Kierowca TIR-a: "Ból nogi był potworny, ale jechałem". Dopiero za trzecim podejściem przyjęto go do szpitala

Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
W szpitalu na Bielanach obowiązuje tzw. triaż Grzegorz Olkowski
- Szpital na Bielanach pomocy udzielił mi dopiero, gdy z tym samym problemem zgłosiłem się po raz trzeci - skarży się nasz Czytelnik, który opisał swoją historię w obszernym liście.

Zobacz wideo: Uwaga piesi! mandat za telefon na pasach

„Jestem kierowcą zawodowym. W środę 27 stycznia miałem wypadek w pracy - pisze Czytelnik (nazwisko do wiadomości redakcji). - Podczas tankowania samochodu ciężarowego (TIR-a) przewróciłem się. Z ziemi podniosłem się z mocnym bólem lewej stopy. Z tym bólem pojechałem w dwudniową trasę do Holandii. Nie jestem lekarzem, więc myślałem, że to zwykłe stłuczenie. Po kilku godzinach pracy jednak noga zaczęła puchnąć i pojawił się mocny obrzęk i siniak, a najmniejszy ruch stopą i dotknięcie jej powodowały olbrzymi ból".

Polecamy

Do trzech razy sztuka?

"29 stycznia o godzinie 2.45 w nocy zjechałem z trasy - czytamy dalej w liście. - Wcześniej szukałem w internecie, gdzie mogę uzyskać pomoc. Znalazłem numer do przyszpitalnej poradni/przychodni przy Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. Zadzwoniłem tam z pytaniem, czy jeśli doznałem urazu nogi, to mogę przyjechać do poradni. Odpowiedź brzmiała, że jak najbardziej. Tak też zrobiłem. Wszedłem do budynku poradni chirurgicznej, gdzie siedziało trzech panów z ochrony. Jeden z nich zmierzył mi temperaturę i poszedł po pielęgniarkę dyżurującą. Pani od razu wyszła z gabinetu i spytała co się stało. Opowiedziałem jej w skrócie, jak doszło do wypadku i dostałem odpowiedź, która zwaliła mnie z nóg: Nie przyjmę pana, ponieważ zajmujemy się tylko nagłymi przypadkami, a skoro pan z tą nogą pojechał w trasę, to może pan poczekać jeszcze kilka godzin i iść do swojego lekarza, ewentualnie zadzwonić po skierowanie i z nim przyjechać do nas. Pokazałem spuchniętą nogę, ale pani pielęgniarka nawet nie spojrzała mówiąc: Zapraszamy ze skierowaniem od 7.30 do 11.30.

Pojechałem do przychodni przy Uniwersyteckiej. Tam zadzwoniłem domofonem do rejestracji i uzyskałem odpowiedź, że za moment zadzwoni do mnie lekarz dyżurujący. Po chwili zadzwoniła do mnie pani doktor, która po krótkim wywiadzie przyniosła mi na parking skierowanie do szpitala, mówiąc, że teraz na pewno mnie przyjmą.

Ze skierowaniem udałem się po raz drugi na Bielany. Niestety, sytuacja powtórzyła się. Zamiast uzyskać pomoc, usłyszałem pretensje, że znowu pojawiam się w poradni. Wróciłem do domu borykając się z ogromnym bólem stopy i obrzękiem, który się powiększał. W domu zrobiłem sobie z lodu okład na nogę i po 4 godzinach snu pojechałem na SOR szpitala na Bielanach, gdzie tym razem - po kilku godzinach oczekiwania - uzyskałem pomoc od bardzo miłego młodego lekarza.”

Czytelnik opisuje też podobne sytuacje, w jakich znaleźli się jego bliscy, którzy w lecznicy na Bielanach trzy miesiące temu i trzy lata temu nie uzyskali pomocy. „Jestem w stanie zrozumieć, że przez pandemię COVID-19 w szpitalu panuje zamęt i pracownicy mają dużo pracy, lecz żadnej pomocy nie powinno się odmawiać. Następnym razem gdy będę jej potrzebował, położę się na środku ulicy i wezwę pogotowie, bo to chyba jedyna możliwość uzyskania pomocy ze strony szpitala” - kończy Czytelnik.

Od razu na SOR?

- To był niewielki uraz, nie wymagał pilnej interwencji - twierdzi rzecznik prasowy WSZ w Toruniu dr Janusz Mielcarek, któremu przekazaliśmy list. - Część pacjentów błędnie traktuje ambulatorium chirurgiczne szpitala i szpitalny oddział ratunkowy jako przedłużenie gabinetu lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

Z naszych szacunków wynika, że około 80 procent pacjentów zgłaszających się do SOR nie powinno się tu znaleźć.
dr Janusz Mielcarek, rzecznik prasowy WSZ

- Skutkuje to wydłużeniem kolejki i opóźnieniem pomocy dla tych, którzy naprawdę pilnie jej potrzebują - mówi rzecznik. - Dzieje się tak szczególnie w obecnej sytuacji epidemicznej, gdy każdego pacjenta musimy traktować jako potencjalnie zakażonego koronawirusem i stosować środki ochrony osobistej, co trochę trwa. Właśnie z powodu „oblężenia” SOR-ów wprowadzony został tzw. triaż: ratownik wstępnie ocenia, komu pomoc potrzebna jest natychmiast, a kto może poczekać.

Rzecznik przypomina też, że kierowcy jeżdżący zawodowo za granicę mają europejskie ubezpieczenie. Jeśli zdarzy im się wypadek wymagający naprawdę pilnej pomocy, mogą z tego skorzystać.

A dlaczego aż 80 procent pacjentów zamiast do swoich lekarzy z przychodni pierwsze kroki kieruje do szpitala? Dr Mielcarek przyznaje, że u źródeł takiego postępowania leży niewydolność systemu podstawowej opieki zdrowotnej. Nawykowi zgłaszania się najpierw do POZ nie pomaga epidemia i zamiana bezpośredniego kontaktu z lekarzem na teleporadę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie