Mały nie podskoczy

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Jasne, jasne. Dobrze wiem, że takie są reguły formatu, więc nie ma się co wymądrzać. Bo to dzięki tym regułom właśnie publika piszczy z radości, a reklamodawcy płacą aż miło. Tyle że czasami jak się na zimno spojrzy na pomysły dzielnych telewizyjnych magików, to nerwy zaczynają puszczać.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Jasne, jasne. Dobrze wiem, że takie są reguły formatu, więc nie ma się co wymądrzać. Bo to dzięki tym regułom właśnie publika piszczy z radości, a reklamodawcy płacą aż miło. Tyle że czasami jak się na zimno spojrzy na pomysły dzielnych telewizyjnych magików, to nerwy zaczynają puszczać.

Cóż, programy typu talent show, które podbijają nam teraz wszystkie telewizje, to - jak wiadomo - widowiska klasy luks, w których sprzedaje się publice emocje. Bo przecież nie chodzi o to, kto jaki geniusz w kieszeni ma, tylko co realizatorzy są w stanie z niego wykrzesać, żeby lud pojękiwał z zachwytu. Najważniejsze jest bowiem to, żebyśmy nawiązali z uczestnikami więź emocjonalną, bo przecież prawie nikt z widzów nie jest w stanie fachowo stwierdzić, kto tańcował bardzo dobrze, a kto troszkę gorzej. A polubić uczestnika może każdy.

<!** reklama>No i po to w tego typu programach pojawiają się ci wszyscy kosmici. Biedni prostaczkowie z zabitych dechami wsi, którym wydaje się, że umieją śpiewać. I te dziewuchy strzaskane w solariach, które są przekonane, że zabłysną tak jak u siebie w dyskotece na wielkomiejskim blokowisku. To dzięki nim leczymy kompleksy, rechocząc i szydząc. To filmiki z nimi, a nie z tymi najlepszymi są tak naprawdę w sieci najpopularniejsze.

Niby więc wszystko jasne, ale tym razem jakby lekko przesadzono. W „You Can Dance” po eliminacjach, na które przychodzą tysiące ludzi, zaczynają się warsztaty dla wybrańców. To z nich wyłaniana jest finałowa grupka. Relacje z warsztatów służą budowaniu emocji i zaprzyjaźnianiu nas z całą gromadką. Musi być ciekawie, więc do grupy doczepia się ludzi, którzy co prawda rokują tak sobie, ale za to będą nas wzruszać albo rozśmieszać. Tym razem zaserwowano nam m.in. tancerkę erotyczną oraz solidnie otyłą specjalistkę od hip-hopu, pozbawioną samokrytycyzmu, niestety.

No i co się działo? Mieliśmy świetną psychodramę, bo dziewczę wypłakiwało się, że z niej szydzą i nikt nie chce z nią robić podnoszeń, a ona jest przecież taka jak inni i też się chce samorealizować. Miała nas wzruszyć i wzruszała, tyle że - mam ponure wrażenie - ktoś postanowił wykorzystać jej naiwność. Bo nie wiem, czy zdawała sobie sprawę, że przez lata w sieci będą pozawieszane filmiki pokazujące, jak zabawnie macha brzuchem.

No, chyba że całość okaże się nad wyraz dydaktyczna i zrozumiemy jedno. Że idiotyczny mit popkultury i politycznej poprawności - tłumaczący, że jesteśmy równi i każdy może wszystko, wystarczy, że bardzo chce - to banialuki. Że mały człowiek nie zostanie zawodowym koszykarzem, brzydal zaś topmodelem. A grubaska - choć sympatyczna nad wyraz - nie ma szans na bycie profesjonalną tancerką. Choćby jej panowie z telewizora obiecywali nie wiadomo co.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie