Fakty i mity wielkiej płyty

Justyna Tota
STEFAN CHAZBIJEWICZ, magister inżynier budownictwa, były dyrektor Bydgoskiego Kombinatu Budowlanego „Wschód”, mówi o konstrukcjach z wielkiej płyty, fuszerkach prac wykończeniowych i o kurczącej się przestrzeni.

STEFAN CHAZBIJEWICZ, magister inżynier budownictwa, były dyrektor Bydgoskiego Kombinatu Budowlanego „Wschód”, mówi o konstrukcjach z wielkiej płyty, fuszerkach prac wykończeniowych i o kurczącej się przestrzeni.

<!** Image 2 align=none alt="Image 174313" sub="Stefan Chazbijewicz: Mówienie o wielkim zagrożeniu jest nieporozumieniem Fot. Archiwum prywatne. ">Lata 70. przyniosły prawdziwy boom na wielką płytę w całym kraju. Część bloków wybudowano jeszcze wcześniej, więc dobijają do półwiecza. Postoją drugie tyle?

Wielka płyta, która jest wynalazkiem skandynawsko-francusko-niemieckim, pojawiła się także w Polsce ze względu na wydajność. Potrzeba bowiem trzykrotnie mniej roboczogodzin na stworzenie mieszkania z wielkiej płyty niż w systemach tradycyjnych. Dla porównania - we wspomnianych latach 70. oddawało się do użytku 300 tysięcy mieszkań rocznie, teraz jeśli się zbuduje 100 tysięcy, to się wszyscy cieszą. Narodził się jednak mit, że te budynki są wadliwe a przez to niebezpieczne, co jest nieprawdą. Wielka płyta jest wykonywana z żelbetu, czyli betonu zbrojonego stalą, który do dzisiaj jest jednym z najtrwalszych materiałów konstrukcyjnych. Dlatego mówienie, że wielka płyta, to wielkie zagrożenie, jest nieporozumieniem.

Wielka płyta wielkiej płycie nie jest jednak równa, bo było kilka systemów budowania z niej.

W samej Bydgoszczy zastosowano trzy systemy: WK-70, OWT i system szczeciński. O ile w tym pierwszym systemie niebezpieczeństwem jest to, że płyty zewnętrzne są zawieszone na stalowych wieszakach, do których nie ma dostępu i nikt nie widzi, czy dany wieszak zerdzewiał czy nie, o tyle dwa pozostałe systemy a zwłaszcza system szczeciński, w którym wybudowano zdecydowaną większość bloków na naszych osiedlach, uważam za bezpieczny.

<!** reklama>


Dlaczego?

Płyty w systemie szczecińskim były układane jedna na drugą, a węzły montażowe zalewane były betonem, dlatego dopuszczono go do stosowania nawet na terenach szkód górniczych na Śląsku. Proszę mi wierzyć, te płyty przeżyją nas, nasze wnuki i prawnuki. Nie mamy się czego obawiać.

Czy można mieć jednak stuprocentową pewność, że nie grozi nam katastrofa budowlana?

Jeśli chodzi o konstrukcje, nie mam żadnych obaw, ponieważ prefabrykaty produkowane w fabryce przechodziły ścisłą kontrolę jakości. Natomiast jednostkowe przypadki błędu w sztuce budowlanej zawsze mogą się zdarzyć. Kiedyś na etapie montażu na Szwederowie w Bydgoszczy runął cały segment płyty elewacyjnej. Okazało się, że na parterze postawiono wybrakowaną płytę bez znaczka jakości. Zatem kontrola jakości nie dopuściła jej do montażu, ale ktoś w nocy załadował ją omyłkowo na samochód i tak znalazła się na budowie, na którą trafić nie powinna. Na szczęście był to przypadek odosobniony.

<!** Image 3 align=none alt="Image 174313" sub="Szare przez całe lata, bloki z wielkiej płyty nabierają ostatnio barw Fot. Grzegorz Olkowski">To może taką felerną płytę zamontowano też w Rzeszowie, gdzie w 1992 roku z 11. piętra odpadła jedna z płyt elewacyjnych wieżowca, odrywając po drodze kilka balkonów...

To ja podam inny przykład, o którym też było głośno. Otóż w telewizji relacjonowano, że w 11-piętrowym budynku wykonanym w systemie szczecińskim wybuchł gaz na parterze, w wyniku czego wyleciały cztery ściany nośne. Żaden inżynier ani profesor nie był w stanie obliczyć, dlaczego ten budynek jeszcze stoi. Nie zawalił się, bo miał swoją sztywność. Nie można mylić fuszerki w pracach wykończeniowych i konstrukcji budynku, to dwie różne sprawy. Mieszkańcy nie mogą być narażeni na jakiekolwiek niebezpieczeństwo, dlatego obecne prawo budowlane na wszystkich właścicieli budynków nakłada obowiązek robienia przeglądów technicznych. Jeśli każdy właściciel będzie tego prawa przestrzegał, a przeglądy będą wykonywać sumienni inżynierowie, to takie przypadki nie powinny się zdarzać. Nie twierdzę, że budynki z wielkiej płyty będą stać tysiąc lat, bo każdy materiał się starzeje, ale na pewno nie są słabsze - a powiedziałbym nawet, że są trwalsze - niż te obecnie budowane.

Być może są trwalsze, ale na pewno nie ładniejsze.

Zamknięty system prefabrykacji nie dawał zbyt dużo swobody architektom, choć przyznaję, że nie można wszystkiego zganiać na system. Na początku nie umieliśmy jeszcze wykorzystać wszystkich możliwości tego budownictwa, o czym przekonałem się podczas jednej z wizyt w ówczesnej NRD, gdzie zobaczyłem odrestaurowaną starówkę wykonaną w systemie prefabrykowanym. Obecnie dostrzegam jednak większy problem niż wygląd estetyczny starych bloków.

Jaki?

Człowiek do życia potrzebuje przestrzeni, tymczasem dziś do maksymalnie zapełnionych osiedli dobudowuje się kolejne bloki, które stawia się na terenach tzw. użyteczności publicznej zamiast obiektów sportowo-rekreacyjnych lub kulturalnych, zagęszczając tym samym obszar blokowiska. Kiedyś żaden architekt by się pod takim projektem nie podpisał, nie mówiąc już o tym, że architekt miasta nie wyraziłby na to zgody. Nastała jednak epoka pieniądza - deweloper kupuje teren, buduje i zarabia, a samorząd za mało dba o przemyślany ład przestrzenny, co odbije się na jakości naszego życia.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie