Pięć lat małej Japonii

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Japończycy dali mieszkańcom naszego regionu kilka tysięcy miejsc pracy, kilkanaście telewizorów i powód do rozmyślań nad kulturą pracy. W zamian dostali ulgi podatkowe, obietnicę 56 milionów złotych pomocy publicznej i tanią siłę roboczą.

Japończycy dali mieszkańcom naszego regionu kilka tysięcy miejsc pracy, kilkanaście telewizorów i powód do rozmyślań nad kulturą pracy. W zamian dostali ulgi podatkowe, obietnicę 56 milionów złotych pomocy publicznej i tanią siłę roboczą.


Kwiecień 2006 roku, Ostaszewo. Już wiadomo, że w tej podtoruńskiej wsi w gminie Łysomice powstanie podstrefa Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Tu fabryki wybuduje elektroniczny gigant Sharp i jego kooperanci. Wśród ludzi - radosne podniecenie.<!** reklama>

„Marzenie Rzepkowskiego: Piłkarze Mustanga Ostaszewo wybiegają na superboisko z logo Sharpa na koszulkach” - tak zaczynam swój reportaż ze wsi. Dziś, po pięciu latach, zarówno działacz sportowy Jacek Rzepkowski, jak i prezes klubu Wacław Trawiński mówią o płonnych nadziejach. Japończycy nie zechcieli objąć choćby honorowego patronatu nad klubem. - Fabryka Orion sfinansowała nam zakup strojów sportowych i to wszystko. Liczyliśmy na więcej - nie kryje prezes Mustanga. Drużyna dalej gra w A klasie.

Polityczna sprawa

Tworzenie łysomickiej podstrefy PSSE od początku było wykorzystywane przez polityków różnych opcji. Najpierw sukces sprowadzenia Japończyków przedstawiał jako swój Waldemar Achramowicz (SLD), ówczesny marszałek województwa. Przed listopadowymi wyborami 2006 roku urzędowy periodyk „Region” grzał temat z zapałem. Niestety, bez spodziewanego efektu dla marszałka, który wybory przegrał. Wtajemniczeni mówili, że zdążył za to umocować swojego człowieka, czyli SLD-owskiego radnego Dariusza Łyjaka. Objął on stanowisko dyrektora w pierwszej otwartej fabryce, czyli w Orionie z godną pozazdroszczenia pensją (152 tys. zł w 2007 roku, 210 tys. zł w 2008 roku).

Na lewicowe przytulanie się do Crystal Parku (jak potocznie nazywa się podtoruński teren Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej) szybko zareagowała prawica. Budowa pierwszych zakładów ruszyła w maju, a w lipcu 2006 roku teren inwestycji wizytował premier Kazimierz Marcinkiewicz (PiS). Jak mury pną się do góry obserwował w towarzystwie, m.in. wojewody Józefa Ramlaua (PiS) i posła Antoniego Mężydły (wtedy PiS, dziś PO).

Z kolei w sierpniu 2007 roku na oficjalnym otwarciu fabryki Sharpa w Ostaszewie pojawił się premier Jarosław Kaczyński (PiS). Wstęgę przecinał, m.in., wraz z prezesem Mikio Katayamą. Podniosły nastrój udzielił się nawet urzędnikom. „Dzięki tej inwestycji nasz kraj ma szansę stać się centrum produkcji telewizorów płaskoekranowych w Europie, a rodacy nie będą musieli wyjeżdżać za granicę za chlebem” - odnotowała Agnieszka Jankierska na stronie Urzędu Gminy Łysomice.

Mniej pracy, mniej pomocy

Sharp Manufactirung Poland, Orion Electric, Sumika, Tokai Okaya, U-TEC, Sumitomo i inne. Japońskie zakłady jeden po drugim uruchamiały produkcję. Pięć lat temu zapowiadano, że w łysomickiej podstrefie zatrudnią do 2010 roku 10 tysięcy osób. Dziś wiadomo, że to - z różnych przyczyn - się nie udało. Na przeszkodzie stanął choćby światowy kryzys gospodarczy, którego branża elektroniczna, po motoryzacyjnej, stała się jedną z pierwszych ofiar.

Japońskie fabryki w strefie mogą liczyć na specjalne względy, np. ulgi podatkowe. Sharp skorzystał z dodatkowej pomocy - rządowego wieloletniego programu wsparcia. Pierwsza w Polsce fabryka modułów LCD tej marki złożyła obietnicę zainwestowania w latach 2006-2010 595,5 mln zł oraz zatrudnienia 3 tysięcy osób. W zamian miała otrzymać 89,7 mln zł pomocy publicznej.

Efekty? Zainwestowanie do końca 2010 roku 460 mln zł, stworzenie około 1620 etatów i wynajmowanie do pracy około 400 pracowników tymczasowych z agencji Manpower. W świetle tych liczb pomoc publiczna zawisła na włosku. W grudniu zeszłego roku Sharpowi udało się wynegocjować z Ministerstwem Gospodarki nowe zasady gry. W tym roku w fabryce ma pracować 2138 osób (w tym 91 z wyższym wykształceniem), a nakłady inwestycyjne sięgnąć mają 462,5 mln zł. W zamian rząd udzieli pomocy, ale w wysokości 56,15 mln zł.

Szok kulturowy w toalecie

Chory dryl (o dyscyplinie), obóz pracy (o fabrykach), polscy kapo (o brygadzistach), wyzysk (o zarobkach zbliżonych do najniższej pensji krajowej) - te terminy szybko weszły do obiegu. Pierwsze dwa lata w japońskich fabrykach minęły pod znakiem zderzenia japońskiej kultury pracy z polską rzeczywistością. Winne narastającemu konfliktowi były obie strony.

Do Crystal Parku autobusy z pracownikami zaczęły zjeżdżać praktycznie z całego regionu. - W gronie 2600 naszych pracowników jest spora grupa po raz pierwszy pracująca w miejscu, w którym obowiązuje określony system zasad. I tu jest chyba pies pogrzebany - mówił w lutym 2008 roku Witalis Korecki, dyrektor personalny w Sharpie. Tę oględną wypowiedź można przetłumaczyć tak: „Wielu naszych pracowników po raz pierwszy musi poddać się dyscyplinie”. Sporo w tym twierdzeniu było prawdy, bo faktycznie wielu zatrudnionych trafiło do fabryk prosto z długotrwałego bezrobocia. Niestety, dyscyplina w wersji japońskiej czasami naprawdę przekraczała granice normy.

Przykład? Zeszyty, w których „sharpowcy” odnotowywać musieli co do minuty swoje wizyty w toaletach. „Anna Kowalska, 5.50-5.53. WC plus woda”, dalej podpis, a co kilka stron - parafa przełożonego. Żeby było widać nadzór. Tak wyglądały dziesiątki zeszytowych stron.

- „Okres? Okres to masz w domu, a tu zapier...lasz, kobieto” - to usłyszałam od swojego lidera. Na naszym dziale mamy prawo wyjść do WC raz do przerwy śniadaniowej i raz po, w ciągu całej ośmiogodzinnej zmiany. Przysługuje 3-5 minut na samo WC. Ciut więcej, jeśli chcesz się napić wody z baniaka przed toaletą - opowiadała nam Maria, pracownica Sharpa.

Tymi - ale nie tylko - sprawami, w pierwszej kolejności zajęła się zakładowa „Solidarność”. Jej liderka Aldona Murawska dość szybko pożegnała się z pracą. Związkowym pionierom ze strefy skutecznie udało się jednak zwrócić uwagę opinii publicznej na to, jak traktuje się pracowników. Do końca nie zostało tylko wyjaśnione to, jaki udział w dyscyplinowaniu Polaków mieli Japończycy, a jaki - pomysłowi rodacy, odpowiedzialni za organizację pracy i nadzór.

Do dziś jednak, przynajmniej w Sharpie, powtarza się łamanie dyscypliny. Alkohol, narkotyki, bójki i seks w toalecie - to fakty z życia fabryki, o których rzadko się mówi, ale które miały miejsce. Wciąż nie brakuje ryzykantów, próbujących palić papierosy w WC, a nawet w szatniach. Ryzykują, bo za takie zachowania, jak podkreśla Dorota Senator, dyrektorka zarządzająca zasobami ludzkimi (HR), można od razu stracić pracę.

Japończyków mecenat nie interesuje?

Ewa Czarnowska, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Ostaszewie: - Od Japończyków dostaliśmy duży telewizor. Mało, jak na okres kilku lat? Hmmm... Rzeczywiście, oczekiwaliśmy czegoś więcej.

Wacław Trawiński, prezes klubu piłkarskiego Mustang Ostaszewo. - Od Japończyków, jak wspomniałem, dostaliśmy komplet strojów. Na początku marzyliśmy, że zostaną naszymi sponsorami z prawdziwego zdarzenia. Potem, że chociaż od czasu do czasu wspomogą. Roczny budżet naszego klubu to około 37 tysięcy złotych. Pomagają prywatne firmy (lokalne), gmina i osoby prywatne. Jakiś czas temu była mowa o tym, że Japończycy będą partycypować w kosztach budowy nowego obiektu sportowego. Ale wyszły z tego nici. Gdy wspomnę 2006 rok, to mogę powiedzieć, że niepotrzebnie zostały rozbudzone nasze nadzieje.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie