Niewolnicy z dziurami w mózgu

Grażyna Ostropolska
Udostępnij:
Psychiatrzy i psychologowie biją na alarm. W Polsce gwałtownie rośnie liczba uzależnionych od leków. Rekordziści łykają po kilkadziesiąt tabletek dziennie. Rujnują sobie życie i zdrowie.

Psychiatrzy i psychologowie biją na alarm. W Polsce gwałtownie rośnie liczba uzależnionych od leków. Rekordziści łykają po kilkadziesiąt tabletek dziennie. Rujnują sobie życie i zdrowie.

Pani Ania, lat 37. - Zaczynałam od połówki relanium, skończyłam na 25 tabletkach. Pierwszy lek na uspokojenie przypisał mi internista. Byłam wtedy w rozsypce. Kolejna ciąża zakończyła się poronieniem, nie miałam wsparcia najbliższej rodziny, więc sięgnęłam po uspokajacze. Po 5 latach to one były moim bogiem.<!** reklama>

Pani Ania jest teraz na odwyku. Do poradni zdrowia psychicznego zaciągnęła ją przyjaciółka. Jedyna, jaka jej została po stracie pracy i rozwodzie. - To był dla mnie ostatni dzwonek - przyznaje uzależniona kobieta. - Lekarze - chodziłam do kilku naraz - już nie chcieli mi przypisywać leku, więc kupowałam uspokajacze na bazarze. Zaciągałam kredyty i ich nie spłacałam. Brałam prochy co godzinę, potrzebowałam ich coraz więcej, potem... spałam. Myślałam tylko o tym, jak zdobyć lek, a gdy go brakowało, ogarniał mnie lęk. Drżały mi ręce, nogi, czułam przeszywający ból mięśni. Tłumaczyłam sobie, że to nerwica i muszę natychmiast zażyć prochy. Rozwaliłam sobie wątrobę, zniszczyłam żołądek. Posunęłam się nawet do kradzieży - wyznaje pani Ania.

O tym, że nasenne, uspakajające i przeciwbólowe leki uzależniają, mówi się coraz częściej - Jednak nie na tyle głośno, by zwrócić należytą uwagę na lawinowo rosnący problem - zauważa psychiatra dr Włodzisław Giziński. Dostrzega wiele przyczyn lekomanii. - Główna to zwyczaj sięgania po leki na własną rękę, wzmocniony reklamami - twierdzi. Jest przeciwnikiem takich promocji. Telewizyjne reklamy, oglądane kilka razy dziennie, wtłaczają nam do głowy: „Weź tabletkę, poczujesz się lepiej, będziesz spokojniejszy, bardziej odporny, ładniejszy”. To nas gubi, bo zapominamy, że leki to nie tylko pozytywy, a ich

nadmiar szkodzi.

- Przykro to mówić, ale zdarza się, że u podłoża lekomanii leży niefrasobliwość lekarza pierwszego kontaktu - zauważa Wojciech Kosmowski, kierujący jedynym w województwie oddziałem krótkoterminowej terapii odwykowej i detoksykacji dla kobiet.

Niektórzy interniści zbyt pochopnie przypisują uzależniający lek (z grupy benzodiazepin) pacjentom, którzy skarżą się na niepokój lub bezsenność. Zagoniony lekarz ma pacjenta z głowy, a ten zadowolony z działania leku, bierze go dłużej niż powinien. Po pewnym czasie jedna tabletka przestaje działać, więc prosi o kolejną receptą. Zażywa już nie jedną, lecz dwie, trzy tabletki. I to nie wystarcza, bo wzrasta tolerancja na lek i organizm domaga się większej dawki. Jej brak objawia się psychicznym i fizycznym bólem. - Jedna z moich pacjentek łykała 900 tabletek miesięcznie i były to, niestety, leki przypisywane jej przez psychiatrów - mówi Wojciech Kosmowski.

- Trzy razy próbowałem odstawić leki, ale nie dałem rady, bo ból był nie do zniesienia - zwierza się terapeucie 22-letni student. Miał 9 lat, gdy rodzice zaczęli mu podawać tabletki na ADHD, brał ich coraz więcej, a gdy dorósł, wspomagał się narkotykami.

- Witaminy dla dzieci na odporność i wzmocnienie, tabletki bez recepty na przeziębienie lub działające profilaktycznie - takie reklamy przyczyniają się do wzrostu uzależnień. Zaczyna się od tego, że wiem dużo o lekach, wierzę w nie, a potem nadużywam - twierdzi dr Giziński i przypomina, że wychodzenie z lekomanii bywa trudniejsze od leczenia alkoholika czy narkomana. - Najgorsze są

głody abstynencyjne

- twierdzi 50-letnia pani Wanda. Uzależniła się od środków przeciwbólowych po przebytej operacji. - Brałam veronal, veramid, vegentalgin, tramal. Najpierw tabletkę dziennie, potem całą garść - wspomina. Pracowała w służbie zdrowia, miała łatwy dostęp do leków. - Do czasu, bo mój mózg zaczął inaczej pracować. Zapominałam, straciłam zdolność koncentracji. Dostałam ostrzeżenie - idziesz na odwyk lub natychmiast tracisz pracę. Wybrałam to pierwsze. Jest ciężko - wyznaje kobieta. - Zażywam coraz mniejsze dawki leku, chodzę na psychoterapię i wierzę, że z tego wyjdę.

Rozpoznanie w pacjencie lekomana nie jest łatwe. Rodzina uważa go za chorego (na depresję, nerwicę itp.), który musi zażywać przypisane przez lekarza tabletki, więc dużo śpi.

- To, że żona garściami zażywa leki, wyszło na jaw, gdy zaczęła mieć omamy i urojenia. Wzywała policję, twierdząc, że ją biję i robię awantury, choć to ona zaskakiwała mnie i córkę nagłymi atakami agresji. Po jednym z nich wylądowała w szpitalu psychiatrycznym w Świeciu. Tam zdiagnozowano u niej lekomanię, odtruto i odesłano do domu. Miała stopniowo odstawiać leki, ale nic z tego nie wyszło. Nie jestem w stanie jej upilnować ani zmusić do terapii. Co robić? - pyta pan Zbyszek. Boi się, gdy żona sama wychodzi z domu. - Podbiera córce pieniądze ze skarbonki, a mnie z portfela. Pewnie kupuje za nie prochy. Boję się, że zaciągnie jakieś pożyczki i wciągnie nas w kłopoty - dzieli się obawami.

Dziesięć łóżek na oddziale krótkoterminowej terapii odwykowej i detoksykacji dla kobiet w bydgoskim szpitalu im. dr. E. Warmińskiego to za mało. - Powinno być 40 łóżek detoksykacyjnych dla obu płci i co najmniej 20 terapeutycznych dla kobiet, w samej Bydgoszczy - uważa Wojciech Kosmowski, który 11 lat temu zakładał oddział. Za zdrowy symptom uważa zamianę części łóżek ogólnopsychiatrycznych w Świeciu na miejsca, m.in., dla lekomanów.

Inne szpitale mają z tym problem, bo NFZ niechętnie przyznaje lekomanii status jednostki chorobowej i niechętnie płaci za jej

leczenie.

Na oddziale, którym kieruje W. Kosmowski, terapia trwa 2 miesiące. Najwięcej jest tu uzależnień mieszanych. Leczenie pacjenta, który łączył leki z alkoholem lub narkotykami jest szczególnie trudne. - Niełatwo nagle odstawić ogromne dawki leku, jakie przez wiele lat pacjent zażywał, więc zmniejszamy je stopniowo - wyjaśnia lekarz. Czasami, aby złagodzić objawy zespołu abstynencyjnego, trzeba włączyć do leczenia inne, nieuzależniające specyfiki. - Równocześnie stosujemy psychoterapię indywidualną i grupową po to, by pacjent poznał mechanizmy uzależnienia, umiał odróżnić głód od zdenerwowania i stresu - mówi Kosmowski.

Terapia grupowa jest szczególnie ważna, bo grupę podobnie chorych trudniej zmanipulować niż lekarza czy terapeutę. Po detoksie trzeba „prześwietlić” pacjenta, poznać jego problemy, przyczyny uzależnienia i zmotywować do leczenia. - Jednego przekona argument, że 500 zł miesięcznie na prochy to wydatek, którego długo nie udźwignie, innego, że robi to dla męża lub dziecka, które wstydzi się mamy. Ktoś inny chce się leczyć, by nie stracić pracy.

- W terapii chodzi o to, by pacjent zobaczył, że ma wybór i dostrzegł pozytywne zmiany po wyjściu z nałogu - podreśla lekarz.

Na jedno z 10 miejsc w bydgoskiej placówce czeka się półtora miesiąca. W publicznych lecznicach podobnych oddziałów jest niewiele, więc trafiają tu lekomani z całej Polski. Domowe leczenie uzależnienia od leków jest trudne i długotrwałe. Trzeba mieć silną wolę i cierpliwość, radzić sobie z lękiem i głodem.

Palący problem lekomanii wyczuły prywatne kliniki. Masowo reklamują się w Internecie, obiecują skuteczną terapię i dyktują

słone ceny.

- Leczenie potrwa 12 tygodni i będzie kosztowało 33 tys. zł - informują nas w klinice pod Ostrołęką. Ośrodek jest ekskluzywny: konie, wielbłąd, basen i korty tenisowe mają być wsparciem w leczeniu ciała i duszy lekomana. NFZ kosztów tego leczenia nie zrefunduje.

Zwiększenie łóżek w szpitalach publicznych też jest niemożliwe, bo NFZ tłumaczy się brakiem pieniędzy. Detoksykacyjno-terapeutyczny oddział w bydgoskim szpitalu, ze swoim nowatorskim programem wyprowadzania z lekomanii, przechodził drogę męki. - Widzieliśmy ten problem już w 2000 r. i zasypywaliśmy NFZ prośbami o pieniądze - wspomina oddziałowa i terapeutka Grażyna Wenda.

Toruń takiego specjalistycznego oddziału nie ma. Jest tam Wojewódzka Poradnia Terapii Uzależnień i Współuzależnienia, do której trafiają również lekomani. Trudno ich jednak spotkać w należących do poradni ośrodkach krótkoterminowej i długoterminowej terapii uzależnień. Dlaczego? - Częściej przychodzą do nas ci, którzy uzależnienie od alkoholu lub narkotyków łączą z lekami - wyjaśnia Piotr Ligocki z toruńskiej poradni. Wyprowadzanie z lekomanii uważa za bardziej skomplikowane, bo: - W innych uzależnieniach odstawia się alkohol lub narkotyk, a w przypadku lekomana lekarz musi ustalić tempo obniżania dawki lub dobrać inny neuroleptyk.

Indywidualna terapia u specjalisty od leczenia uzależnień też nie jest tania, ale bardzo pomaga przy domowym ograniczaniu leków.

Do pani Małgorzaty, psychologa i terapeuty, trafiają lekomani w strasznym stanie. - Winię za ich stan lekarzy, którzy nie informują pacjenta, że leki zażywane powyżej 3 tygodni uzależniają, a ponadto wypisują mu kolejne recepty - mówi lekarka. Jest to szczególnie niebezpieczne, gdy dotyczy małoletnich. - Przepisywanie niespokojnemu lub kaszlącemu dziecku hydroksyzyny w syropie, którą sfrustrowana matka podaje mu przez pół roku (bo malec lepiej śpi), wykształca zależność od leków - wyjaśnia psychoterapeutka. Pracuje teraz z 25-letnią kobietą, uzależnioną od alkoholu, narkotyków i leków. - Matka uspokajała ją w podstawówce hydroksyzyną, a gimnazjalne kłopoty córki łagodziła podawaniem relanium. Doszło do tego, że dziewczyna uzależniła się od narkotyków, leków i alkoholu, bo inaczej nie umiała żyć - mówi psycholog i apeluje do lekarzy, by wypisanie pacjentowi recepty poprzedzili uświadomieniem mu niebezpieczeństwa słowami: „Przepisuję panu lek, który przyjmowany za długo lub w nadmiarze prowadzi do uzależnienia, a nawet śmierci”.

Uzależnić mogą nawet krople do nosa. Na internetowym forum roi się od narzekań tych, którzy przedawkowali xylometazolin (zniszczył im błonę śluzową). Uzależnienie setek studentów od tabletek i syropu przeciwkaszlowego „Tussipec”, który miał im zapewnić koncentrację i naukę bez snu, zakończyło się wycofaniem leku z wolnej sprzedaży. Dziurę po syropie zapełniły natychmiast inne uzależniacze. Dziury w głowie lekomanów to efekt nadużywania leków.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Joasia
Od leków to chyba nawet łatwiej się uzaleznić nic od alkoholu. No bo przecież one mają pomagać a nie szkodzic, to one maja leczyc, dlatego tak latwo sie zatracic. U mnie zaczeło sie od leków nasennych, potem był przeciwbólowe i jakos tak poszło... Zaczełam sie odsuwac od rodziny i znajomych i wtedy zauwazyli moj problem. Ja oczywiscie uparcie twierdzialm ze nic mi nie jest. Ale ostatecznie skonczylo sie to terapią w ośrodku Wsparcie w koszalinie. Trafiłam tam na mądrych i doswiadczonych ludzi, ktorzy pokazali mi, jak zyc bez uzaleznienia i ze mozna rozwiażaywać swoje problemy lepszymi metodami.
Dodaj ogłoszenie