, Prodrive, King, DEP Silencer i DEP Pipes. Trzej pierwsi producenci homologację uzyskali 1 stycznia 2010, czwarty w kwietniu 2010, a DEP Pipes 1 stycznia 2011.

Dwa lata wcześniej, w 2009 r., kiedy ogłoszono konieczność zmniejszenia hałasu wydawanego przez motocykle podczas zawodów żużlowych o 10 decybeli, homologowane tłumiki, od wielu zresztą lat, produkowali tylko dwaj wytwórcy: Jawa i King.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie